Czy TechCrunch stanie się funduszem Venture Capital?
W miniony weekend miała miejsce dość istotna i nieco zaskakująca zmiana w najpopularniejszym blogu dotyczącym webu, TechCrunch. Nowym CEO została Heather Harde, dotychczasowa SVP zajmująca się przejęciami w Fox Interactive Media (firma wchodząca w skład imperium medialnego Ruperta Murdocha, właściciel m.in. MySpace). Oczywiście Heather zajmie się stroną biznesową przedsięwzięcia i nie ma zamiaru mieszać się do roboty dziennikarskiej, która wciąż pozostanie domeną Michalea Arringtona.
Zauważyli to również polscy blogerzy – Marcin pisze, że świadczy to o mocnej pozycji amerykańskich blogów. Myślę jednak, że wielu nie docenia istoty tego przejścia.
Heather to nie jest pierwszy lepszy menedżer, który mógłby zarządzanie maleńkim dziennikarskim przedsięwzięciem potraktować jako kolejny krok w karierze. Owszem, TechCrunch to również sukces finansowy – mówi się, że na samych reklamach zarabia trzysta tysięcy dolarów rocznie – ale nie zdziwiłbym się, gdyby pensja Heather w Fox była większa od zysku całego TechCrunch. Pomijając finanse, zarządzanie tak maleńkim przedsięwzięciem to również żadne wyzwanie dla osoby, która przez ostatnich 10 lat wydała dwa miliardy dolarów (czyli mniej więcej tyle ile majątek najbogatszego Polaka) na przejęcia i inwestycje w internetowe startupy.
Ben Metcalfe przewiduje i ja również mocno się ku temu skłaniam, że TechCrunch ma zamiar przekształcić się w fundusz venture capital. Byłby to bardzo naturalny kierunek rozwoju dla Arringtona, który w zakresie niezależnego dziennikarstwa i ewangelizmu osiągnął już tyle, że niewiele do osiągnięcia mu jeszcze zostało. Mógłby oczywiście coraz więcej pisać o webie i jeździć na coraz więcej konferencji, ale taki jedynie ilościowy rozwój nie będzie satysfakcjonował nikogo ambitnego.
Arrington posiada sporo atutów niezbędnych dobremu VC – niesamowite rozeznanie rynku, dobre kontakty praktycznie na każdym poziomie rynku (startupy, fundusze VC, wielkie korporacje typu Google czy Yahoo, media, w tym inne opiniotwórcze blogi) i doświadczenie oraz instynkt, które niejednokrotnie już pozwoliły mu skutecznie przewidzieć sukces lub porażkę wielu startupów. O jego opiniotwórczości nawet nie wspomnę. Jedyne, czego mu brakuje, to doświadczenia w inwestycjach i przejęciach – biznesowego podejścia do tematu aktualnej i potencjalnej wartości startupów. Oraz oczywiście setek milionów do zainwestowania. To pierwsze przyszło wraz z Heather, to drugie prawdopodobnie przybiegnie samo dzięki mieszance jaką stanowią Michael i Heather – ich doświadczenie oraz ich kontakty.
Być może jesteśmy świadkami pierwszego w historii wejścia najzwyklejszego bloga (TechCrunch powstał z niczego w czerwcu 2005) w bardzo poważny świat biznesu. Taka osoba jak Heather nie zostaje CEO i udziałowcem (nie ujawniono wielkości udziałów, ale ponoć jest znacząca) nawet bardzo popularnego bloga po to, żeby wystawiać rachunki za bannery na stronie i uczestnictwo Arringtona w różnych konferencjach.
Przeczytaj także:
- Czy jest sens kupować jednoosobowy blog za grubą kasę? Blog sprzedany za 15 mln dolarów
- Koniec ery web 2.0, TechCrunch kupił FuckedCompany
- Aplikacja Facebook sprzedana za 3 miliony dolarów
- TechCrunch próbuje wycenić serwisy społecznościowe, między innymi naszą-klasę
- Jedno z pierwszych przejęć blogów w Polsce, czyli Polygamia w Agorze


masz niekompletne informacje ;)
arrington od dawna jest inwestorem w kilu biznesach, to zreszta jest glowny zarzut wobec niego – techcrunch publikuje czasem laurki na temat biznesow w ktorych michael jest inwestorem. przejscie heather oznacza po prostu wzmocnienie tych dzialan, byc moze arrington nie dawal juz sobie rady, ew. chcial wyraznie oddzielic obie funkcje. jedno jest pewne: z kasa na inwestycje nie bedzie problemu. z jednej strony pieniadze leza na koncie /zarabia na TC wiecej niz moze wydac/, a z drugiej duze fundusze z pocalowaniem reki wspomoga arringtona paroma milionami.
Tak, wiem, że Arrington jest średnio aktywnym inwestorem :) Od jakiegoś czasu zresztą stara się w artykułach ujawniać swoje związki z przedsięwzięciami, które opisuje, właśnie z powodu tych zarzutów, o których piszesz.
Jednak do takich inwestycji, jakie robi za swoje pieniądze, nie potrzebna byłaby mu Heather, bo ona to przecież całkiem inna liga – natomiast przed nimi jako zespołem otworzyć się mogą całkiem nowe możliwości przyciągnięcia kapitału, który mógłby obawiać się oddać w ręce samego Arringtona. Druga strona medalu to fakt, że inwestowanie swoich dziesiątek/setek tysięcy można traktować jako jedno z pobocznych zadań, ale inwestowanie czyichś (dziesiątek) milionów wymaga już większego zaangażowania i innych umiejętności.
Nie sądzę, żeby Heather przyszła do TC tylko po to, żeby zarządzać inwestycjami Michaela, stąd moje przypuszczenie, że TC ma zamiar zmienić kaliber – ze skromnego angel-inwestowania za pieniądze Arringtona na szerszą skalę inwestycji za pieniądze zewnętrznych inwestorów. Jakby nie było będzie to nowy obszar dla TC bo o ile mi wiadomo, jak dotąd inwestuje on swoje pieniądze i nie działa jako fundusz. Chyba, że faktycznie mam niekompletne informacje? ;)
Swoje pieniadze inwestowal jak byl sam, aby pojsc dalej potrzeba mu dwoch rzeczy: kasy z zewnatrz i kogos kto to ogarnie. I tak wlasnie Arrington zrobil.
Nie nastawialbym sie jednak na “dziesiatki milionow” – sa lepsi w ich wydawaniu. Arrington sprawdzi sie jako bardzo wczesny inwestor. Kilkaset tysiecy dolarow + blogoslawienstwo od Boga Web 2.0 moze byc dla wielu wystarczajacym magnesem. Obstawiam inwestycje pomiedzy tym co robi ycombinator.com, a typowym VC.