Czy pracowałbyś chętnie dla idei?
Czy to już, czy jeszcze nie teraz? Czy jednak jeszcze musimy nieco poczekać, bo wciąż jesteśmy społeczeństwem “na dorobku”, rozpaczliwie próbującym dogonić bogatsze społeczeństwa – zarówno w wymiarze ogólnonarodowym jak i w tym indywidualnym, prywatnym? Chcemy po prostu więcej zarabiać i móc więcej wydawać. Tu i teraz – i nie zamienimy tego na idee lub wizje, które mogą w przyszłości zmaterializować się w postaci pieniędzy, ale wcale nie muszą. Tak właśnie jest, czy może jednak nie? Czy da się dzisiaj u nas znaleźć osoby, które przyłączając się do startupa zrezygnują chętnie z części wynagrodzenia w zamian za udziały?
Hipotetyczna sytuacja: powstaje firma, jest dwóch założycieli. Docelowa struktura własności z góry zaprojektowana jest w ten sposób:
- 15% dla dostarczyciela kapitału założycielskiego. Czy będą to środki zgromadzone od rodziny i znajomych, czy od anioła biznesu lub funduszu oferującego seed capital, zazwyczaj na etapie idei trzeba będzie oddać stosunkowo znaczącą część firmy za relatywnie niewielkie pieniądze.
- 20% dla inwestora rundy A – gdy już uda się stworzyć produkt i pokazać, że jest popyt na ten pomysł, ale firmie potrzebne są większe środki na szybszy rozwój.
- 20% zarezerwowane na ewentualną rundę B, gdyby miało się okazać, że firmie do osiągnięcia jej celów potrzebne jest kolejne dokapitalizowanie.
- 15% pula dla pracowników.
- 30% pozostaje do podziału dla założycieli (ewentualnie więcej, jeśli uda im się korzystnie wyjść z rynku bez drugiej rundy finansowania).
Z owych 15% dla pracowników:
- 5% zarezerwowane dla dwóch-trzech kluczowych osób zarządzających firmą, które być może pojawią się w przyszłości i przejmą od założycieli niektóre funkcje (np. przyszły CEO) i obejmą po 1,5% – 2,5% udziałów.
- 5% przeznaczone dla pierwszych pięciu pracowników, po 1% dla każdego – to od ich pracy i zaangażowania zależeć będzie dobry start firmy.
- 5% zarezerwowane dla wszystkich kolejnych pracowników, którzy dołączać będą do firmy w dalszych etapach, otrzymując nawet bardzo ułamkowe udziały w firmie.
I teraz pytanie o owych pierwszych pracowników. Kilku dobrych specjalistów, których firma będzie potrzebować na początku bardziej niż czegokolwiek innego (może poza tlenem). Czy sądzicie, że znajdą się dzisiaj w Polsce ludzie, którzy zrezygnują z części zarobków po to, żeby stać się współwłaścicielami firmy i pracować na jej sukces jak na sukces własny? Na przykład programista, który zamiast 5000 zł netto zgodzi się zarabiać 3000 zł, otrzymując w zamian 1% udziałów (nie opcji). Czy sądzicie, że znaleźliby się tacy ludzie?
Z punktu widzenia założycieli, oddanie części firmy w ręce kluczowych pracowników ma same zalety (kluczowi pracownicy to nie tylko kadra zarządzająca, ale przede wszystkim pierwszych kilku pracowników, nawet jeśli są “tylko” programistami, jakich w dalszym etapie rozwoju firmy może być kilkudziesięciu – jeśli ci pierwsi nawalą, nawali cała firma, dlatego pierwszych kilku pracowników zdecydowanie należy do kategorii kluczowych):
- Wolniejsze zużywanie kapitału początkowego, który dla startującej firmy pełni funkcje tlenu.
- Nieporównywalnie większe zaangażowanie kluczowych pracowników. Skoro zrezygnowali ze sporej części wynagrodzenia, to nie po to, żeby się obijać tylko żeby odzyskać to później z nawiązką w postaci wartości udziałów, powinni więc walczyć o to z nie mniejszą pasją niż założyciele firmy. Z drugiej strony ktoś, kto nie wierzy w sukces i kto szuka lekkiej pracy pozwalającej na obijanie się, prawdopodobnie nigdy nie zgodzi się zamienić części zarobków na udziały, pełni to więc również funkcję swoistego filtra odstraszającego od firmy tych pracowników, którzy niekoniecznie mają zamiar wnosić do firmy odpowiednio dużo i których nie chciałbyś widzieć w swoim startupie.
Jest to z grubsza streszczenie dyskusji, w jaką się wdałem wczoraj i która raczej nie zakończyła się żadnymi wyrazistymi wnioskami, dlatego interesuje mnie Wasze zdanie. Czy sądzicie, że udałoby się znaleźć dzisiaj w Polsce takie osoby? Czy może znacie ludzi, którzy byliby skłonni do takiej pracy albo wręcz nawet już tak robią? Czy może sami bylibyście chętni właśnie w ten sposób dołączyć do firmy? Czy może po prostu jest na takie postawy jeszcze w Polsce za wcześnie?
Liczę na Wasze komentarze.
Przeczytaj także:
- Każdy chciałby większość tortu, czyli która strona jest zbyt zachłanna?
- Czy każdy startup ucieszy dziesięć zielonych baniek?
- Trzy miliony złotych dla Google na miejsca pracy dla Was
- Reklama na Webstop, podziękowania dla pierwszych sponsorów
- Google Trends pokazuje ile ruchu Google wysyła do poszczególnych witryn (uaktualnienie)
Komentarze (26):
Dyskusja na innych blogach (trackbacks):
- Webstop: Przystanek Web » Blog Archive » Każdy chciałby większość tortu, czyli która strona jest zbyt zachłanna?
- czasopismo.net - blog ludzi e-biznesu » Praca dla idei


Bardzo trudno znaleźć takie osoby. Myślę, że mimo wszystko korzystniej jest (skoro mamy dobry pomysł), znaleźć inwestora, który dołoży te 2000 zł do pensji, niż szukać programistów, którzy będą pracować za 2000 zł mniej. Tak jak napisałeś, jesteśmy zbyt biednym społeczeństwem i mamy zbyt wiele potrzeb. 5000 zł to niezła pensja, ale trzeba gdzieś mieszkać. Bierzemy kredyt hipoteczny i już chcemy zarabiać 7000. To jest PKH: pokolenie kredytów hipotecznych. Dlatego tak trudno znaleźć programistów do startupów, wyciągają ich duże firmy, które może nie oferują możliwości zostania “naprawdę bogatym”, ale dają niezłą kasę i stabilność.
Jesli zobaczylbym dobry biznesplan zaakceptowany przez venture capital, mial mozliwosc sledzenia rozwoju firmy i matematyka wskazywalaby, ze przy rozwoju zgodnie z biznesplanem ten 1% odrobilby mi w ciagu roku-dwoch roznice w pensji, to tak.
Ale w praktyce tak sie nie stanie z jednego prostego powodu – inwestorzy nie zostawia Ci 30% dla zalozycieli i 15% dla pracownikow. Otarlem sie troche o fundusze VC. Na poczatku wyglada to niezle, zostawia Ci jakies 40%, ale wsadza swojego czlowieka do rady nadzorczej, albo nawet zrobia cala rade swoja. Do tego biora prawo podejmowania decyzji w spolce, w tym takze prawo do podniesienia kapitalu, co wykorzystuja bardzo jak tylko zobacza, ze firma idzie w dobrym kierunku. Po takich manewrach masz szczescie jak zostaje Ci 5%, czasami zostanie Ci 2-3%. Jak masz to podzielic na zalozycieli i pracownikow, to wychodzi, ze pracownik moze dostac 0.1%, a to juz wyglada kiepsko.
Do tego fundusze w wiekszosci beda probowaly wyjsc z firmy przez sprzedaz jej na gieldzie. Dopiero wtedy bedziesz mogl realizowac ewentualny zysk, wczesniej bedzie obowiazywala zasada “sprzedaja wszyscy albo nikt” albo fudnusz bedzie mial prawo pierwokupu, co w praktyce oznacza, ze kupia udzialy za grosze.
Tak dzialaja fundusze nie tylko w Polsce, znam przyklad z niemiec i tam sprawa wygladala dokladnie identycznie. Zatem ostateczna odpowiedz: ja bym sie nie zdecydowal.
IMHO Polska nie ma szans na VC, ktore sprawiloby, ze ktos bedzie ‘naprawde bogaty’ (ciekawe jakby stworzyc do tego definicje ;>), byc moze jeden/dwa przypadki (zycze tego czytajacym) – ale nie sadze zeby owe ‘bogactwo’ zeszlo do poziomu programistow. Tym bardziej, ze fundusze VC to biznes jak kazdy inny i nie ma tam (jak wszedzie) miejsca na sentymenty – odpowiednio okopane prawnie zawsze beda wystepowaly z pozycji sily – tym bardziej, ze te 5-10% pracownikow to bardzo duzo, niezaleznie jak na to patrzac, czy to bedzie przeliczane jako pieniadz do rozdania ludziom czy tez jako minus po stronie rentownosci calej inwestycji (co ostatecznie oznacza kase).
Reasumujac, nie wszedl bym w cos takiego z prostych powodow, zycie jest krotkie, gwarancji brak, ze x m-cy/roku/dwoch pracy za nizsza pensje zrekompensuje udzial (ktorego wielkosc nie jest pewna) w biznesie, ktory jako taki moze rowniez pasc nie osiagajac zalozonych celow.
Miasto, masa, kasa. Niestety.
Trochę stanę okoniem do wcześniejszych komentatorów. Propozycja partycypowania w sukcesie jakim jest nowe przedsięwzięcie nie jest pomysłem z kosmosu na polskim gruncie. Rzeczywiście podstawowa kalkulacja i prosty rachunek (niby) każe odrzucić mniejsze dochody. Spójrzcie jednak z drugiej strony na propozycje Bartka: to nie jest najniższa pensja + udziały a pieniądze, które pozwalają sensownie żyć. Pamiętanie piramidę potrzeb A Maslowa? Czy na prawdę potrzeba więcej niż 3K żeby zapewnić podstawowe potrzeby? ;-)
Dla mnie kalkulacja i pytanie Bartka ma jeszcze drugie dno – czy wierzysz, że Twoja praca ma przełożenie na sukces przedsięwzięcia? Czy faktycznie chcesz osiągnąć cel czy tylko trzaskać trochę kasy? To co tutaj jest ukryte to pytanie o zaangażowanie. Bez niego, każda nowa praca będzie tylko etapem przed kolejną. Z wiarą, że jednak możesz coś zmienić, będziesz nie tylko bardziej twórczo podchodził do tego co robisz, ale i ochoczo.
Dla mnie w Polsce jest miejsce na takie podejście do biznesu. Jeżeli do tego ma solidny plan i znajdzie się dość ludzi to musi się powieść.
Nie jest pomysłem z kosmosu, ale jest zdecydowanie trudniejsza do realizacji niż w innych krajach. To trochę tak, jakbyś robił system w mało popularnym języku programowania. Owszem, jest szansa, żebyś go ukończył, ale jest ona znacznie mniejsza, kiedy problemy z dostępnością programistów będą przewyższać zyski z tego, że dany język jest np. lepszy.
Dopóki ceny np. mieszkań w stosunku do dochodów nie będą kształtować się sensownie, to nie będzie większych szans na taki model. Owszem, da się znaleźć 1 programistę (czasem), który na to pójdzie. Ale zespołu już się nie zbuduje.
A dlaczego developerzy mają oddawać 30% dla “założycieli”?
Po co w ogóle założyciel, skoro:
1. Nie wykłada kasy
2. Nie pracuje nad serwisem
Twórcy Yahoo! i Google’a zrobili swoje strony sami, a potem się drogo sprzedali.
Nie potrzebowali “założycieli” zgarniających ogromną kasę.
Że założyciel ma pomysł? Pomysłów na wyszukiwarki przed Googlem było wiele. Yahoo! nie było pierwszym zbiorem linków w sieci. Zdecydowała głównie jakość i szczęśliwe posunięcia biznesowe.
Mam wrażenie, że za dużo mamy założycieli, a za mało developerów…
Widać, że nie masz żadnego doświadczenia z VC. Nie rezerwuje się żadnych akcji na nowe rundy finansowania. Te 15% dla kapitału założycielskiego to już jest runda A. W praktyce ilość udziałów, które możesz zdobyć zależy od fazy przedsięwzięcia oraz od wszelkich Twoich atutów. Sam pomysł to nie wiele, dostaniesz do 25% udziałów. W przypadku działającego przedsięwzięcia do 50%, duże sprawdzone przedsięwzięcie ale wymagające tylko inwestycji bez zbytniego ryzyka – tu już fundusze idą na różne ustępstwa. To co jest kartą przetargową to Twoja unikalność. Czemu możesz zrobić to ty, a nie 38mln innych ludzi? Bo się na tym znasz lub masz _rozwiązanie_, którego nie mają inni. Tak, rozwiązanie, a nie pomysł.
Czemu w pl z VC tak ciężko idzie? Bo wszyscy mają mylne pojęcie o VC. Większość chce zachować ponad 50%, myślą że dostaną miliony za darmo. Tak naprawdę to oglądnę pare prezentacji z GrillIT czy innych spotkań i nie dziwię się, że VC mówią, że nie ma w co inwestować. Bo nie ma – jeśli ktoś wymysla coś, prezentuje to na takim spotkaniu i nie jest w stanie odpowiedzieć na proste pytania, które są fundamentalne dla biznesu… Widać pare osób zmieniło swoje marzenia widząc, że YouTube został kupiony za miliardy zielonych kuponików. Niektóre pomysły są całkowitą głupotą. Przykładowo, pomysł VideoCV wydał mi się całkowitą głupotą, ale autor – jak to czyta, niech nie bierze tego do siebie. Też miałem kiedyś bardzo durne pomysły i się tego nie wstydze.
Jeśli ktoś chce otworzyć start-up lub zacząć robić biznes, polecam się tego nauczyć. Jak? Bardzo prosto. Popracować gdzieś, poprzyglądać się jak to się robi, z czym to się je, poobserwować jak się zachowują pracownicy, jak managerowie, jak wyżsi o ile będzie się miało do nich dostęp.
Gdybym był partnerem w funduszu VC, _nigdy_ nie dałbym pieniędzy komuś kto nigdzie nie pracował. Jak ktoś teraz tego nie rozumie, to kiedyś zrozumie.
Co do kolejnych rund finansowania, podnoszony jest kapitał, bądź sprzedawana jest część udziałów drożej – innemu funduszowi. Założyciel traci więc część tych procentów, choć firma staje się większa. Co do kontroli – trzeba pokazać się, że potrafisz być prawdziwym CEO, wtedy napewno dobrze się ułożysz z VC.
Co do udziałow, weźmy MCI:
Computer Communication Systems SA
Udział MCI – 78.72%
S4E SA
Udział MCI – 88.94%
Iplay.pl Sp. z o.o.
Udział MCI – 76,52%
Technopolis Sp. z o.o.
Udział MCI – 96,00%
Comtica Sp z o.o.
Udział MCI – 74,63%
Hoopla.pl Sp. z o.o.
Udział MCI – 78,20%
Gdzie tu te 15% dla pracowników i 30% dla założycieli?
Mogę śmiało powiedzieć, że zaliczam się do tych, którzy wybrali na początku pracę dla idei :) Pracowałem tak kilka lat, mocno ograniczając swoją aktywność zawodową(zarobkową). Do takiej pracy musisz mieć po prostu predyspozycje. Jeśli cenisz małą stabilizację to zawsze wybierzesz model 5 tys i spokój, a jeśli masz osobowość podatną na podejmowanie ryzyka i jesteś dłygodystansowcem, który lubi maratony i wie, ze dobiegnie do mety:) wybierzesz skok w nieznane. Wiem, że pokusa stabilizacji z upływem lat jest mocna, gdy widzisz, że naokoło ludzie, żyją sobie spokojnie, ale coś za coś.
@marcin jagodziński: taka jest też niestety moja opinia, że jeszcze jest za wcześnie, żeby można było takich ludzi znaleźć (pomijając jednostkowe przypadki). Choć oczywiście bardzo chciałbym się mylić, bo im większa skłonność do ryzyka tym więcej okazji na sukcesy oraz większy postęp.
@Marcin: Zapomnij o zwrocie w ciągu roku-dwóch. Bardzo niewielu biznesom udaje się rozwinąć na tyle solidnie, żeby po dwóch latach atrakcyjnie wyjść z rynku (przejęcie, oferta publiczna) lub wypłacać solidne dywidendy (zamiast przeznaczać środki na rozwój). Bardziej prawdopodobnym horyzontem jest raczej trzy-pięć lat.
@Marcin: Jeśli pozwolisz sobie na przejęcie kontroli nad zarządem przez inwestora, tak naprawdę tracisz możliwość zarządzania firmą na poziomie strategicznym. Z tego rodzą się problemy takie, jak opisałeś – podwyższanie kapitału itd. Między innymi na tym polega zarządzanie firmą, żeby do takich sytuacji nie dopuścić.
@Marcin: Jeśli ma mi zostać 2-3% do podziału między założycieli, to… patrz mój kolejny post. Moim zdaniem nie jest warto wtedy w ogóle startować firmy – końcowa waluacja firmy musiałaby być naprawdę gigantyczna, żeby owe 2% były choć kilkakrotnie większe niż pieniądze, które zarobiłbyś pracując najemnie przez pięć lat zamiast poświęcając się firmie.
@Wojtek Jukowski: Właśnie tak. Nie proponowałbym pracy za chleb i wodę tudzież głodową pensję, bo na to i na całym świecie niewielu by się zgodziło – chodzi mi o obniżenie dochodów z “przyzwoitych” do “wystarczających”. Coś, co nie obniży drastycznie poziomu życia – zakładając, że w rodzinie pracuje dwoje partnerów, różnica między 5+4 a 3+4 nie jest przekroczeniem granicy ubóstwa.
@mip: Masz chyba błędne pojęcie dotyczące roli przedsiębiorcy, polegające na “zakładam firmę, nie wykładam kasy bo mam inwestorów, nie pracuję bo mam pracowników, ogólnie tak sobie będę doglądał jak się to wszystko kręci przez trzy godziny dziennie”. Niestety nie na tym to polega. Przy takim podejściu mam życzliwą radę dla Ciebie – nie zakładaj nigdy firmy ani jako przedsiębiorca, ani jako “developer bez założycieli”.
@theinsider: Bardzo ciekawy wątek, pozwoliłem go sobie wyciągnąć do osobnego postu. Jeszcze innym wątkiem jest fakt, że być może nie ma w co inwestować. Na spotkaniach typu innowatorium czy grillit nie bywałem, ale zdarzyło mi się obejrzeć kilka nagranych prezentacji i w przypadku większości z nich mogę się tylko zgodzić z tym, co piszesz.
@Markos: Z tą różnicą, że nie pisałem tu o rozwijaniu własnego biznesu, a uczestniczeniu w czyimś jako pracownik. :)
Dzięki za ciekawe komentarze.
@Bartek nie miałem mojego biznesu na myśli :) Nieprecyzyjnie sie wyraziłem zatem. Dwa razy najmowałem się jako taki zawodnik. Nie były to netowe projekty. W takich sytuacjach ważne jest aby zatrudniający wierzył w to co robi (miał motywację) i stworzył sensowne warunki finansowe na przyszłość.
hmmm, krotka pilka: z podanych 5 zejsc na 3, przepracowac 2 lata w projekcie. roznica w pensji min. 48k, ale ze:
1) chcemy miec wiecej, bo przeciez wczesniej z wyzszego zarobku zrezygnowalismy,
2) 48k zainwestowane w cokolwiek mialoby znow jakis zysk
to teraz, jesli jako ogniwo mialbym dostac 1% udzialow, to wychodzi tak na oko, ze fajna suma byloby min. 100k. Przekladajac to na calkowity dochod firmy – musialaby wygenerowac 10mln PLN dochodow.
Czy to troche nie za duze ryzyko? IMHO lepiej byloby sie postarac o pensje 7k / pracowac po godzinach / otworzyc wlasny biznes.
Z 7k (lepszy etat, etat + zlecenia) mamy 4k+ miesiecznie, co daje nam bez inwestowania obiecane 100k PLN po dwoch latach – a jeszcze prosciej jest wyjechac za granice i odkladac 6k miesiecznie – po 2 latach, mamy jakies 150k.
Sumujac: wydaje mi sie, ze nie warto wchodzic w tego typu projekty, jesli nie jestesmy jednym z zalozycieli ;) Po prostu ryzyko jest zbyt duze, a ew. kawalek tortu do podzialu – zbyt maly.
ps. Bartek, jeszcze raz dzieki za fajne tematy. Nawet znajomych tu widuje (czesc Siodmy ;))
@webjay: przesadziłeś trochę z tymi wyliczeniami. Jeżeli rzeczywiście mówisz o pracy przez dwa lata za 3k to zgubiłeś jeszcze inflancje, wzrost wynagrodzenień ;)
@webjay: Nie mówimy o zakładaniu firmy oddzieżowej, salonu fryzjerskiego. Pytania Bartka dotyczą projektu informatycznego. Ten, ze swej natury, musi mieć dość szybki czas realizacji. Można więc chyba założyć, że chodzi o projekt kilku miesięczny – półroczny. Po takim okresie i tak należy się liczyć, że nastąpi punkt kuliminacyjny i albo firma nabierze tempa i rozmiaru, albo czas przekształcić działalność. Naturalnie wtedy część pracowników może powiedzieć, że dalej nie ryzykują – nie stracili jednak 2 lat * różnica w pensji. Wg mnie zyskali przez ten czas zdobywając doświadczenie faktycznie wpływając na losy firmy. Nawet jeżeli to będzie kubeł zimnej wody to na pewno takie doświadczenie w życiu się przydaje.
Całość spina mi się w sensowny projekt. Nadal kibicuję takiemu podejściu.
Pozdrawiam ;))
@Wojtku 7th
ad.1. przy 2 letnim projekcie, te standardowe 5k tez bedzie roslo (tak samo jak to standardowe 3k) ;)
ad.2. krotkie projekty? 6m-cy, ok. niby 12k w plecy – i 1%. Biznes busialby byc wart po pol roku 1.2mln PLN – to chyba dosc sporo? ;) ale nie o zwrot kosztow nam chodzi ale o finanse – czyli zalozmy, ze min. 24k jako 1% – 2.4mln :)
Moje wnioski sie nie zmieniaja:
a) wyjatkiem moga byc projekty, w ktorych jako ogniwo mam wiecej niz ten marny 1% – np. 25%.
b) dalej o wiele prosciej / pewniej (pod wzgledem zarobkowym) jest prowadzic wlasna dzialalnosc freelancerska / biznesowa / pracowac na etacie / wyjechac za granice.
c) doswiadczenia moge miec rownie emocjonujace / pouczajace pracujac bez udzialow ;)
I to tak z relistycznego punktu widzenia i wylacznie finansowego. A ogolnie – takze kibicuje startupom, tylko niezbyt chetnie patrze na udzial w nich jako trybik 1%… ;)
Mi się wydaje, że ludzie nie są jeszcze dobrze poinformowanie o co chodzi z tymi akcjami, funduszami itp. Jest za mała wiedza społeczeństwa. Tam, gdzie sprawdzają się fundusze VC (czyli USA) wielu zwykłych ludzi inwestuje pieniądze, jest większa świadomość pieniądza. Pomijając już ile procent kto bierze myślę, że dużo ludzi nie zgodziłoby się na tę propozycję.
aprii@ jestesmy wychowani na przekretach, przekretami doswiadczeni. kazdy chyba zaliczyl w poczatkach tzw. ‘wydymanie’ – albo brak kasy za projekt w calosci, albo w czesci i pamiatka w glowie zostaje. poza tym kolejna pamiatka w postaci hiperinflacji, gdzie my/nasi rodzice doswiadczylismy sie na wartosci pieniadza, czy to odlozonego w skarpecie, czy na ksiazeczkach mieszkaniowych
w Ameryce, jak ktos zainwestuje 100$ i to przyniesie 10$ to juz jest cos, bo wiedza, ze wkladajac wiekszy wysilek mozna to mnozyc i mnozyc. U nas jak zainwestujesz 100PLN i nie przyniesie to 1000PLN to “nie ma to sensu” ;) my kapitalizmu dopiero sie uczymy, Oni maja go od zawsze.
a wracajac do tematu – na rynku Polskim – ile bylo debiutow, ktore w ciagu roku (w net branzy) dorobily sie chocby miliona? :)
Zaproponuję jeszcze inny model — może by tak dać temu programiście/programistom 5K oraz ewentualnie udziały, żeby zwiększyć szanse na ich zaangażowanie.
Jeżeli mówimy o biznesie, który ma na siebie zarobić w sześć miesięcy, taki programista będzie kosztował przez ten czas jakieś 50K brutto. To wprawdzie dużo, ale jak się nie ma pokaźnej sumy na start, to może warto powiedzieć sobie wprost — nie stać mnie na rozkręcanie firmy przy pomocy ludzi, których trzeba zwerbować i obiecać im świetlaną przyszłość (bo przecież nikt nie porzuci swojej dochodowej pracy dla startupu, który pewnie za trzy miesiące umrze naturalną śmiercią).
Z moich przynajmniej doświadczeń wynika moja subiektywna opinia — dla idei pracować nie warto, dla pieniędzy jak najbardziej.
jesli zakladasz firme, ktorej dzialalnosc nie bedzie sie konczyla na jednym sklepie/biurze/odbiorcy w obrebie jednego miasta, a startujesz tworzac siec odbiorcow danego towaru to masz nie wiecej niz rok gora dwa aby firma zaczela przynosic zyski. nikt dzisiaj nie doklada do firmy przez piec lata (z wyjatkiem gigantow, których sobie moga pozwolic, albo malych firm, które nie maja wyboru i ciagna z roku na rok). Wezmy np. taki open finance – siec doradcow, czy np. unilink, tricity – firmy, ktore posrednicza w sprzedazy kredytow. Moga to robic dopiero po zmianie prawa polskiego o mozliwosci sprzedazy produktów bankowych przez pośredników, czyli gora dwa, trzy lata. Wcześniej owszem istniały ale jako doradcy lub nazwijmy to “adwokaci ludzi” w rozmowach z np. bankami. Takie Triciti (firma o której prawie nikt nie słyszał ani nikt jej prawie nie widział) ma 300 pośredników + 50 oddziałów. Niech każdy sprzeda miesięcznie kredyty na 50k, oni niech mają 1% od tego. 50tys *300/0,01=150tys*0,01 (twój %) = 1500 zł.
uwazam, ze jesli firma ma dobrych menedzerow, wystarczajacy kapital i dobry pomysl to jest to swietne rozwiazanie dla np. programistow. Jesli ktos chce oddac ‘kawalek’ swojej firmy w zamian za twoja prace i umiejetnosci, a bez wnoszenia kapitalu gotowkowego to jest to dla takiej osoby spora szansa. Bo wkoncu jest programista, a nie menedzerem, wiec zarzadzanie powinna zostawic ludziom stworzonym/wyksztalconym/potrafiacym to robic, a samemu zajac sie tym co robi najlepiej, bo niestety prowadzenie firmy to nie to samo co pracowanie nawet jako najlepszy w firmie. Dzisiaj wielu ma pieniadze i sa madrymi, swietnie sobie radzacymi ludzmi, ale często to nie wystarcza do sukcesu w biznesie.
50tys * 300 * 0,01 = 1500 zł
w gwoli wyjasnienia nie pisze tu o venture, tylko o firmie, ktorej kapital pochodzi z wlasnej kieszeni zalozyciela, i poszukuje programisty, grafika, sprzataczki i chce dac udzialy ;)
Ludzie wciaz zyja legenda poltoramiliardowej transakcji YouTube, nie zdajac sobie sprawy, ze byl to przede wszystkim sprytny manewr gieldowy. O ile dobrze sie orientuje, osoba laczaca obie spolki jest Michael Moritz, czlonek zarzadu (lub rady nadzorczej, nie jestem teraz pewien) Google z ramienia Sequoia Capital – ktore tez jest jedynym inwestorem YouTube. Bylo to wiec w wiekszym lub mniejszym stopniu przelozenie pieniedzy z kieszeni do kieszeni. Biorac pod uwage to, ze platnosci dokonano w akcjach Google, ktore tego samego dnia, na wiesc o przejeciu YouTube wystrzelily w gore – reszte mozna sobie dopowiedziec..
@rafalski: Sequoia posiadała około jednej trzeciej udziałów YouTube, więc było to co najwyżej przełożenie pół miliarda z kieszeni do kieszeni a cały miliard poszedł gdzie indziej.
Transakcja dokonana akcjami a nie gotówką leży w interesie sprzedających. Przykro by było sprzedać firmę za $1.65B i zapłacić od tego 500 milionów dolarów podatku – a tak by było gdyby była to transakcja gotówkowa.
Tak czy inaczej, naiwnym byloby sadzic, ze na miejscu YouTube moglby sie znalezc jakikolwiek inny startup, niezwiazany z Sequoia. Jest pewnie wiecej detali, powiazan personalno-finansowych o ktorych nie wiemy, a mialy wplyw na absurdalna wrecz kwote transakcji. Najzabawniejsze przy informacji o przejeciu YouTube bylo stwierdzenie, ze Google bedzie sie dopiero zastanawiac, jak wlasciwie zarobic na tym serwisie, bo model biznesowy nie byl do konca okreslony i jesli pamietam, YouTube nie zarabialo pieniedzy – popraw mnie, jesli sie myle.
@rafalski: no wszystko ok, tylko czemu mieszasz do tego YouTube? :)
Na świecie są miliony innych firm, setki tysięcy z nich dobrze prosperują i przynoszą zyski. Inwestorzy dziesiątek tysięcy z nich z sukcesem wyszli z inwestycji poprzez akwizycję firmy lub ofertę publiczną.
Co ma wspólnego ogólnie pojęta przedsiębiorczość z konkretnym, ale jednak jednym spośród milionów, przykładem sukcesu jakiejś firmy?
Wystarczy stworzyć firmę wielkości Bankier.pl (wartość 75 mln zł) czy Travelplanet.pl (wartość 150 mln zł), żeby ów 1% był warty około miliona złotych. Oczywiście niczego nie ujmuję tu wspomnianym firmom, których stworzenie nie było łatwe – chodzi mi tylko o skalę porównania. Naprawdę nie trzeba mierzyć w sukces na skalę YouTube – sukces na skalę Bankiera czy Travelplanet jest wielokrotnie bardziej prawdopodobny, a i tak pozwala pomnożyć zainwestowaną wartość (w postaci rezygnacji z części pensji) kilkunastokrotnie lub bardziej.
Jeszcze a propos YT i tego czy na ich miejscu mógłby być inny startup, nie wspierany przez Sequoia (w co tak naprawdę nie będę wnikał). Taką między innymi wartość wnoszą inwestorzy do firm – pieniądze to często tylko 50% jeśli nie mniej ich wkładu w sukces firmy, jest jeszcze wiele innych czynników, m.in. know-how biznesowe i przede wszystkim kontakty.
Mieszam?.. podałem ciekawostkę :) Jasne, że Venture Capital ma przyszłość i tysiące ludzi na tym dobrze wyjdzie, po prostu zwracam uwagę na to, że spektakularny przypadek YT nie jest tak jednoznaczny, jak się wydaje.
Wspomniałeś o Bankier.pl – to dość ciekawa historia, akurat na temat. Jeśli dobrze pamiętam, założyciel portalu szukał na Politechnice programisty, który pracowałby za udziały w serwisie, który jeszcze nie istniał. Człowiek, k†óry się tego podjął, był przez ponad rok obśmiewany przez kumpli, jako frajer pracujący za darmo – podczas, gdy oni przykładnie imprezowali (a było to imprezowe towarzystwo). Nie minęło wiele czasu, gdy okazało się, kto się śmieje ostatni..
Oczywiście, ostatni śmiali się wszyscy, dalej razem imprezując, a w szeregi balangowiczów wrócił ten, który stał się symbolem sukcesu – co więcej, od tej pory jako jedyny w towarzystwie zawsze miał na taksówkę :)
Ech, te pierwsze dotcomy.. tzn. dotpeele.. łza się kręci ;)