Kilka luźnych myśli o przejęciu Bebo
Wszyscy już dziś pewnie czytali, czy to na TechCrunch czy na AntyWeb o tym, że AOL kupił Bebo za 850 milionów dolarów.
Miał być ponad miliard
Bebo jak dotąd odrzuciło przynajmniej kilka ofert kupna. W 2006 roku nie chcieli sprzedać się za $600M, w zeszłym roku mowa była o tym, że odrzucili ofertę wartą miliard dolarów. Dzisiaj poszli za $850M, ale pamiętajmy, że przez ostatnie pół roku wszystkie giełdy na świecie zjechały o kilkadziesiąt procent w dół. Gdy spada wartość firm giełdowych spadają również waluacje firm nie będących w obrocie publicznym – zwłaszcza, jeśli potencjalnymi kupcami są spółki giełdowe, wśród których nie każda ma komfort posiadania – tak jak Microsoft – kilkudziesięciu miliardów dolarów zapasów w żywej gotówce. Większość takich transakcji opłacanych jest w końcu akcjami (w całości lub chociaż w dość istotnej części). Dlatego dzisiejszą ofertę $850M można spokojnie porównać do miliarda sprzed pół roku – niższa wartość nie wynika z gorszej oceny Bebo lecz z gorszej sytuacji potencjalnych kupujących, a pamiętajmy, że dowolny towar jest warty tylko tyle ile ktoś jest chętny za niego zapłacić.
Gorące Bebo wystygło
Moim zdaniem to był ostatni rozsądny moment dla dotychczasowych właścicieli Bebo na wyjście z tego biznesu. Oni sami chyba podzielali ten pogląd, bo od jakiegoś czasu mowa była o tym, że pośrednik inwestycyjny szuka dla nich kupca. Bebo to najgorętszy europejski startup socialnetworkingowy, ale jeśli wyjść poza perspektywę Europy jego temperatura zauważalnie spada. Jeszcze bardziej spada, jeśli porównać ich do konkurencji.

Prawda jest taka, że Bebo wystygło – zostało za peletonem i przestało się liczyć w głównym wyścigu. Co z tego, że wzrośli przez ostatnie dwa lata, jeśli inne serwisy społecznościowe w tym samym czasie wzrosły wielokrotnie bardziej. O ile ruch generowany przez Bebo trzy lata temu był porównywalny z konkurencją, tak dzisiaj różnice są już znacznie większe i Bebo wyraźnie zostaje w tyle za rywalami. Kupowanie dzisiaj Bebo to schylanie się po jabłko, które spadło z drzewa, zanim całkiem zgnije – czyli zanim zostanie prześcignięte przez konkurencję na swoim własnym rynku, w Europie. Bo Myspace i Facebook już depczą Bebo po piętach i wkrótce prześcigną je w liczbie zarejestrowanych użytkowników w Europie. W liczbie wizyt i odsłon już je dawno prześcignęli.
Dlaczego AOL?
AOL to firma na rozdrożu. Niegdyś pierwszoligowiec, dziś jednak coraz mniej liczący się gracz. AOL niewątpliwie szuka kupca. Mimo spadającej liczby klientów i spadających przychodów, wciąż ich udział w rynku reklamy online jest jeszcze znaczący (głównie dzięki komunikatorom AIM i ICQ) – a pamiętajmy, że o ten rynek zaciekle walczą z Google zarówno Microsoft jak i Yahoo. Dla obu tych firm AOL będzie wartościowym nabytkiem bo obie za wszelką cenę chcą zwiększać swój udział w rynku reklamy. Z tą różnicą, że Microsoft nie wiedziałby co z AOL zrobić, a Yahoo miałoby szansę postawić ich znów na właściwe tory. Bo AOL potrzebuje zmian i to dużych. W tej chwili jest to dosyć nieudolna firma, która więcej traci niż zyskuje. Możecie powiedzieć, że takie numery jak kupienie Netscape za ponad 4 miliardy dolarów i roztrwonienie tej wartości do całkowitego zera w ciągu kilku lat to stare dzieje, ale również dzisiejsze działania AOL przypominają błądzenie dziecka we mgle – czy może raczej emeryta, bo AOL to internetowy dinozaur. Tak fatalnymi produktami jak na przykład Polski portal AOL nie podbije się świata. AOL się stacza i potrzebuje kogoś, kto ten upadek powstrzyma. Mimo iż firma zaczęła się trochę restrukturyzować (niedawne masowe zwolnienia), to przejęcie przez kogoś, kto naprawdę rozumie web, na pewno wyjdzie jej na zdrowie.
AOL przejmując Bebo zrobiło jedną, prostą rzecz. W jednej chwili zwiększyło swój zasięg reklamowy o kilkadziesiąt milionów użytkowników – i to nowych użytkowników, bo głównie amerykańskie AOL i głównie europejskie Bebo nie mają raczej wielu wspólnych użytkowników. Jeśli ktoś będzie chciał kupić AOL, to nie dla ich produktów, nie dla zespołu, nie dla czegokolwiek innego tylko dla zasięgu reklamowego – a ten bardzo istotnie zwiększył się dzięki tej transakcji.
To była transakcja win-win. Bebo nie mogło liczyć już na korzystną sprzedaż jakiemuś pierwszoligowemu graczowi po tym jak odpadło z wyścigu społecznościówek – i jak sądzę bardzo chciało wypłacić osiągnięty dotychczas sukces, sprzedać się zanim ich wartość zacznie spadać. Natomiast wartość AOL dla kogoś zainteresowanego zasięgiem reklamowym prawdopodobnie wzrosła dzięki temu przejęciu o wiele więcej niż wydane na Bebo $850M.
Przeczytaj także:
- TechCrunch próbuje wycenić serwisy społecznościowe, między innymi naszą-klasę
- Rackspace IPO – pierwszy debiut giełdowy w IT po półrocznej przerwie
- Greenfield Online kupiony za 426 mln USD – gratulacje dla polskiego oddziału
- Czy Facebook szykuje się na giełdę?
- Finalna bitwa o Yahoo – marne szanse zarządu (oraz jak zarobić 800 mln dolarów w dwa miesiące)
Komentarze (4):
Dyskusja na innych blogach (trackbacks):


Jeżeli już trzymać się Alexy i porównań Bebo.com z konkurencją, to ciekawie wygląda konfrontacja z nasza-klasa.pl:
http://tinyurl.com/2fh4sl
O, Fejsbuk dogoniło Majspejsa :)
“przez ostatnie pół roku wszystkie giełdy na świecie zjechały o kilkadziesiąt procent w dół”
Stwierdzenie co najmniej naciągane…
Podobnie zresztą jak “kilkadziesiąt miliardów w gotówce” Microsoftu.
W grudniu 2007 było to około 21 miliardów. Suma niemała, ale do kiludziesięciu jej trochę brakuje.
No ale możliwe, że “kilkadziesiąt procent” i “kilkadziesiąt miliardów” bardziej pasowało do tonu artykułu ;)
No offense oczywiście.