Garść statystyk z rynku webowego

Bartek Raciborski
(18 mar 2008, 13:57)

Jako umysł bardzo analityczny lubię liczby, więc z zainteresowaniem obejrzałem kilka wykresów przygotowanych przez comScore a opublikowanych dzisiaj przez TechCrunch. O kilku moim zdaniem najciekawszych postanowiłem Wam opowiedzieć.

Monopol na rynku wyszukiwarek

comscore-search-share.png

Udział Google w liczbie zapytań zadanym wszystkim wyszukiwarkom na świecie to 61,6%. Kolejne w rankingu Yahoo ma zaledwie 12,7% a więc prawie pięciokrotnie mniej. Poza nimi jeszcze tylko chińskie Baidu przekroczyło pułap pięciu procent (5,4%). Próbujący panicznie odrobić swoje zapóźnienie na rynku internetowych Microsoft jest na czwartym miejscu z zaledwie 3,1% wszystkich wyszukań.

Tyle danych globalnych – znacznie ciekawej wygląda przyjrzenie się udziałowi Google na poszczególnych kontynentach.

comscore-search-countries.png

Na macierzystym rynku Google, do niedawna największym rynku na świecie (o tym będzie za chwilę), ich udział to już jedynie 53%. W innych źródłach znalazłem, że udział Yahoo w wyszukiwaniach w USA to 23% a Microsoftu 9%. To oznacza, że Google jest tu tylko 2,3x większe od Yahoo i zaledwie 1,6x większe od połączonych sił Yahoo i Microsoft. Połączenie tych dwóch firm dałoby im więc pozycję tuż za Google i choćby minimalne szanse na dogonienie giganta z Mountain View – przynajmniej na rynku amerykańskim.

Potęga Google tak naprawdę istnieje na rynkach zagranicznych – w Europie i Ameryce Łacińskiej ich wyszukiwarka dosłownie miażdży konkurencję posiadając około 90% rynku. Również w Polsce udział Google w rynku jest podobny (wg ranking.pl):

polska-ranking-wyszukiwarek-2008-03

Najsłabiej Google wypada w Azji, a szczególnie jeśli nie uwzględniać tych państw, w których język angielski jest w powszechnym użyciu (Australia, Nowa Zelandia, Indie, Singapur). Chiny ze swoimi ponad dwustoma milionami użytkowników to rynek zdominowany przez lokalne Baidu (60% rynku). Google ma tylko 19% a Yahoo 9%.

Jaka przyszłość czeka na te statystyki? Walka rozegra się nie między Google a Yahoo+Microsoft ale między Google a Baidu. Wrócę do tego jeszcze na samym końcu po tym, jak opowiem Wam o chińskim rynku webowym.

Potencjalny monopol w usługach pocztowych

Jako że mówimy o rynku webowym, są to statystyki obejmujące tylko webmaile i mierzące nie liczbę założonych kont a liczbę unikalnych użytkowników odwiedzających strony webmaili. To właśnie tu zarabia się na mailach – to tu można obok wiadomości wyświetlać kontekstowe reklamy.

comscore-webmail.png

Wyraźnie widać, jak Google zostaje w tylu za konkurencją. Ich produktu używa sześciokrotnie mniej niż poczty połączonego Yahoo i Microsoftu. Choć powiedzmy szczerze, że Google nie może nie być zadowolone z tego wyniku. GMail ma niecałe cztery lata i gdy miał swoją premierę, rynek był już dosyć dobrze zagospodarowany. Dla przypomnienia, poczta Yahoo obchodziła niedawno swoje dziesiąte urodziny, a Hotmail Microsoftu istnieje od 1996 roku. Jeśli te firmy połączą się, wartości udziałów w rynku w porównaniu do Google będą tutaj dokładnie odwrotne niż na rynku wyszukiwarek.

Co jest mocne a co szybko rośnie

Comscore opublikował bardzo ciekawy wykres pokazujący jaki zasięg mają poszczególne usługi oraz jaki notują roczny wzrost.

comscore-quadrant.png

Jak patrzeć na ten wykres? Wartości w pionie obrazują jaki procent internautów korzysta z danego rodzaju usług/serwisów. Wartości w poziomie pokazują roczny wzrost liczby odwiedzających poszczególne rodzaje serwisów. Im wyżej, tym większy zasięg, im bardziej na prawo tym szybszy wzrost. Punkty w lewym dolnym rogu to te, które mają niewielki zasięg i pomału rosną (lub wręcz tracą).

Nie jest zaskoczeniem, że największy udział mają portale oraz wyszukiwarki, z których korzysta 85-90% wszystkich użytkowników. Obie te kategorie mają relatywnie niski wzrost – około 10%. To tak naprawdę wzrost liczby użytkowników internetu na świecie – penetracja portali i wyszukiwarek raczej już się nie zmienia, to tylko liczba użytkowników internetu rośnie.

Najszybciej rosną serwisy społecznościowe, które w ciągu ostatniego roku odnotowały prawie 60% wzrost odwiedzin. Mimo to wciąż korzysta z nich zaledwie 35% internautów. Patrząc na zasięg serwisów związanych z rozrywką (77%), pocztą (70%) i multimediami (60%) można stwierdzić, że serwisy społecznościowe wciąż jeszcze mają sporo pola do rozwoju – bo przecież przejmują one w znacznej mierze funkcje rozrywkowe i komunikacyjne i myślę, że można założyć iż ich docelowy zasięg będzie zbliżony do tych usług, czyli około 70%.

Chiny największym rynkiem webowym na świecie

Stało się wreszcie to, czego wszyscy się spodziewali. Po raz pierwszy liczba internautów w Chinach przekroczyła liczbę internautów w Stanach Zjednoczonych – osiągnęła liczbę 220 mln użytkowników w porównaniu do 217 mln w Ameryce. Tym samym Chiny stały się największym rynkiem webowym pod względem liczby użytkowników. Pod względem wartości jeszcze długo będą w tyle, ale i tu będą sukcesywnie zmniejszać dystans.

Warto pamiętać, że penetracja internetu (liczba osób używających internetu w porównaniu do populacji kraju) w USA to 72% i prawie już nie rośnie, a w Chinach wciąż zaledwie 17% – w perspektywie kilkunastu lat ten rynek zrobi się naprawdę gigantyczny wraz ze wzrostem penetracji. Liczba użytkowników w Chinach w ciągu 2007 roku wzrosła o 53% z 137 milionów pod koniec 2006 roku do 210 milionów na koniec 2007. Ostrożne szacunki mówią o wzroście 33% w 2008 roku z liczbą 280 mln internautów pod koniec grudnia.

Więc jaka przyszłość czeka rynek wyszukiwarek?

Podział rynku amerykańskiego wyszukiwarek raczej drastycznie się nie zmieni. W Europie i Ameryce Łacińskiej Google zgarnął niemalże wszystko i nie widać nikogo, kto mógłby mu zagrozić. Na tych rynkach raczej niewiele się zmieni. Batalia rozegra się w Chinach, gdzie możliwe będą dwa rodzaje zmian. O jednych już wiecie – liczba użytkowników w Państwie Środka będzie rosnąć i to w lawinowym tempie. Drugie to proporcje podziału rynku między Google i Baidu. Jeśli Google uda się nawiązać walkę z chińską wyszukiwarką, ich udział w światowym rynku wyszukiwarek (a co za tym idzie w reklamie online) będzie rosnąć, a w raz z nimi wartość akcji GOOG. Jeśli przegrają z Baidu, ich udział w światowym wyszukiwaniu może wreszcie spaść poniżej 50%. Ciężko stwierdzić co wówczas może się stać z wartością akcji Google, których wzrost reprezentuje tak naprawdę optymizm inwestorów odnośnie przyszłych, a nie aktualnych wyników firmy – gdy Google kiedyś wreszcie przestanie rosnąć, wycenę ich akcji może spotkać spora korekta.

Tyle w temacie liczb i statystyk. Mam nadzieję, że lubicie czasem – podobnie jak ja – popatrzeć na tzw. big picture i na to, co dzieje się w światowym webie jeśli popatrzeć na niego z pewnej odległości, jak na pewną całość.

5 skomentuj
zasubskrybuj RSS bloga

Przeczytaj także:

Komentarze (5):

RSS komentarzy, Trackback
  • MyAvatars 0.2
    Seban  

    Ja osobiście nie spodziewam się, że Google nawiąże mocną walkę z Baidu. To rynek raczej hermetyczny i zamknięty – przynajmniej tak uważam. Ale dystans pomiędzy tymi firmami też nie będzie się specjalnie zwiększał.

  • MyAvatars 0.2
    Bartek Raciborski  

    Ja też zbytnio nie liczę na to i o odmienności tego rynku parę razy już pisałem. Ale pamiętam statystyki sprzed mniej więcej roku, kiedy mówiło się, że Baidu ma około 80% (plus minus, czerpię teraz z pamięci), więc wydaje się, że dystans jednak maleje. Dlatego osobiście nie decyduję się na żadne prognozy i po prostu będę się przyglądał. :)

  • MyAvatars 0.2
    webjay  

    Bartku, jak zwykle dziekuje bardzo :) Uwielbiam szczegolnie te wpisy, w ktorych poslugujesz sie liczbami i procentami.

    Odnosnie spadku / zysku Google w kontekscie Chin dobrym pytaniem jest, jakim rynkiem sa Chiny – czy glownie produkcyjnym, czy takze (i w jakim stopniu) konsumpcyjnym…

  • MyAvatars 0.2
    Bartek Raciborski  

    @webjay: raczej jakim będzie. Popyt wewnętrzny właśnie się w Chinach budzi. To nic, że tych 220 mln chińskich internautów wydaje kilkakrotnie mniej w internecie niż 217 mln Amerykanów. Istotne jest to, że za ileś tam lat 600 mln chińskich internautów wyda znacznie więcej niż 250 mln Amerykanów. :)

  • MyAvatars 0.2
    webjay  

    racja :) tylko ciekawe ile lat poczekamy na to, aby Chiny dorownaly wydatkom amerykanow? ;) Moze to nigdy nie nastapic… Nie mniej, przeciez najlepsze interesy robilo sie na mikrowydatkach (zyletka vs brzytwa/golarka elektryczna, chusteczki higieniczne vs chusteczka jedwabna) ;) wiec IMHO jest tam rynek, a na co – pokaze ktos sprytny w ciagu kilku lat…

Skomentuj