Uzależnienia szkodzą, ciąg dalszy – na przykładzie Realeditor

Bartek Raciborski
(22 maj 2007, 06:23)

W zeszłym tygodniu pisałem o szkodliwości uzależniania własnego biznesu od pojedynczego czynnika, a w szczególności od innych, większych graczy na rynku. Podawałem przykład Photobucket i MySpace oraz całej masy aplikacji opartych na Google Maps.

Wczoraj TechCrunch a za nim AntyWeb opisały przypadek Realeditora. W skrócie:

Realeditor to produkt całkowicie opierający się na MySpace – gdyby nie było MySpace, nie byłoby Realeditora, który jest po prostu dodatkiem do niego. Któregoś pięknego dnia MySpace złożyło Realeditorowi propozycję kupna ich produktu, choć nie była to jakaś zatrważająca oferta, bo przewidywała tak naprawdę jedynie zwrot kosztów stworzenia produktu. Można to potraktować jako prawie najwyższą formę wyrażenia uznania dla produktu. Wkrótce po odrzuceniu propozycji MySpace zbudowało własny produkt kopiując Realeditora – kopiowanie to jak wiemy najwyższa forma wyrażenia uznania dla produktu.
Twórcy Realeditora pozostali z uznaniem wyrażonym w najbardziej sugestywny sposób oraz z produktem, który szybko straci pozycję numeru jeden wśród edytorów profili dla MySpace, a być może wręcz wraz z biegiem czasu całkiem upadnie.

1 skomentuj
zasubskrybuj RSS bloga

Przeczytaj także:

Komentarze (1):

RSS komentarzy, Trackback

Dyskusja na innych blogach (trackbacks):

Skomentuj