Jak Twitter może ratować życie – czyli masowa komunikacja w sytuacjach emergency

Bartek Raciborski
(2 kwi 2008, 12:00)

O microblogingu wielu z nas ma wyrobione zdanie. Dla wielu jest fajną zabawą, wielu traktuje go jak skuteczny sposób na bycie w kontakcie z wieloma znajomymi, inni używają go do rozpowszechniania wiadomości i zbierania feedbacku, jeszcze inni nie widzą w nim większego sensu.

Ale to może być też istotny kanał komunikowania się w istotnych sprawach. Pamiętacie, gdy użytkownicy blipa informowali się o Emmie? Dla nich to była głównie zabawa – ot jakiś wietrzyk trochę większy, zabawnie jest komentować u kogo tańczą drzewa a u kogo jest cisza. Ale są też miejsca na świecie, gdzie ludzie nauczyli się żyć z codziennym zagrożeniem trzęsieniami ziemi albo gdzie większy wietrzyk oznacza solidne tornado poważnie zagrażające zdrowiu i życiu – gdzie ludzie w przypadku zagrożenia chowają się pod stołami, stają w futrynach drzwi albo wręcz schodzą do piwnic. Nie zawsze systemy ostrzeżeń, jak na przykład syreny alarmowe, działają, a bardzo często są po prostu mocno spóźnione.

798304_64dc02253e.jpg
fot. 3aodia (Creative Commons)

Annie Jackson pisze o tornado w Edmont kilka dni temu i o tym jak Twitter świetnie spełnił swoje zadanie jako doskonałe medium komunikacji między ludźmi. Schowani w piwnicach śledzili na swoich telefonach komórkowych informacje od znajomych, dzięki czemu dokładnie wiedzieli gdzie w danej chwili znajduje się tornado, u kogo są zaniki prądu, a u kogo jest już po wszystkim. Zanim powstał Twitter taka komunikacja byłaby niemożliwa. Nikt nie wysyłał przecież masowych SMSów do dziesiątek znajomych, więc siedząc w piwnicy można było co najwyżej wsłuchiwać się w lokalne radio z jego rzadkimi i bardzo ogólnymi komunikatami. Nie do porównania z wiedzą na temat tego, co dzieje się w miejscach, które dokładnie potrafimy zlokalizować – u naszych znajomych kilka czy kilkanaście kilometrów na wschód, zachód, północ czy południe.

Pomyśleć można o wielu różnych sytuacjach, w których wzajemne informowanie się na Twitterze wprowadza nową jakość. Choćby zamachy terrorystyczne 9/11 czy późniejsze zamachy w Londynie czy Madrycie. Wówczas setki tysięcy ludzi zastanawiały się, czy ich rodzina i znajomi są bezpieczni. Do tych najbliższych, oczywiście, dzwoniono, ale przecież nikt nie dzwonił do wszystkich pięćdziesięciu, stu znajomych, których los mniej lub bardziej go interesował, a którzy mogli znajdować się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. Dzisiaj wystarczyłoby zajrzeć na Twittera i zobaczyć, że wszyscy nasi bliźsi i dalsi znajomi są cali i zdrowi – i pewnie twitterują o tym, co się stało.

Blip mniej mobilny od Twittera

Czy to zadziałałoby w Polsce? Niekoniecznie. Co prawda wiele osób korzysta z blipa przez telefon, ale jest to raczej komunikacja jednostronna – po prostu wysyłają wiadomości SMS i MMS. Raczej bardzo niewielu czyta blipa przez komórkę. O Pingerze nawet nie wspominam, bo to nie jest serwis microblogingowy (znacznie bliżej mu do klasycznych blogów). Owszem, zdarzało mi się parę razy zalogować na blipa przez komórkę, ale jest to bardzo, ale to bardzo niewygodne (nawet nie ma dedykowanej wersji mobilnej, nic mi też nie wiadomo o żadnym dedykowanym kliencie np. na Nokie/Symbiana). Blipa czyta się więc raczej z komputera, ale już taki Twitter jest używany mobilnie dużo pełniej, bo dwukierunkowo.

To jeden z przykładów na to, jak microbloging zmienia życie i sposób komunikowania z innymi ludźmi. Nie zawsze musi być to tylko zabawa – jak się okazuje, czasem zastosowanie może być jak najbardziej poważne i bardzo przydatne.

6 skomentuj
zasubskrybuj RSS bloga

Przeczytaj także:

Komentarze (6):

RSS komentarzy, Trackback

Skomentuj