Uzależnienia szkodzą, ciąg dalszy – na przykładzie Realeditor
W zeszłym tygodniu pisałem o szkodliwości uzależniania własnego biznesu od pojedynczego czynnika, a w szczególności od innych, większych graczy na rynku. Podawałem przykład Photobucket i MySpace oraz całej masy aplikacji opartych na Google Maps.
Wczoraj TechCrunch a za nim AntyWeb opisały przypadek Realeditora. W skrócie:
Realeditor to produkt całkowicie opierający się na MySpace – gdyby nie było MySpace, nie byłoby Realeditora, który jest po prostu dodatkiem do niego. Któregoś pięknego dnia MySpace złożyło Realeditorowi propozycję kupna ich produktu, choć nie była to jakaś zatrważająca oferta, bo przewidywała tak naprawdę jedynie zwrot kosztów stworzenia produktu. Można to potraktować jako prawie najwyższą formę wyrażenia uznania dla produktu. Wkrótce po odrzuceniu propozycji MySpace zbudowało własny produkt kopiując Realeditora – kopiowanie to jak wiemy najwyższa forma wyrażenia uznania dla produktu.
Twórcy Realeditora pozostali z uznaniem wyrażonym w najbardziej sugestywny sposób oraz z produktem, który szybko straci pozycję numeru jeden wśród edytorów profili dla MySpace, a być może wręcz wraz z biegiem czasu całkiem upadnie.
Przeczytaj także:
- Uzależnienia szkodzą, zwłaszcza małym serwisom – na przykładzie widgetów i map
- News dnia: MySpace kupiło Photobucket
- Omnisio, czyli Google płaci po 5 mln dolarów od głowy
- IndexTools, lepsze od Google Analytics, za darmo? Być może
- TechCrunch próbuje wycenić serwisy społecznościowe, między innymi naszą-klasę
Komentarze (1):
Dyskusja na innych blogach (trackbacks):

