Garść statystyk z rynku webowego
Jako umysł bardzo analityczny lubię liczby, więc z zainteresowaniem obejrzałem kilka wykresów przygotowanych przez comScore a opublikowanych dzisiaj przez TechCrunch. O kilku moim zdaniem najciekawszych postanowiłem Wam opowiedzieć.
Monopol na rynku wyszukiwarek

Udział Google w liczbie zapytań zadanym wszystkim wyszukiwarkom na świecie to 61,6%. Kolejne w rankingu Yahoo ma zaledwie 12,7% a więc prawie pięciokrotnie mniej. Poza nimi jeszcze tylko chińskie Baidu przekroczyło pułap pięciu procent (5,4%). Próbujący panicznie odrobić swoje zapóźnienie na rynku internetowych Microsoft jest na czwartym miejscu z zaledwie 3,1% wszystkich wyszukań.
Tyle danych globalnych – znacznie ciekawej wygląda przyjrzenie się udziałowi Google na poszczególnych kontynentach.

Na macierzystym rynku Google, do niedawna największym rynku na świecie (o tym będzie za chwilę), ich udział to już jedynie 53%. W innych źródłach znalazłem, że udział Yahoo w wyszukiwaniach w USA to 23% a Microsoftu 9%. To oznacza, że Google jest tu tylko 2,3x większe od Yahoo i zaledwie 1,6x większe od połączonych sił Yahoo i Microsoft. Połączenie tych dwóch firm dałoby im więc pozycję tuż za Google i choćby minimalne szanse na dogonienie giganta z Mountain View – przynajmniej na rynku amerykańskim.
Potęga Google tak naprawdę istnieje na rynkach zagranicznych – w Europie i Ameryce Łacińskiej ich wyszukiwarka dosłownie miażdży konkurencję posiadając około 90% rynku. Również w Polsce udział Google w rynku jest podobny (wg ranking.pl):

Najsłabiej Google wypada w Azji, a szczególnie jeśli nie uwzględniać tych państw, w których język angielski jest w powszechnym użyciu (Australia, Nowa Zelandia, Indie, Singapur). Chiny ze swoimi ponad dwustoma milionami użytkowników to rynek zdominowany przez lokalne Baidu (60% rynku). Google ma tylko 19% a Yahoo 9%.
Jaka przyszłość czeka na te statystyki? Walka rozegra się nie między Google a Yahoo+Microsoft ale między Google a Baidu. Wrócę do tego jeszcze na samym końcu po tym, jak opowiem Wam o chińskim rynku webowym.
Potencjalny monopol w usługach pocztowych
Jako że mówimy o rynku webowym, są to statystyki obejmujące tylko webmaile i mierzące nie liczbę założonych kont a liczbę unikalnych użytkowników odwiedzających strony webmaili. To właśnie tu zarabia się na mailach – to tu można obok wiadomości wyświetlać kontekstowe reklamy.

Wyraźnie widać, jak Google zostaje w tylu za konkurencją. Ich produktu używa sześciokrotnie mniej niż poczty połączonego Yahoo i Microsoftu. Choć powiedzmy szczerze, że Google nie może nie być zadowolone z tego wyniku. GMail ma niecałe cztery lata i gdy miał swoją premierę, rynek był już dosyć dobrze zagospodarowany. Dla przypomnienia, poczta Yahoo obchodziła niedawno swoje dziesiąte urodziny, a Hotmail Microsoftu istnieje od 1996 roku. Jeśli te firmy połączą się, wartości udziałów w rynku w porównaniu do Google będą tutaj dokładnie odwrotne niż na rynku wyszukiwarek.
Co jest mocne a co szybko rośnie
Comscore opublikował bardzo ciekawy wykres pokazujący jaki zasięg mają poszczególne usługi oraz jaki notują roczny wzrost.

Jak patrzeć na ten wykres? Wartości w pionie obrazują jaki procent internautów korzysta z danego rodzaju usług/serwisów. Wartości w poziomie pokazują roczny wzrost liczby odwiedzających poszczególne rodzaje serwisów. Im wyżej, tym większy zasięg, im bardziej na prawo tym szybszy wzrost. Punkty w lewym dolnym rogu to te, które mają niewielki zasięg i pomału rosną (lub wręcz tracą).
Nie jest zaskoczeniem, że największy udział mają portale oraz wyszukiwarki, z których korzysta 85-90% wszystkich użytkowników. Obie te kategorie mają relatywnie niski wzrost – około 10%. To tak naprawdę wzrost liczby użytkowników internetu na świecie – penetracja portali i wyszukiwarek raczej już się nie zmienia, to tylko liczba użytkowników internetu rośnie.
Najszybciej rosną serwisy społecznościowe, które w ciągu ostatniego roku odnotowały prawie 60% wzrost odwiedzin. Mimo to wciąż korzysta z nich zaledwie 35% internautów. Patrząc na zasięg serwisów związanych z rozrywką (77%), pocztą (70%) i multimediami (60%) można stwierdzić, że serwisy społecznościowe wciąż jeszcze mają sporo pola do rozwoju – bo przecież przejmują one w znacznej mierze funkcje rozrywkowe i komunikacyjne i myślę, że można założyć iż ich docelowy zasięg będzie zbliżony do tych usług, czyli około 70%.
Chiny największym rynkiem webowym na świecie
Stało się wreszcie to, czego wszyscy się spodziewali. Po raz pierwszy liczba internautów w Chinach przekroczyła liczbę internautów w Stanach Zjednoczonych – osiągnęła liczbę 220 mln użytkowników w porównaniu do 217 mln w Ameryce. Tym samym Chiny stały się największym rynkiem webowym pod względem liczby użytkowników. Pod względem wartości jeszcze długo będą w tyle, ale i tu będą sukcesywnie zmniejszać dystans.
Warto pamiętać, że penetracja internetu (liczba osób używających internetu w porównaniu do populacji kraju) w USA to 72% i prawie już nie rośnie, a w Chinach wciąż zaledwie 17% – w perspektywie kilkunastu lat ten rynek zrobi się naprawdę gigantyczny wraz ze wzrostem penetracji. Liczba użytkowników w Chinach w ciągu 2007 roku wzrosła o 53% z 137 milionów pod koniec 2006 roku do 210 milionów na koniec 2007. Ostrożne szacunki mówią o wzroście 33% w 2008 roku z liczbą 280 mln internautów pod koniec grudnia.
Więc jaka przyszłość czeka rynek wyszukiwarek?
Podział rynku amerykańskiego wyszukiwarek raczej drastycznie się nie zmieni. W Europie i Ameryce Łacińskiej Google zgarnął niemalże wszystko i nie widać nikogo, kto mógłby mu zagrozić. Na tych rynkach raczej niewiele się zmieni. Batalia rozegra się w Chinach, gdzie możliwe będą dwa rodzaje zmian. O jednych już wiecie – liczba użytkowników w Państwie Środka będzie rosnąć i to w lawinowym tempie. Drugie to proporcje podziału rynku między Google i Baidu. Jeśli Google uda się nawiązać walkę z chińską wyszukiwarką, ich udział w światowym rynku wyszukiwarek (a co za tym idzie w reklamie online) będzie rosnąć, a w raz z nimi wartość akcji GOOG. Jeśli przegrają z Baidu, ich udział w światowym wyszukiwaniu może wreszcie spaść poniżej 50%. Ciężko stwierdzić co wówczas może się stać z wartością akcji Google, których wzrost reprezentuje tak naprawdę optymizm inwestorów odnośnie przyszłych, a nie aktualnych wyników firmy – gdy Google kiedyś wreszcie przestanie rosnąć, wycenę ich akcji może spotkać spora korekta.
Tyle w temacie liczb i statystyk. Mam nadzieję, że lubicie czasem – podobnie jak ja – popatrzeć na tzw. big picture i na to, co dzieje się w światowym webie jeśli popatrzeć na niego z pewnej odległości, jak na pewną całość.
Przeczytaj także:
- Duży debiut giełdowy rosyjskiej wyszukiwarki – Yandex chce wejść na giełdę wyceniając się na 5 mld dolarów
- Wyszukiwarka mp3 od Google – w Chinach
- Wyszukiwanie 2.0 – Yahoo testuje zupełnie nową wyszukiwarkę
- Web 2.0 w Chinach
- Ile osób w Polsce używa Google Chrome


Ja osobiście nie spodziewam się, że Google nawiąże mocną walkę z Baidu. To rynek raczej hermetyczny i zamknięty – przynajmniej tak uważam. Ale dystans pomiędzy tymi firmami też nie będzie się specjalnie zwiększał.
Ja też zbytnio nie liczę na to i o odmienności tego rynku parę razy już pisałem. Ale pamiętam statystyki sprzed mniej więcej roku, kiedy mówiło się, że Baidu ma około 80% (plus minus, czerpię teraz z pamięci), więc wydaje się, że dystans jednak maleje. Dlatego osobiście nie decyduję się na żadne prognozy i po prostu będę się przyglądał. :)
Bartku, jak zwykle dziekuje bardzo :) Uwielbiam szczegolnie te wpisy, w ktorych poslugujesz sie liczbami i procentami.
Odnosnie spadku / zysku Google w kontekscie Chin dobrym pytaniem jest, jakim rynkiem sa Chiny – czy glownie produkcyjnym, czy takze (i w jakim stopniu) konsumpcyjnym…
@webjay: raczej jakim będzie. Popyt wewnętrzny właśnie się w Chinach budzi. To nic, że tych 220 mln chińskich internautów wydaje kilkakrotnie mniej w internecie niż 217 mln Amerykanów. Istotne jest to, że za ileś tam lat 600 mln chińskich internautów wyda znacznie więcej niż 250 mln Amerykanów. :)
racja :) tylko ciekawe ile lat poczekamy na to, aby Chiny dorownaly wydatkom amerykanow? ;) Moze to nigdy nie nastapic… Nie mniej, przeciez najlepsze interesy robilo sie na mikrowydatkach (zyletka vs brzytwa/golarka elektryczna, chusteczki higieniczne vs chusteczka jedwabna) ;) wiec IMHO jest tam rynek, a na co – pokaze ktos sprytny w ciagu kilku lat…