“kupić” to nie znaczy zawsze to samo – przynajmniej w świecie DRM
Uaktualnienie z 24 sierpnia: Po negatywnej fali komentarzy w blogosferze, Google przyznało się do błędu, przeprosiło i zapowiedziało zwrot pieniędzy klientom. Więcej na Profy. Oczywiście pokazuje to siłę blogosfery, zwłaszcza w oddziaływaniu na firmy, które dbają o wizerunek – ale niczego nie zmienia w temacie DRM. Zwrot pieniędzy przez Google zależał tylko od ich dobrej woli.
Wczoraj Google sprawiło niemiłą niespodziankę niektórym swoim użytkownikom, ale zanim o tym napiszę, pozwolę sobie pod tym pretekstem powiedzieć kilka słów o DRM.
DRM is evil
Jestem wielkim przeciwnikiem DRM. Wprowadzają one tylko dotkliwe niedogodności dla użytkowników (dla tych, którzy legalnie kupili muzykę, bo dla tych, którzy spiracili – już nie), a dla branży muzycznej solidny narzut technologiczny, który przecież kosztuje. Zalet za to jest niewiele – i mówię to nie tylko ja, ale również spora rzesza ekspertów, opierających się na wnioskach wynikłych z kilkuletniego funkcjonowania DRM w praktyce.
Praktyczne utrudnienia dla legalnych użytkowników:
- Jeśli kupisz muzykę w iTunes, możesz jej słuchać tylko na swoim komputerze i iPodzie – jeśli np. Twój telefon ma odtwarzacz mp3 i chciałbyś w nim umieścić swoją muzykę, nie możesz tego już zrobić. Podobnie jest z innymi sprzedawcami, każdy wiąże Cię z określonym standardem DRM i ogranicza do niewielkiej liczby urządzeń ten standard wspierających (nie ma jednego standardu DRM, ale nawet gyby był, nie wszystkie urządzenia w ogóle obsługują DRM).
- Nie jesteś w stanie wysłać znajomym utworu, który Ci się spodobał (w świetle polskiego prawa takie udostępnianie utworu osobom, z którymi jesteśmy w bliskich kontaktach towarzystkich, jest jak najbardziej legalne). A konkretnie – wysłać wyślesz, ale oni nie będą w stanie go odtworzyć.
- Jak sama nazwa mówi – Twoje prawa do zakupionego utworu są zarządzane przez zewnętrzną firmę. Co to może oznaczać w praktyce, zobaczymy za chwile na przykładzie wczorajszych działań Google.
Przy czym pamiętajmy, że ograniczenia te dotyczą tylko osób, które legalnie kupiły muzykę zabezpieczoną DRM. Osoby, które weszły w posiadanie pirackich kopii (nie zabezpieczonych DRM), wciąż mają pełne techniczne możliwości wykorzystywania i dysponowania utworami. DRM godzi więc tak naprawdę w klientów, natomiast kompletnie nie utrudnia życia piratom. Piraci (w rozumieniu zarówno tych, którzy treści dostarczają na rynek, jak i tych, którzy tylko je konsumują) nic sobie z DRM nie robią, bo:
- Dostawcy treści na rynek piracki w większości przypadków mają do dyspozycji inne źródła, które dostarczają muzykę nie zabezpieczoną DRM (np. płyta CD, którą wystarczy “zrzucić” do MP3).
- Dla utworów, które nie są dostępne w postaci nie zabezpieczonej DRM, owe zabezpieczenia można w prosty sposób usunąć. Jest to czasami problematyczne dla zwykłych użytkowników, ale niezbyt kłopotliwe dla robiących to na dużą skalę piratów (trzeba nauczyć się jak, zainstalować odpowiednie oprogramowanie, w końcu przekonwertować utwory – bardzo dużo zachodu jeśli jako zwykły użytkownik chcesz po prostu słuchać muzyki z odtwarzacza mp3 w Twoim telefonie, ale dla prężnie działających grup piracących muzykę jest to po prostu jeden krok więcej w całym, często zautomatyzowanym procesie).
- Osoby ściągające piracką muzykę z internetu nie mają problemu z DRM, gdyż w tym obiegu krążą pliki rzecz jasna nie zabezpieczone DRM.
W efekcie ze wszystkich tych grup użytkowników:
- legalni użytkownicy są w niewygodny dla nich sposób ograniczani,
- grupom dostarczającym treści do obiegu pirackiego absolutnie DRM nie przeszkadza i w niczym nie utrudnia procederu,
- użytkownicy pobierający pirackie treści nawet nie zauważają problemu, gdyż mają dostęp do wersji pozbawionych DRM.
Tracą tylko legalni użytkownicy.
Tracą podwójnie – z jednej strony z powodu nałożonych ograniczeń, a z drugiej – kto jak nie ostatecznie oni zapłaci za te wszystkie koszty, jakie branża muzyczna ponosi na stworzenie i utrzymanie całego systemu DRM.
Na szczęście niektórzy gracze na rynku muzyki zaczęli to zauważać i wycofywać się z DRM, ale są to niestety tylko pojedyncze firmy, a ich wyjście z DRM jest połowiczne.
DRM is evil, really
Wczorajszy ruch Google pokazuje bardzo boleśnie w praktyce jedną z wad DRM z punktu widzenia klienta.
Otóż Google ogłosiło wczoraj zamknięcie Google Video Marketplace, które zostało otworzone półtorej roku temu jako odpowiedź na wprowadzenie do iTunes sprzedaży materiałów video (najpierw seriale telewizyjne, potem również filmy pełnometrażowe). Projekt Google okazał się klapą i nie zyskał zauważalnej liczby klientów, więc firma zdecydowała się na zamknięcie go.
Czy wiesz, co oznacza słowo “kupić” w świecie DRM?
Przy czym wszyscy, którzy zakupili treści w tym serwisie, będą mogli je odtwarzać jedynie do 15 sierpnia, czyli jeszcze aż przez cztery dni. Po tej dacie zakupione pliki staną się bezużyteczne i nie będzie można ich odtworzyć. Tak działają Digital Rights Managed – mimo iż kupiłeś i pobrałeś plik, prawami do jego używania wciąż zarządza sprzedawca. Gdy sprzedawca zwija interes, zakupione przez Ciebie pliki też mogą zostać “zwinięte”.
Google nie zdecydowało się nawet oddać pieniędzy osobom, które zakupiły pliki i nie będą mogły z nich korzystać. Owszem, oferują jakiś sposób rekompensaty, ale jedynie w postaci bonusowych środków dostępnych w Google Checkout – systemie płatności operowanym przez Google. Użytkownicy nie są więc w stanie odzyskać gotówki, a jedynie mogą, korzystając z tych środków, dokonać zakupów w internecie. Ich wybór jest jednak ograniczony do tych sprzedawców, którzy korzystają z Google Checkout, a tych nie ma zbyt wielu. Muszą się też spieszyć, bo po 60 dniach bonus wygaśnie a pieniądze przepadną.
Nie jest to zbyt miłe traktowanie klientów w wykonaniu Google, ale przykład ten świetnie pokazuje, że w świecie DRM słowo “kupić”, może mieć całkiem inne znaczenie niż to, do którego ludzkość przywykła przez ostatnich kilka tysięcy lat.
Mam szczerą nadzieję, że ten przypadek otworzy oczy wielu ludziom i rozpęta szeroką dyskusję w internecie na temat DRM.
A jakie jest Wasze zdanie? Czy DRM w ogóle mają sens z punktu widzenia kogokolwiek?
Przeczytaj także:
- Wyszukiwarka mp3 od Google – w Chinach
- Google Friend Connect – serwis społecznościowy na wynos
- API do tłumaczeń od Google
- Bądź zawsze o krok przed innymi – Google właśnie wykonało krok do przodu
- Wikipedia na mapach Google Maps – niestety w Polsce na razie symbolicznie
Komentarze (2):
Dyskusja na innych blogach (trackbacks):


Nie lubię muzyki kupowanej przez Internet, po pierwsze wiąże się to z wieloma, m.in. wyżej wymienionymi problemami, a po drugie format mp3 choć ma dobrą jakość to bardzo często niższą od audio na CD, po trzecie nie ma to jak kupić płytę w sklepie, włożyć ją do odtwarzacza i w spokoju delektować się muzyką, a nie jak w przypadku mp3 – gdzieś na ulicy.