Ekosystem sprzyjający przedsiębiorczości

Bartek Raciborski
(11 paź 2007, 08:54)

Ten artykuł leży u mnie w brudnopisach już dwa tygodnie, czekając na doszlifowanie i korektę. Nieprędko by się jej doczekał, bo odkąd wróciłem z FOWA cierpię na deficyt czasu, więc puszczam go takiego jakim jest. Zwłaszcza, że kontekst czasowy jest dobry – jutro na GrillIT będziecie mogli usłyszeć o projekcie związanym z ekosystemem dla startupów (patrz ostatni akapit).

Odpowiedni ekosystem
Dlaczego w Krzemowej Dolinie powstaje wielokrotnie więcej startupów IT niż w równie bogatym Nowym Jorku? Dzięki odpowiednim warunkom – dzięki odpowiedniej kombinacji wielu czynników, które razem tworzą ekosystem sprzyjający startupom IT. Chciałbym dzisiaj napisać Wam o tym co składa się na taki ekosystem, a potem zapytać, na ile postrzegacie Wasze lokalne środowisko jako sprzyjające startupom i czy może być lepiej.

W biznesie, tak jak w życiu, najważniejsi są ludzie. Odpowiedni ludzie. To dzięki nim powstają idee, to dzięki nim trafiają na właściwe tory, to dzięki nim mogą nabrać kształtów realnego pociągu i pomknąć ku przyszłości. Myśleć o ekosystemie można na wiele sposobów i określać wiele czynników, ale koniec końców i tak za nimi wszystkimi stać będą ludzie. Dla ekosystemu przyjaznego startupom istotnych jest kilka typów ludzi.

Nowi przedsiębiorcy
To od nich cała rzecz się zaczyna. To oni tworzą nowe pomysły i są na tyle szaleni, żeby próbować je realizować. Im więcej jest ludzi gotowych samemu coś zrobić, zamiast wpaść w pułapkę 9-5, tym więcej pomysłów będzie zrealizowanych. Im więcej ludzi kreatywnych i zadających sobie pytania “dlaczego” i “jak”, tym więcej nowych pomysłów powstanie.

Są różne teorie na temat tego, co sprzyja występowaniu takich osób. Bliskość ośrodków akademickich na pewno może wpływać pozytywnie, choć nie jest regułą. Boston jest drugim po Dolinie Krzemowej zagłębiem startupów IT w Stanach Zjednoczonych zapewne dlatego, że mieści tu się słynny MIT – Massachusetts Institute of Technology – oraz kilkadziesiąt innych uczelni. Nie ulega jednak wątpliwości, że najwięcej absolwentów MIT oraz równie sławnego, pobliskiego Stamford, karierę w IT zrobiło dokładnie po drugiej stronie Ameryki, w Kalifornii. Bliskość uczelni przestaje tu działać – ludzie chcący coś zmienić, często zaczynają od zmiany wschodniego wybrzeża na zachodnie.

Mentorzy
Przedsiębiorcy-weterani to równie ważny element ekosystemu, choć rzadko o nich się wspomina – wymieniając zwykle jedynie nowych przedsiębiorców oraz inwestorów jako osoby niezbędne startupom. Jednak przecież to właśnie dzięki owym weteranom młodzi przedsiębiorcy nie są niczym osadnicy podbijający dziki zachód – idąc w nieznane i nie wiedząc czego mogą się spodziewać. Mogą bazować na doświadczeniu weteranów, czerpać inspirację z ich historii czy wreszcie bezpośrednie rady i wsparcie. Wartościowymi mentorami będą nie tylko osoby, które z sukcesem stworzyły własne firmy, ale też i ci, którzy pracowali w startupach – również oni nabrali przez ten czas wiele istotnego doświadczenia.

Obecność w lokalnym społeczeństwie owych weteranów i – co ważniejsze – ich chęć uczestniczenia w społeczności startupów, to równie ważny warunek stworzenia odpowiedniego ekosystemu. W Dolinie Krzemowej aż roi się od takich ludzi i nie siedzą oni pozamykani w swoich wygodnych willach, ale aktywnie wspierają młodych przedsiębiorców – osoby takie jak oni sami kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu. Oddają społeczeństwu tę przysługę, dzięki której sami mogli osiągnąć sukces, a jednocześnie mądrze inwestują swoje najlepsze atuty. Wielu z nich nie ma już energii zaczynać znów od zera, ale aktywnie wspierając młodych przedsiębiorców i przejmując za to niewielki procent w ich projektach, dają sobie szanse na ponowne uczestniczenie w sukcesie.

Inwestorzy
Od tej reguły oczywiście są wyjątki, ale energia z pieniędzmi rzadko chodzą w parze. Ci, którzy mają świeże pomysły i żądzę ich realizacji, zazwyczaj nie dysponują istotnymi zasobami pieniężnymi. Ci, którzy zdołali takowe zgromadzić, zazwyczaj przeszli już tak daleko przez życie, że ich kreatywność i energia uległy zatarciu. Jedni bez drugich skazani są na porażkę tak samo jak drudzy bez pierwszych. Każdy samochód potrzebuje paliwa, ale żadna benzyna nigdzie nie pojedzie bez sprawnego silnika.

Inwestorów można podzielić na dwie grupy: instytucje zawodowo zajmujące się inwestowaniem w startupy oraz firmy i osoby prywatne, dla których nie jest to główna działalność. Te pierwsze często zainteresowane są inwestycjami na późnym etapie rozwoju startupów – gdy po pierwsze pokazał on już imponujące efekty, a po drugie potrzebuje sporej ilości gotówki. Dlatego tym pierwszym tak bardzo potrzebni są ci drudzy, zwani często aniołami biznesu.

To oni inwestują w startupy na bardzo wczesnym etapie. Najczęściej wspierają nie tylko kapitałem, ale łączą funkcję inwestora z mentorem. Dostarczają relatywnie niewielkie ilości gotówki, ale na bardzo ryzykownym etapie – zanim ktokolwiek sprawdził i udowodnił swój pomysł. Później będzie już za późno – udowodnione projekty stają się łakomymi kąskami dla funduszy VC.
Ciekawym trendem, o którym mowi się w USA, jest fakt iż coraz częściej tego typu inwestycji dokonują nie tylko osoby prywatne, ale i firmy, których codzienna działalność nie jest w ogóle związana z inwestycjami. Można to chyba zauważyć i u nas – wystarczy wspomnieć inwestycje Agory we Wrocek czy BlogFrog albo Gadu-Gadu w Blipa.

Osoby wspierające
To są osoby, które potrzebne będą każdemu startupowi, ale nie każdy musi potrzebować ich w takim zakresie, żeby usprawiedliwiało to etat lub wejście do założycieli-udziałowców. Są to prawnicy, księgowi, czasami graficy, osoby zajmujące się marketingiem, PR, itp. Zwykle świadczą oni startupom usługi z zewnątrz, nie będąc częścią firmy.

W Dolinie Krzemowej bez problemu znajdziecie prawnika, który nie dość, że doskonale rozumie specyfikę startupów, to jeszcze będzie dla Was pracował nie pobierając wynagrodzenia, zadowalając się w zamian procentem udziałów. Który startup wolałby na swoim bardzo wczesnym etapie wydać 20 tys. dolarów na prawników zamiast oddać im 1% swojej firmy?

Wszystkie ogniwa łańcucha
Ci wszyscy ludzie są potrzebni, żeby maszyna startupowa działała tak sprawnie jak w Kalifornii. Brak lub mierna obecność którejkolwiek z tych grup to o połowę mniejsza aktywność startupowa – brak kilku z nich ogranicza tę aktywność niemalże wykładniczo.

A jak to wygląda u nas?

Nowi przedsiębiorcy
Jako społeczeństwo “na dorobku” próbujemy usilnie i w przyspieszonym tempie nadrobić różnice, jakie dzielą nas od bardziej rozwiniętych krajów. Różnice w zarobkach, w poziomie życia, w wielu innych obszarach. Pensja w wysokości trzech-czterech średnich krajowych mocniej kusi przeciętnego, zdolnego dwudziestokilkulatka będącego parę lat po studiach niż kolejne lata życia na studenckim poziomie w trakcie rozkręcania własnej firmy. Koledzy kupują mieszkania, samochody i latają na Malediwy, więc on też nie może być gorszy. Nie mówię, że jest to coś złego, bo jest to droga dobra jak każda inna – ale lata biedy i zacofanie cywilizacyjne do spółki z dzisiejszymi możliwościami robienia łatwej kariery sprawiły, że dzisiaj niewiele osób jest chętnych podjąć ryzyko i postawić wszystko na jedną kartę.
Z drugiej strony osób chcących coś robić i próbujących jest wiele – powstaje bardzo wiele projektów w trybie “po godzinach”. Część z nich, gdy wypali, przekształca się w pełnowymiarowe biznesy, ale trzeba pamiętać, że statystyka mówi iż współczynnik sukcesu jest znacznie większy wśrod startupów tworzonych od początku na fulltime niż tych, które startowały jako poboczny projekt. Trzeba też pamiętać, że statystyka jest ślepa i jedną miarą mierzy wszystkich, dlatego niech nigdy nie powstrzyma Was od sprawdzenia Waszego pomysłu.

Mentorzy
Mam smutne wrażenie, że bardzo brakuje nam takich ludzi. Nie brakuje przedsiębiorców, którzy odnieśli sukces – ale niewielu jest takich, którzy chcieliby po tym wszystkim dać coś od siebie i wspierać swoich młodych następców. A przecież ich wiedza i doświadczenie może istotnie zmniejszyć ryzyko porażki każdego startupu.
Na pewno nic tak dobrze nie wpływa na przedsiębiorczość młodych ludzi jak dobre wzorce. O ile jednak w USA jednym ze znaych i podziwianych symboli jest Rockefeller, tak w kraju nad Wisłą na ludzi, którzy osiągnęli sukces, patrzy się krzywo. I nie mówię tu tylko o ostatnich, paranoicznych latach – takie chore podejście funkcjonuje w tym kraju odkąd pamiętam. Nie skłania to osób, które osiągnęły sukces, do chwalenia się nim. Raczej wolą spokojnie żyć na uboczu nie afiszując się swoimi sukcesami. Być może jest to jeden z powodów, dla których udział przedsiębiorców-weteranów w społeczności startupów jest niższy, niż byśmy chcieli.

Osoby wspierające
To chyba grupa ludzi, w których mamy w Polsce największy deficyt. Ja osobiście przyznam szczerze, że nie wiem, gdzie ich szukać. Tworząc startup w stylu bootstrap, nie korzystając z zewnętrznych środków, zazwyczaj brakuje pieniędzy na profesjonalnych usługodawców. Niestety okazuje się, że na prawnikach, grafikach, etc, zwykle nie warto jest oszczędzać.

Jak to postrzegacie?
A jak Wy postrzegacie warunki do tworzenia startupów w Polsce? Jak oceniacie ekosystem startupów, czy brakuje Wam poszczególnych typów ludzi? Czy coś w tym temacie zmienia się na lepsze w ostatnich latach?

Venture Incubator
Na jutrzejszym Grill IT Sebastian Kwiecień opowie o koncepcji Venture Incubator (nazwa robocza) – przedsięwzięciu, które powstaje właśnie po to, żeby wspierać powstawanie startupów w branży webowej. Inkubator miałby dostarczać te wszystkie elementy, których potrzeba młodym przedsiębiorcom do osiągnięcia sukcesu – o szczegółach dowiecie się z prezentacji Sebastiana. Bardzo dobrze, że tego typu projekt powstaje – to świadczy o tym, że przyjazny klimat dla startupów pomału zaczyna się u nas tworzyć. Niestety nie będzie mnie tym razem na Grill IT gdyż będę w tym dniu w Kopenhadze, ale zachęcam Was do przyjścia i posłuchania.

10 skomentuj
zasubskrybuj RSS bloga

Przeczytaj także:

Komentarze (10):

RSS komentarzy, Trackback
  • MyAvatars 0.2
    ahajduk  

    Dobry artykul, choc jeszcze nie doczytalem do konca;)

    Mala poprawka na szybko:
    Stanford University jest dokladnie zaglebiem akademickim dla Silicon Valley.
    http://en.wikipedia.org/wiki/Stanford_University

    Natomiast StaMford University jest polozony w Bangladeshu ;)
    http://www.stamforduniversity.info

  • MyAvatars 0.2
    ahajduk  

    Doczytalem do konca:) Potwierdzam: dobry artykul.

    Brakuje mi moze opisu jak wyglada scena “anielska” w PL. Czy w ogole jest mozliwosc znalezienia aniola posrod osobo prywatnych?

    Jezeli chodzi o mentorow: imho ludzie, ktorzy odniesli sukces w PL nie chca sie afiszowac z tym, ze wzgledu na to, ze gawiedz od razu “wie”, ze gosc to ukradl, a nie ciezko na to zapracowal. Wprawdzie widze powoli zmiany w tym podejsciu, ale mysle, ze jeszcze chwile to potrwa…

  • MyAvatars 0.2
    Wiktor  

    Prywatnie raczej ciężko znaleźć anioła. Jest kilka organizacji:
    http://www.lba.pl/
    http://www.polban.pl/
    http://www.resik.pl/
    http://www.davincicapital.pl/

  • MyAvatars 0.2
    webjay  

    Im więcej jest ludzi gotowych samemu coś zrobić, zamiast wpaść w pułapkę 9-5 [...]

    Bartek, co to jest ‘pułapka 9-5′?

  • MyAvatars 0.2
    ahajduk  

    Bardzo zwiazana z Twoim artykulem jest dyskusja miedzy Paulem Grahamem a Ryanem C. Ostatni post w tej dyskusji jest tutaj:
    http://www.carsonified.com/fowa/response-to-paul-graham-on-startup-hubs

    IMHO Paul ma wiecej racji, chociaz jak zauwaza jeden z komentujacych u Ryana, oni obaj wypowiadaja sie z kompletnie innej perspektywy.

  • MyAvatars 0.2
    Grzegorz F.  

    Pieniędzy na inwestycje jest coraz więcej, powstaję co chwila jakiś fundusz który obiecuje miliony na ciekawe pomysły (ich zdaniem), również co chwile powstaję jakiś projekt w który można by zainwestować. Jednak problem jest taki że nie zgrywa się to za bardzo, po pierwsze ci pierwsi oferują za duże środki (wchodzą w raczej duże milionowe inwestycje, pisałeś już o tym), a z drugiej strony sami twórcy potrzebują 10 czy 20 tyś na samo rozwiniecie czy wręcz zbudowanie swojego projektu.

    U nas właśnie brakuje “małych” inwestorów czy środków wydzielonych przez fundusze, które są w stanie wesprzeć pomysł w jego realizacji i ale nie w milionach tylko w powyższych kwotach. (np.10 000zł). Ktoś mi zaraz zarzuci, co to za kasa, przecież nie da się wykonać za porządnego serwisu. No tak ale to całkowicie wystarczy by projekt (prototyp) już działał. Chodzi mi o to że większość np.programistów czy grafików ma jakiś swój pomysł który leży w szufladzie, a praca w “agencji” nie pozwala im się tym zająć, w końcu z czegoś trzeba żyć. Te środki pozwolą na utrzymanie przy “życiu” i spokojną pracę nad projektem. Inaczej pułapka 9-5 (@webjay praca od 9 do 17).

    Brakuje mi Mentorów…sam jestem początkującym w tej branży przedsiębiorcom i chętnie bym zapoznał się z opiniami ludzi którym wyszło. Jednak Ci, albo uciekają z biznesu internetowego (p.Grabski), albo są tak głęboko zaszyci że nawet nie wiadomo że ten Pan Jakiśtam jest od tego super serwisu. No może jeden Rafał Agnieszczak stara się jeszcze dzielić swoimi spostrzeżeniami. A tak to długo, długo nic. Bardzo dobrze że istnieją tacy ludzi jak ty Bartku którzy zdają relacje z pobytów na różnorakich konferencjach, w końcu nie każdy może tam bywać. Widać choć że warto .
    pzdr

  • MyAvatars 0.2
    ragni  

    zalozenia calego tekstu sa jak najbardziej sluszne, problem jak zwykle w realizacji. przeniesienie zachodnich przykladow na nasz rynek to zdecydowanie zly pomysl. smiem twierdzic, ze venture incubator, popelnia wlasnie ten blad:

    “sciagniemy pare mln zl z newconnect bo to teraz proste, ty dostaniesz 150-200tys zl, a my 40% udzialow. damy ci biurko + hosting, paru naszych kolegow jako konsultantow klepiacych cie po ramieniu, a na koncu sprobujemy to opchnac kolegom kolegow.”
    w skrocie: ciut nizej niz male VC czy seed ale nadal grubo i wysoko /w koncu to nadal musi pieknie wygladac w PPS-ach/

    blad w koncepcji polega na tym, ze mamy do czynienia z jednym lub dwoma mlodymi ludzmi. musisz dac im tylko tyle zeby nie musieli chalturzyc, a sam zakasac rekawy osobiscie pomoc im zrobic cos sensownego. do tego zdejmij z ich glowy cala biurokracje, dodaj kontakty w branzy i doswiadczenie zeby uniknac tych wpadek, ktore wczesniej sam popelniales. wszystko to zrob szybko i popychaj calosc do przodu z nie mniejsza determinacja niz sam pomyslodawca.

    zarys takiego projektu przestawialem juz w lipcu (http://blog.kurasinski.com/?p=96) ale nie jest to szerzej promowane ze wzgledu na specyfike dzialania. to ja wychodze z inicjatywa, bo ci co do mnie przyjda to juz pewnie probowali innych kanalow albo maja kompletnie odjechane wizje. przejmujac inicjatywe mozna byc pierwszym, a przez to wchodzic na bardzo wczesnym etapie do swiezych, nieprzedrednowanych projektow.
    to chyba tyle – nie czas i miejsce zeby wystawiac caly pomysl na talerzu ;).

  • MyAvatars 0.2
    theinsider  

    Problemem nie jest brak kapitału tylko brak pomysłów. Dla dobrego pomysłu zawsze znajdzie się kapitał.

    Często ludzie chcą się kierować zasadą “zdobędziemy użytkowników, będą klikać w reklamy, będziemy zarabiać kupe kasiory”. Takie coś zadziała jak tych użytkowników będzie naprawdę dużo (jak fotka.pl).

    Natomiast czy – przykładowo – serwis ZadajPytanie.pl lub podobny z tej branży może liczyć na anioła biznesu lub venture capital? Nie. Jeśli firma bądź anioł inwestują to chcą, żeby inwestycja przyniosła wysoki zysk. Dlaczego nie przyniesie? Bo pomysł nie jest innowacyjny, nie spełnia potrzeb użytkowników. Po co zadać pytanie skoro wystarczy użyć wyszukiwarki? Po co odpowiadać skoro pytania są trywialne i komuś nie chciało się poszukać? Kto odpowie na pytanie bardzo merytoryczne z wąskiej dziedziny? Kiedy możemy liczyć na odpowiedź? Jutro? Za tydzień? Za rok?

    W ten sam sposób można zanalizować większość powstających w Polsce pomysłów. Zastanawiacie się czemu ktoś inwestuje w takie pomysły w USA? Rynek, rynek i jeszcze raz rynek. W sieci liczy się tylko skala. Jeśli coś przynosi niski zysk musi być bardzo popularne. Łatwiej zrobić popularny serwis dla prawie miliarda ludzi, którzy potrafią posługiwać się angielskim, niż 38mln którzy znają polski.

  • MyAvatars 0.2
    Bartek Raciborski  

    @ahajduk: dzięki za uwagę. Plus dzięki za linki do dyskusji Ryana i Paula – poczytam wieczorem. Daleki jestem od twierdzenia, że poza SV nic nie powstanie, a nawet od stwierdzenia, że poza startupowym hubem nic nie powstanie. Po prostu będąc w hubie masz o wiele łatwiej. W Europie jednym z takich hubów jest właśnie Londyn.

    @webjay: 9-5 to praca na etacie, gdzie po tej 5pm wychodzisz i masz wszystko gdzieś.

    @ragni: ten post był ogólnie o ekosystemie wspierającym przedsiębiorczość. Info o venture inkubatorze dodałem tuż przed publikacją widząc, że Sebastian będzie o nim mówił – ale nie o tym jest artykuł i nie o to mi chodziło :). Na pewno inicjatywy typu inkubator są dobre i potrzebne. Niekoniecznie muszą być idealne – ale ważne, że coś się dzieje i zaczyna kręcić. Im więcej tym lepiej.

  • MyAvatars 0.2
    webjay  

    @Bartek: 9-5… faktycznie, to byl bardzo trudny do rozszyfrowania skrot myslowy ;)))) dzieki :)

Skomentuj