Czy serwisy z zagranicy wygryzą nasze rodzime?
Dominik Kaznowski poruszył ciekawy temat konkurencji polskich i zagranicznych graczy na polskim rynku, obawiając się, że polskie serwisy czeka w niedalekiej przyszłości twarda i ciężka walka z wchodzącymi do nas gigantami z zagranicy. Dominik pisze:
Polski rynek internetowy jest relatywnie młody i jak na razie tylko Google wszedł do czołówki zasięgowej polskiej sieci. Czy na tym jednak się skończy? Nie sądzę.
Moim zdaniem następny w kolejności będzie YouTube, choć pewnie trochę czasu to zajmie. Na pewno wiele mu da zmiana wersji językowej na polską.
Myślę, że to już za nami – YouTube już był następny i to jeszcze zanim został przetłumaczony na polski. Według Alexy jesteśmy w czołówce użytkowników YouTube – aż 2,9% osób korzystających z serwisu to Polacy (daje nam to siódme miejsce), przy czym łatwo wyprzedzamy taką dla przykładu Wielką Brytanię, która nie dość, że ma ponad półtora razy tyle mieszkańców co Polska, to przecież trzykrotnie więcej użytkowników internetu (większa penetracja). Według danych z października 2006 roku w Polsce 11,4 miliona osób korzystało z internetu, podczas gdy w UK 37,6 (za internetworldstats.com) – i mimo iż jest nas trzykrotnie mniej w ogóle, to jest nas więcej na YouTube. To pokazuje jak bardzo popularny jest ten serwis u nas.
W rankingu najpopularniejszych witryn w Polsce według Alexy, YouTube zajmuje siódme miejsce, podczas gdy jego polska konkurencja, Wrzuta.pl, dopiero czternaste.
Nie mam pojęcia, jak Alexa traktuje widgety w formie osadzonych filmów (jako, że ich dane pochodzą z przeglądarek użytkowników, a nie ze statystyk serwerów www, to mają techniczne możliwości rozpoznawania i włączania lub nie włączania do statystyk popularności widgetów), ale nawet jeśli łapią się one do tych statystyk, to nie widzę w tym nic złego.
YouTube dawno już z sukcesem wkroczył do czołówki webu w Polsce.
Moim zdaniem największym zagrożeniem dla polskich witryn są zagraniczne, globalne usługi oferowane przez takich potentatów jak Google, Yahoo, Microsoft, AOL, Apple czy MySpace. Wraz z kolejnymi lokalizacjami coraz trudniej będzie konkurować polskim firmom z takimi usługami jak GMail, Blogger, Flickr, Live czy iTunes.
Częściowo tak, częściowo nie. Prędzej GMail i Flickr niż Blogger czy Myspace. Moim zdaniem będziemy przegrywali na polu usług – w szczególności tych nowych – ale wygrywali tam, gdzie esencją jest społeczność. Oto mój szybki rzut oka na sytuację i ocena, w których dziedzinach zagraniczni gracze będą wygrywali, a w której przegrywali z rodzimymi.
Zagraniczne serwisy wygrają przede wszystkim:
- W nowych usługach i/lub sposobach użycia internetu. Nasi rodzimi twórcy webu pozostają daleko w tyle, wciąż z opóźnieniem lub wcale reagują na nowości ze światowego webu. Oczywiście jest z tym coraz lepiej (np. blip lub wrzuta), ale wciąż jest tego zbyt mało. W takiej Wielkiej Brytanii każdy nowy pomysł jest od razu eksploatowany przez kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt projektów – użytkownicy mają więc wybór i prędzej mogą znaleźć coś odpowiedniego dla nich. Przykłady (wraz z miejscami w rankingu Alexy dla Polski):
- Video: YouTube #7 vs. Wrzuta #14, Smog #31, Maxior #37.
Brytyjczyków jest na YouTube mniej niż Polaków, mimo iż jest ich trzy razy więcej w całym internecie, nie dlatego, że nie oglądają oni filmów online ale dlatego, że u nich od razu powstało wiele ciekawych alternatyw. Polscy użytkownicy są ciekawi świata i chyba bardziej świadomi technicznie niż średnia interentu (patrz np. zauważalnie mniejszy udział Internet Explorera w polskim rynku przeglądarek niż w światowym) – wyszukują nowinki i chcą z nich korzystać. Jeśli nie znajdują ich w Polsce, nie mają problemu z korzystaniem z zagranicznych, nawet jeśli nie są przetłumaczone na nasz język. - Dzielenie plików: Rapidshare #9, Megaupload #21 vs. ???.
Tutaj nie znam nawet polskiej konkurencji dla tych serwisów – nawet jeśli są, to są nieporównywalnie mniej popularne (nie ma ich w Top 50 Alexy). - Strony startowe i/lub agregatory.
Nie ma ich co prawda w Top 100 Alexy, ale nie znam popularnych polskich stron startowych ani agregatorów, znam za to wiele osób korzystających z Netvibes, iGoogle lub Google Reader, Bloglines. - Poczta: GMail.
Nie znam statystyk ilości skrzynek Polaków obsługiwanych przez różnych dostawców, ale do dzisiaj chyba żadna polska firma nie zaoferowała choćby używalnego webmaila, a liczba adresów w domenie GMail w mojej książce adresowej przewyższa zsumowaną liczbę adresów w domenach wszystkich polskich portali (co jest absolutnie niemiarodajne biorąc pod uwagę profil osób z mojej listy kontaktów, ale mam wrażenie, że GMail jest dosyć popularny w Polsce – wystarczy nieco akcji promocyjnych ze strony powstającego Google Polska i ma realne szanse powalczyć o pierwsze miejsce).
- Video: YouTube #7 vs. Wrzuta #14, Smog #31, Maxior #37.
W zasadzie tę listę mogę już na tym jednym punkcie zakończyć. Nie oznacza to, że w innych obszarach nie zostaniemy z sukcesem “zaatakowani” przez wielkich graczy z zewnątrz, ale w innych obszarach ich sukces nie będzie już taki oczywisty. W szczególności w następujących dziedzinach sądzę, że nie będzie zbyt łatwo:
- Społeczności. Co prawda może się to zmienić, bo stajemy się coraz bardziej otwarci, więcej podróżujemy i nawiązujemy znajomości z ludźmi z Europy i świata, również całkiem sporo Polaków wyprowadziło się w ostatnich latach za granicę – słowem, coraz więcej nas ma znajomych zarówno w Polsce jak i za granicą – ale nie przewidywałbym tu jednak zbyt drastycznych zmian. W dziedzinie społeczności i komunikacji wolimy swoje własne towarzystwo i bardziej dla nas będzie wartościowy serwis z milionem Polaków niż z trzydziestoma milionami użytkowników, spośród których zaledwie kilkadziesiąt tysięcy to Polacy.
- Fotka #5, Grono #10, Epuls #15, Nasza-klasa #30 vs. Myspace #34. Serwisów takich jak Facebook, Bebo, Netlog nawet nie ma w pierwszej setce Alexy w Polsce.
- Gadu-gadu, Tlen vs. reszta świata.
Komentarz kilka linijek niżej.
- Usługi istniejące wcześniej w Polsce i/lub oparte na społeczności. Przyzwyczajamy się do serwisów, z których korzystamy – zwłaszcza, jeśli oparte są one na społeczności. Wejście w te obszary będzie dla serwisów zagranicznych równie ciężkie, co w klasyczne sieci społeczne.
- Gadu-gadu, Tlen vs. reszta świata.
Komunikator to usługa, której siłę stanowi technologia (możliwości oferowane przez komunikator, przyjazność i łatwość obsługi) oraz społeczność (ilu z naszych znajomych lub osób, które chcielibyśmy poznać, używa danej sieci) – przy czym to drugie jest ważniejsze. Żaden zagraniczny komunikator nie zrobił w Polsce kariery – u nas niepodzielnie rządzi Gadu-gadu, którego twórcy bardzo wcześnie i z sukcesem skopiowali pomysł ICQ (chyba pierwszy popularny komunikator), a dzisiaj ich pozycja w Polsce jest niezagrożona. - Allegro #3 vs. eBay #78.
eBay wchodził do Polski z rozmachem i z hukiem – i poniósł spektakularną klęskę. Przyczyniła się do tego cała seria błędów, jakie popełnił, ale nawet gdyby nie one nie miałby moim zdaniem szans zachwiać popularnością Allegro, którego pozycja jest niezagrożona i nie zagrozi jej raczej żaden nowy gracz, nawet oferujący zerowe prowizje – dla sprzedających liczy się bowiem liczba kupujących, do których mogą dotrzeć, a dla kupujących szeroki wybór towarów i sprzedawców.
- Gadu-gadu, Tlen vs. reszta świata.
- Serwisy oparte o content redakcyjny. Tutaj nie było jeszcze próby wejścia na polski rynek (a przynajmniej nie znam), ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można uspokoić polskich wydawców internetowych – raczej nikt z zewnątrz nie będzie w stanie zaoferować lepszej jakości niż media mające solidne redakcje w Polsce.
Całość można podsumować prostym uogólnieniem:
- W obszarach skoncentrowanych wokół społeczności i/lub bazy użytkowników nie przewiduję sukcesów zagranicznych graczy na polskim rynku.
- W obszarach opartych na usługach i/lub nowych sposobach korzystania z internetu to my nie mamy większych szans w bezpośrednim starciu.
- Na styku obu tych obszarów możliwe jest wszystko. Tam, gdzie zagraniczni gracze zagapią się i wejdą do Polski w momencie, gdy będziemy mieli już serwisy oferujące owe nowe usługi i posiadające sporą społeczność, będziemy w stanie wygrać (patrz Gadu-gadu, Allegro). Tam, gdzie nie zdążymy odpowiednio prędko zareagować lub gdzie nie ma bariery geograficznej (np. takie eBay czy iTunes mają oczywistą barierę, podczas gry takie YouTube nie ma) – będziemy przegrywać.
Przy czym bardziej obstawiałbym tę drugą sytuację niż pierwszą. Przypadki takie jak Gadu-gadu czy Allegro, gdzie polskie serwisy będą mogły spokojnie rozwijać się przez długie lata bez konkurencji ze strony zagranicznych, nie będą się już zdarzały odkąd trafiliśmy na celownik światowych graczy jako łakomy rynek z trzynastoma milionami użytkowników.
Jedna jeszcze uwaga odnośnie społeczności. Będziemy wygrywali w społecznościach szerokich, ale całkiem inaczej może być w społecznościach tematycznych – zbyt mało rzeczy w Polsce powstaje i w wielu tematach istnieje luka, której nikt u nas nie kwapi się zapełnić. Mimo iż wolimy polskie odpowiedniki, to w przypadku ich braku chętnie korzystamy z usług zagranicznych (a po zdobyciu przez nie odpowiedniej masy krytycznej, ewentualnie powstała polska konkurencja będzie na gorszej pozycji). Użytkownicy szukający społeczności tematycznych mogą być też bardziej otwarci na nie polskie produkty z tego powodu, że przyzwyczajeni są do niszowości swoich zainteresowań – wiedzą, że nie z wszystkimi mogą na sensownym poziomie porozmawiać o książkach, filmach, podróżach, numizmatyce czy czymkolwiek innym – i z tego powodu chętniej mogą uczestniczyć w społecznościach globalnych, bo są świadomi tego, że przy większej skali znajdzie się po prostu więcej osób o podobnych zainteresowaniach.
Przeczytaj także:
- Wykop w polskiej wersji Netvibes (i YouTube)
- Polskie projekty na rynku globalnym
- Przenoszenie poczty pomiędzy kontami GMail
- O wszystkich rzeczach, które nie miały miejsca
- Kobe Bryant dla Nike – jeden z lepszych virali, jakie ostatnio widziałem
Komentarze (9):
Dyskusja na innych blogach (trackbacks):


Klasycznym przykładem styku społeczności i nowych usług jest last.fm i ono podobnie jak youtube pokazuje moim zdaniem, że duże zagraniczne serwisy z szeroką bazą zagranicznych użytkowników mają u nas szansę także wtedy, gdy nie chodzi nam o kontakt z użytkownikami, ale o to co ci użytkownicy nam dają (czy to rekomendacje muzyczne czy też klipy video). Wtedy kwestie narodowościowe mają drugorzędny charakter.
Pod pewnymi względami sytuacja u nas przypomina tą z Chin. Tam też króluje niepodzielnie jeden ‘lokalny’ komunikator (QQ), tam też mają dużo klonów zagranicznych serwisów (i to prawdziwie nieprzebrane ilości:), i ich rynek także był przez jakiś czas nie zauważany przez potęgi z USA… To co ich różni to fakt iż znakomita większość prób wejścia na tamten rynek z zewnątrz (czy to przez lokalizację światowego serwisu, czy przez przejęcie jakiegoś lokalnego) kończy się porażką, ot taka specyfika ich rynku;)
W Chinach jest nieporównywalnie ciężej dla firm z zewnątrz niż w Polsce. Zachodnie firmy nie są w stanie zrozumieć tamtejszych użytkowników, ich potrzeb, oczekiwań i przyzwyczajeń. Pisałem o tym szerzej tutaj: http://www.webstop.pl/2007/06/09/web-20-w-chinach/
Wystarczy wspomnieć YouTube. W Top 100 Alexy dla Chin nawet ich nie ma, są za to lokalne serwisy, jak na przykład KU6 (#27).
Inne porównanie. Polacy to 2,9% użytkowników YouTube, a jest nas 11,4 milionów w internecie. Chińczycy to mniej niż 1% użytkowników YouTube (przy czym nie wiadomo ile, bo danych poniżej 1% Alexa nie podaje), mimo że są ich 162 miliony w internecie.
Internet w Państwie Środka wydaje się być oddzielony od zachodniego wielkim murem niezrozumienia. Ale odchodzimy od tematu. :)
[..]Prawda jest jeszcze bardziej okrutna. Zagraniczne serwisy wygrywają z polskimi pod jednym warunkiem: jeśli nie trzeba w nich znać[..]
Delikatna polemika. Pozdrawiam,
W tym punkcie nie masz racji. EBay był w Polsce bardzo oczekiwany i przy braku konkurencji oraz swoim potencjale mógł zachwiać dominacją Allegro na rynku w ciągu paru miesięcy.
Niestety, polska wersja eBaya była przygotowana przez amatorów (swoją drogą ciekawe, czy nadal tam pracują — ja bym ich zwolnił w trybie natychmiastowym) — nie dość, że dostaliśmy serwis żenująco zlokalizowany, to jeszcze nie miał on funkcjonalności oryginalnego eBaya i nie był połączony z wejściem pełnej wersji PayPala do Polski.
Wyobraź sobie sytuację dobrze zarządzanego wejścia eBaya — pełna wersja, profesjonalna lokalizacja, brak prowizji, możliwość importu swoich danych z Allegro i PayPal działający na zasadach takich, jak w USA. To nie było niewykonalne, wymagało jedynie kogoś o większej znajomości rzeczy, niż osobnik (nazwisko przemilczmy) kompromitujący się na słynnej konferencji prasowej.
Jeśli chodzi o GMaila to ostatnio na Inernet Standard był artykuł na ten temat:
http://www.internetstandard.pl/news/119100.html
@Karol Papała też to chciałem dać.
Co do stron startowych to iloggo.pl, które na zachodzie jest chyba bardzej popularne niż u nas (i chyba jako jedyne z polski trafiło na listę go2web20.net).
A co myślicie o sytuacji odwrotnej kiedy to polskie serwisy zaczną być multilanguage ? mamy szansę ?
shabo: Jak najbardziej! Tylko trzeba zacząć samodzielnie myśleć, a nie tylko kopiować (vide: GG, Allegro, Fotka, Wykop, Blip, etc…)