Web 2.0 w Chinach

Bartek Raciborski
(9 cze 2007, 05:19)

Profy pisze o boomie na web 2.0 w Chinach, a rynek internetowy i mobilny w krajach wschodniej i południowo-wschodniej Azji to temat szczególnie mnie interesujący, więc co nieco Wam o nim napiszę.

KU6
Dla Profy pretekstem do podjęcia tego tematu jest artykuł o KU6, czyli chińskim odpowiedniku YouTube. KU6 to fenomen, który powstał we wrześniu zeszłego roku, a dzisiaj ma już dwa miliony unikalnych użytkowników dziennie. Mimo iż KU6 wchodził na bardzo zatłoczony rynek (w Chinach w tym czasie było już ponad dwieście serwisów umożliwiających publikowanie filmów), szybko go zdominował a dodatni cash-flow zaczął notować już po trzech miesiącach działalności.

Lokalni liderzy
KU6 w Chinach bije na głowę popularnością YouTube – według Alexy KU6 jest na 42 miejscu najpopularniejszych witryn w Chinach, podczas gdy YouTube zaledwie na 97. Nie wiadomo ile procent użytkowników YouTube to Chińczycy, gdyż Alexa pokazuje tylko kraje z przynajmniej 1% udziałem, ale dla przykładu 2,6% użytkowników YouTube to Polacy. Biorąc pod uwagę proporcję wielkości populacji tych dwóch krajów, popularność YouTube w Chinach musi być znikoma.

Podobnie jest w innych branżach. Najpopularniejszą wyszukiwarką – i jednocześnie najpopularniejszą witryną w Chinach w ogóle – jest Baidu (które w pierwszym kwartale 2007 zarobiło 35 milionów dolarów), podczas gdy Google.cn jest dopiero na siódmym miejscu. Najpopularniejszym komunikatorem jest QQ, który może się pochwalić imponującą liczbą ponad 160 milionów użytkowników – niemalże każdy chiński internauta ma konto w QQ – a jego strona jest drugą najpopularniejszą stroną w Chinach.

Lokalna specyfika
I tak dalej, przykładów można mnożyć wiele. W każdym znanym mi przypadku zachodni giganci odnieśli porażki próbując wejść na rynek chiński. Wynika to w głównej mierze z tego, iż specyfika tego rynku, potrzeby użytkowników i sposób ich myślenia jest tak bardzo różny od tego funkcjonującego w Ameryce i Europie. Dla serwisów typu YouTube barierą jest na pewno język, ale nie można tego powiedzieć o Google, Amazon czy Ebay, które przecież realizowały serwisy w języku chińskim.

Główną przyczyną niepowodzeń zachodnich firm na tym rynku jest więc przede wszystkim jego niezrozumienie – i amerykańscy giganci zaczynają to chyba rozumieć, bo ostatnimi czasy ich strategia wchodzenia na rynek chiński zaczyna się zmieniać – coraz więcej z nich zamiast wchodzić samodzielnie, bezskutecznie przenosząc swoje doświadczenia z rynku zachodniego, szuka lokalnych partnerów i próbuje łączyć swoje doświadczenie i środki z ich doświadczeniem i zrozumieniem rynku. Jest o co walczyć, bo rynek ten już jest wielki, a w przyszłości będzie ogromny.

Wielkość rynku – internet
Liczba użytkowników internetu w Chinach to 150 milionów (według innych źródeł nawet do 200 milionów) – to mniej więcej tyle, ilu jest użytkowników w Stanach Zjednoczonych. Pamiętać jednak należy, że penetracja rynku w USA jest bardzo duża (powyżej 50%), natomiast w Chinach penetracja rynku (porównanie liczby użytkowników do liczby ludności) to zaledwie 12% – i będzie bardzo szybko rosnąć. Gdy za kilka-kilkanaście lat osiągnie 30-40%, będzie to liczba przekraczająca 500 milionów użytkowników.

Już teraz penetracja w dużych miastach, jak Szanghaj czy Pekin to 27-29%. Biorąc pod uwagę wielkie ruchy migracyjne w Państwie Środka – dzisiaj zaledwie 30% Chińczyków żyje w miastach ale prognozy mówią, że za pięć lat będzie to już 45% (30 lat temu było to 18%) – bardzo prawdopodobne jest, że barierę 500 milionów użytkowników internetu Chiny przekroczą szybciej, niż ktokolwiek się spodziewa.

Smaczku dodaje inny parametr określający rynek. Mimo iż liczba internautów w Chinach jest zbliżona do liczby internautów w USA, ci pierwsi spędzają kilkakrotnie razy więcej czasu w internecie. Czynnikiem wciąż polepszającym jakość i zwiększającym rozmiar rynku internetowego w Chinach jest w błyskawicznym wręcz tempie powstająca i rozwijająca się w Chinach klasa średnia, czyli chyba największy konsument internetu.

Wielkość rynku – telefonia mobilna
Oczekuje się, że w Chinach działać będzie 500 milionów telefonów komórkowych pod koniec lipca tego roku (pod koniec kwietnia było to 488 milionów). To ogromna liczba i również będzie stale wzrastać. Podczas gdy w USA, w których żyje 300 milionów ludzi, penetracja tego rynku wynosi 73%, w Chinach jest to wartość o połowę mniejsza i w najbliższych latach będzie szybko rosnąć.

Warto odnotować wysoką otwartość chińskich użytkowników na różnorodność usług – znacznie większy odsetek Amerykanów niż Chińczyków używa telefonu tylko do wykonywania rozmów. W czasach, gdy modele biznesowe firm telekomunikacyjnych ulegają przymusowemu przemodelowaniu (z powodu silnej konkurencji na rynku rozmów głosowych oraz pojawienia się tanich alternatyw w postaci VoIP), rynki na których konsumenci są otwarci i chętni do korzystania z wielu usług dodatkowych stają się szczególnie wartościowe.

Zarówno chiński rynek internetowy jak i mobilny stają się największymi na świecie, a jednocześnie jakościowo wydają się być lub mieć potencjał żeby być lepsze niż rynek amerykański – Chińczycy więcej czasu spędzają w internecie i chętniej używają telefonów do innych usług niż rozmowy głosowe. Mimo iż wciąż mają do wydania znacznie mniej niż Amerykanie lub Europejczycy, to różnica ta będzie już tylko maleć, a skala i wielkość rynku rosnąć.

Przenikanie rynków
Dlaczego piszę o rynku telefonii mobilnej? Uważam, że jej przyszłość leży w mariażu z internetem. Odkąd telefonia mobilna to coś więcej niż rozmowy i wiadomości SMS, oba te rynki coraz bardziej się zbliżają. Wiele nowych usług działa na styku telefonii i internetu i moim zdaniem tak właśnie będzie wyglądać mobile 2.0, czyli rynek telefonii komórkowej w przyszłości – telefon będzie po prostu kieszonkowym terminalem, który dostarczać nam będzie tego samego co nasz większy komputer, który nie zawsze mamy przy sobie – a jeśli mamy, to niekoniecznie mamy jak go wyjąć i uruchomić np. w zatłoczonym metrze.

Rynek całkiem inny
Gdy już wiemy, jak bardzo atrakcyjny (w ujęciu ilościowym i jakościowym) jest chiński rynek, trudno się dziwić, że zachodni giganci mają na niego wielką ochotę. Co jednak sprawia, że ponoszą porażki? Moim zdaniem jest to próba przeniesienia na ten rynek sprawdzonych modeli – problem w tym, że sprawdzonych na rynku zachodnim, podczas gdy chińscy użytkownicy korzystają z internetu całkiem inaczej niż my, mają inne potrzeby, przyzwyczajenia i oczekiwania.

Zasadniczą różnicą jest w moim odczuciu sposób traktowania tego narzędzia, który jest znacznie poważniejszy na zachodzie niż w Chinach. Dla nas internet to wciąż przede wszystkim źródło informacji, a dopiero na drugim miejscu rozrywka, podczas gdy w Chinach internet to prawie sama rozrywka.

Rozrywka, głupcze
Gdy wejdziemy do kawiarenki internetowej w przeciętnym europejskim mieście, zobaczymy ludzi w większości czytających jakieś strony www. Owszem, wielu w coś gra, słucha muzyki, rozmawia na komunikatorach, ale większość konsumuje informacje – czyta treści ze stron www. Podczas mojej podróży po Chinach dwa lata temu zdarzyło mi się korzystać z kilku różnych kawiarenek internetowych, rozrzuconych po całych Chinach, od północnego wschodu po południowy zachód. Niemal wszędzie byłem jedyną osobą używającą internetu w celach informacyjnych, podczas gdy na wszystkich pozostałych kilkudziesięciu komputerach królowały gry sieciowe, komunikatory (nie jako jedno z otworzonych okienek ale jako jedyne), aplikacje do słuchania muzyki online i wszelakie inne usługi związane z rozrywką. A było to na początku roku 2005, czyli jeszcze zanim na zachodzie eksplodował web 2.0. Dla Chińczyków internet to rozrywka i komunikacja, a nie informacja i praca.

Trend web 2.0 idealnie wpasowuje się w potrzeby tamtejszych użytkowników. To przecież w web 2.0 bardziej liczy się rozrywka. Jest, owszem, web 2.0 informacyjny (chociażby Wikipedia), ale tak naprawdę jego rozkwit związany jest z rozrywką (video, muzyka, sieci społeczne) oraz komunikacją i innymi formami interakcji między użytkownikami. To jest właśnie to, czego szukają chińscy użytkownicy.

A dlaczego przy web jest cyfra dwa?
Profy zauważa, że Chiny praktycznie ominął web 1.0 i jest w tym sporo racji – internet w Chinach dopiero co się urodził. Większość Chińczyków nie znała innego internetu, niż takiego jaki jest obecnie. Nie ma tam – tak jak na rynkach zachodnich – wielkich i starych dinozaurów, które mając znaczny udział w rynku hamowałyby zmiany i innowacje (na rynku amerykańskim jest to już mniej widoczne, bo mainstream podchwycił zmiany i stara się za nimi nadążać lub nawet je wyprzedzać, ale spójrzcie na rynek Polski – w Chinach nie mają tego problemu). Tam nikomu nie trzeba mówić na czym polega web 2.0, bo wszyscy – nawet jeśli nie znają tego terminu – właśnie w ten sposób rozumieją internet i nie znają innego internetu. Internet informacyjny? Ale po co i dlaczego? Czy wiecie już, dlaczego Google, Amazon i Ebay poniosły porażki?

Wielki Mur Chiński
Pod hasłem Wielkiego Muru w kontekście internetu nasuwają mi się do głowy trzy skojarzenia.

Przede wszystkim tak zwany Great Firewall of China, czyli wielka machina cenzorująca, której skuteczność i potęga są wręcz niewyobrażalne. O całym tym systemie krąży wiele plotek i mitów, których nie będę tu powtarzał, dość powiedzieć, że jest on skuteczny – i mimo iż z każdym kwartałem pojawiają się informacje wskazujące na bardzo nieśmiałe i delikatne luzowanie kontroli państwa nad internetem, to wciąż jest ona wielką barierą dla chińskich użytkowników. Być może jest to jedna z przyczyn, dla których internet traktowany jest tam rozrywkowo – internet nie może być platformą dla informacji i wymiany poglądów, bo wszystko co nie jest zgodne z propagandową tubą rządu nie tylko błyskawicznie zniknie ale może narazić autorów na realne kłopoty z wieloletnim więzieniem włącznie.
Jeśli Chiny poluzują cenzurę internetu na tyle, że standardy w nim panujące choć zbliżą się do zachodnich, chińską sieć czeka nie tylko rewolucyjny wręcz rozwój, ale ja bym go nazwał wręcz eksplozją.

Mur między usługami. Ten mur sprawia, że chińscy użytkownicy korzystają z Baidu, KU6 czy QQ, a zachodni z całkiem innych serwisów. Wiąże się z tym mur niezrozumienia – zachodni giganci nie rozumieją chińskiego internetu i nie są w stanie dostarczyć mu interesujących go usług. W pewnym małym chińskim miasteczku spotkałem się kilkukrotnie w ciągu kilku dni z pewną dziewczyną. Któregoś dnia zaciągnęła mnie do kawiarenki internetowej, bo koniecznie chciała skorzystać z internetu, choćby przez pół godziny. Siedliśmy więc przy sąsiednich komputerach i podczas gdy ja sprawdzałem pocztę oraz rozkłady pociągów, ona rozmawiała przez komunikator i szukała muzyki online, żeby dać mi posłuchać kilku popularnych chińskich kawałków. Zabawne było, gdy mówiąc o komunikatorze spytała mnie, czy mam numer QQ. Nie wiedząc jeszcze co to jest QQ podałem jej swój numer ICQ. Ona natomiast nie wiedziała, co to jest ICQ – dla niej słowa komunikator i QQ to były synonimy.

Mur między użytkownikami. Bariera językowa jest w tej chwili bardzo duża, bo znajomość angielskiego w Chinach jest praktycznie zerowa (o znajomości chińskiego na zachodzie nawet nie ma co wspominać). Mimo iż z internetu korzystają w dużej mierze młodzi ludzie, którzy już zaczęli się uczyć angielskiego, poziom tego języka nawet wśród nich jest niewystarczający do tego, żeby zachodni i chińscy użytkownicy mogli masowo współistnieć na przykład w jednej sieci społecznej i komfortowo wchodzić w interakcje między sobą. Ten problem z biegiem czasu będzie zanikać, bo niczego w dzisiejszych Chinach nie robi się intensywniej i bardziej obsesyjnie niż uczy angielskiego.

Przyszłość
Wkrótce chiński rynek internetowy będzie bezsprzecznie największym na świecie. Za kilkanaście lat Chiny i Indie odpowiadać będą za połowę internetu, mając łącznie ponad miliard internautów. Dla porównania, przodujące dziś pod względem liczby użytkowników internetu USA to raptem 18% internautów na świecie. Od tego, jak szybko znikną wszystkie bariery dzielące internet zachodni od chińskiego, zależeć będzie również to, jak nasz, zachodni internet będzie wyglądał w przyszłości. Czy będzie wciąż oddzielony od dalekowschodniego tak jak to jest dzisiaj? Czy może azjatyckie firmy, którym uczenia się na zachodnich wzorcach nie można odmówić, zasilane gigantycznym kapitałem zarobionym na rynku chińskim, przeprowadzą skuteczną ekspansję na świat i w przyszłości wszyscy będziemy używali różnego rodzaju następców Baidu, KU6 czy QQ zamiast następców Google, YouTube i Skype?

Podsumowanie
Dziś tak naprawdę funkcjonują dwa, niemalże oddzielone od siebie internety. Mimo iż dzielą wspólnie jedną przestrzeń adresacji IP oraz system domen, ich wzajemne przenikanie się jest niemalże równe zeru. Wielki już dzisiaj, a gigantyczny w przyszłości, rynek internetowy na dalekim wschodzie rządzi się własnymi prawami, ma własne serwisy-gwiazdy i funkcjonuje zupełnie niezależnie od znanego nam, zachodniego. W dużej mierze jest to wynikiem bariery językowej, ale ja bym był ostrożny w przecenianiu jej znaczenia, bo różnice i bariery tkwią również gdzie indziej – w kulturze, mentalności i stylu życia. Pewnym jest jedno – na dalekim wschodzie rodzi się gigantyczny rynek, który zachodni giganci bardzo chcieliby opanować tak jak swoje rynki macierzyste. Jeśli im się to nie uda, runda druga moim zdaniem należeć będzie do gigantów azjatyckich, które powstaną w najbliższych latach i którym po jakimś czasie zacznie się marzyć ekspansja na zachód. Mur oddzielający obie części internetu ma duże szanse upaść na przestrzeni kilkunastu lat.

Tak jak napisałem na początku, temat rynku internetowego na dalekim wschodzie szczególnie mnie interesuje – wynika to po części z ogólnego zainteresowania kulturami dalekiego wschodu, a po części z ciekawości przyglądania się ogromnemu, tworzącemu się dopiero rynkowi, który stworzy w najbliższych latach gigantyczne możliwości i wygeneruje gigantyczne obroty. Gdybym miał możliwość pracy nad interesującym i dużym projektem internetowym w Chinach (i gdybym nie miał nowych planów zawodowych, jakie mam – to temat na osobną notkę i prawdopodobnie w ciągu miesiąca lub dwóch będę mógł coś więcej o tym napisać), nie zastanawiałbym się ani chwili.

Jeśli temat również Was interesuje, lub właśnie zainteresował Was tym artykułem, zapraszam do komentowania lub kontaktu. Interesują mnie Wasze opinie oraz informacje.

Źródła: Profy, Cnet, Forbes, CIO, NYT, Alexa oraz informacje własne.

6 skomentuj
zasubskrybuj RSS bloga

Przeczytaj także:

Komentarze (6):

RSS komentarzy, Trackback

Dyskusja na innych blogach (trackbacks):

  • MyAvatars 0.2
    przemek  

    Na wstępie – kultura dalekiego wshodu również mnie interesują, chociaż to jest bardziej “niedzielne” zainteresowanie, niż prawdziwa pasja…

    Nie znam dobrze rynku w Chinach, ale zanim przeczytałem Twój wpis, skonsumowałem artykuł na CNET News, do którego linkujesz.

    Ogólnie się zgadzam z tym co piszesz, tylko do jednego miejsca mam małe ‘ale’:
    “Dla serwisów typu YouTube barierą jest na pewno język, ale nie można tego powiedzieć o Google, Amazon czy Ebay, które przecież realizowały serwisy w języku chińskim.”

    We wspomnianym przeze mnie powyżej artykule, jest stwierdzenie, że Google nie radzi sobie dobrze ze sprawami językowymi. Chodzi mianowicie, o to, że Google rozbija nazwy na oddzielne wyrazy, przez co wyniku wyszukiwania tracą często sens. W związku z tym nie lekceważyłbym tutaj języka. Wydaje mi się, że może on odgrywać olbrzymią rolę – nie chodzi mi tutaj o przetłumaczenie serwisu na język “chiński”, ale o to aby “myśleć po chińsku”, by umieć rozumieć zawiłości tego języka i kultury. Ale o tym również wspominasz.
    Być może dlatego inne firmy (Yahoo, Amazon) szukają tam lokalnych sprzymierzeńców.

    Zresztą, jeżeli chodzi o język to Google nie tylko w Chinach ma problemy, np. nie radzi sobie najlepiej z językiem rosyjskim (może coś się zmieniło, bo mieli w planach zakup jakiejś rosyjskiej wyszukiwarki).

    A przy okazji Chin, kiedyś czytałem, iż chiński poważnie rozważa w przyszłości odcięcie Chin od internetu ogólnoświatowego i stworzenie własnego, wewnętrznego. Ciekawe czy dalej będą chcieli to zrobić.

  • MyAvatars 0.2
    A.Lucis  

    Jest w tym mnóstwo prawdy kiedy piszesz o różnicach świadomościowych i językowych. Zwróciłbym jednak uwagę na ten rozrywkowy charakter internetu w Chinach. Jak sam zauważyłeś Chińczycy zaczęli od drugiej generacji netu (gadżetowego) i zapewne większość użytkowników jest bardzo młoda. Z chwilą gdy zwiększy się średnia wieku użytkownika, zmieni się też charakter jego wykorzystywania. Rozrywka ustąpi nieco miejsca poważnej informacji i edukacji.

    Faktycznie poważnym pytaniem jest na ile chiński internet stanie się samoistnym bytem. Mam wrażenie, że różnice są na tyle ogromne że jest to bardzo możliwe by określenie “globalna sieć” zmieniło swoje znaczenie. Rozrywka jak widać nie scala dalekiego wschodu z odległym zachodem. Co prawda z czasem rozwój sfery informacyjnej i masowa angielskojęzyczność powinna pozwolić na wzajemne przenikanie, ale nie wydaje mi się by mogło być znaczące.

    Zmiany technologiczne w przeciwieństwie do ustrojowych przebiegają bardzo szybko. Mówiąc o adoptowaniu nowej technologi w świeżym otoczeniu operujemy miesiącami, a co najwyżej latami. Zmiana mentalności to – jak wiadomo – kwestia pokoleń. Jeśli dokładnie tą samą usługę umieszczamy w mentalnie odmiennych światach – to z założenia tworzą się dwie różne struktury o zróżnicowanym sposobie rozwoju. To jak wykorzystywany jest internet wychodzi od Potrzeby, a Ta w dużym stopniu generowana jest przez mentalność właśnie.

    Osobiście znajdę dużo zabawy w obserwowaniu ekspansji “Chińskiej Sieci Internet”. Za kilka lat będzie miło zweryfikować te nasze proroctwa.

  • MyAvatars 0.2
    A.Lucis  

    No i proszę nie musieliśmy długo czekać…

    Chiny zablokowały dostęp do Flickr po umieszczeniu w jednej z galerii zdjęć z masakry na placu Tiananmen. Można dzisiaj przeczytać w mediarun

Skomentuj