Blogerzy, linkujmy! O co tak naprawdę chodzi w tym linkowaniu?
Razem z Kubą Filipowskim i Marcinem Jagodzińskim włączyłem się w akcję Linkujmy! Jest to manifest i apel do blogerów żeby nie zapominali o tym, że ideą powstania HTML i całego WWW w ogóle, był hipertekst – sieć powiązań między stronami. To właśnie odróżnia nas od papieru, że dowolne słowo w naszym tekście może być odnośnikiem do innej strony, która uzupełni i wzbogaci nasze treści. Dlatego zachęcam Was wszystkich do linkowania oraz do przyłączenia się do akcji – na stronie Linkujmy znajdziecie przycisk, który możecie u siebie umieścić żeby promować ten apel. Ja umieściłem u siebie w prawej kolumnie bloga. Dlaczego naprawdę dobrze jest linkować? O tym poniżej.

Akcja zbiegła się z zupełnie przypadkiem z moim wczorajszym tekstem o rzetelności dziennikarzy i blogerów przy powoływaniu się na źródła (już po tym tekście odezwał się do mnie Kuba i opowiedział o akcji jaką planuje). Nie będę go streszczał, kto ma ochotę niech kliknie i przeczyta, ale po przeczytaniu komentarza Pawła Wimmera chciałbym temat nieco rozwinąć. Bo Paweł zrozumiał mój tekst nieco opacznie i wydaje się nie chwytać całej idei linkowania na blogach.
Czy to ważne kto był pierwszy?
W tym wszystkim zupełnie nie chodzi o to żeby być pierwszym w łańcuszku linkowania. Nie chodzi też o to żeby piszący kolejne teksty wyszukiwali tego pierwszego, który napisał na dany temat i właśnie do niego linkowali. Niech ten czwarty w łańcuszku zalinkuje do trzeciego i też będzie pięknie.
Nie chodzi o pozycję w łańcuszku, ale o sam fakt istnienia tego łańcucha. Jeśli jako blogerzy przeczytacie o czymś i napiszecie u siebie nie linkując do swoich źródeł, bezpowrotnie ten łańcuch przecinacie. Wasi czytelnicy nie mają szansy poznać innego punktu widzenia na ten temat. Zamykacie ich w ograniczonej puszce Waszych własnych opinii starając się być dla nich alfą, omegą i Bóg wie czym jeszcze. To takie strasznie mediowe, okropnie niewebowe, potwornie pod wezwaniem “nie będziesz miał blogów cudzych przede mną”.
Nawet jeśli w Waszym źródle nie ma nic ponad to co napisaliście sami, zalinkujcie! Tamto źródło też do czegoś linkowało i jeśli nie bezpośrednio tam to dwa linki dalej Wasi czytelnicy mogą znaleźć coś więcej. Być może znajdą ciekawe opinie w komentarzach albo podążą za trackbackami. Nie odbierajcie swoim czytelnikom tej najlepszej rzeczy jaką ma web. Nie starajcie się być dla nich wyrocznią, początkiem i końcem webowego wszechświata. Bo jakbyście się nie starali to nimi nie jesteście i nie będziecie.
Zatem szacunek dla cudzych tekstów, o którym pisze Paweł i rezerwuje go tylko dla tekstów oryginalnych, to tylko jedna strona medalu. Nawet jeśli cudzy tekst opiera się na jeszcze innym tekście, zalinkujmy (czy to bezpośrednio do poprzedniego, czy do jeszcze wcześniejszego – w tym kontekście to obojętne). To po prostu wzbogaca przekaz. Nawiasem mówiąc, Pawle, mój tekst o VOIP w n-k był moim własnym, oryginalna notka z naszej-klasy ograniczała się do dwóch linijek (ale zamknijmy już temat bo zupełnie nie chodzi mi o temat tego tekstu, ale o pewne zjawisko, którego był tylko przykładową ilustracją).
Linkowanie w praktyce – na przykładzie
Jak to wszystko wygląda w praktyce? Ot choćby tak jak w moim tekście o przejęciu Bebo. Mimo iż tekst jest w 100% autorski i zawiera moją własną analizę transakcji, jej genezy i skutków, to zalinkowałem do Techcrunch, u którego na news o przejęciu trafiłem. Więcej – przed opublikowaniem tekstu wyszukałem w moich RSS inne teksty o sprzedaży Bebo. Znalazłem kilka w polskiej blogosferze i dodatkowo zalinkowałem do Antywebu, mimo iż nawet nie korzystałem z niego przy pisaniu – ale uważam, że warto dać czytelnikom sznurki, którymi mogą podążyć szukając czegoś więcej na dany temat – a nie wszyscy lubią sznurki anglojęzyczne. Właśnie to nazywam dobrym linkowaniem.
Dla odmiany zalinkowany przez mnie AntyWeb nie powołał się w tekście o Bebo na żaden link, choć jak sądzę Michael Birch nie zadzwonił do Grzegorza mówiąc “Gregory, I just sold my firm!”. Swoją drogą AntyWeb jeszcze do niedawna był właśnie jednym z tych blogów, które często zapominały o linkach. Ostatnio zauważam trochę zmian na lepsze – muszę pochwalić i powiedzieć: tak trzymać!
Podsumowując, linkujmy!
Musicie zrozumieć, że linki wzbogacają przekaz i dają dodatkową wartość Waszym czytelnikom. Nic na nich nie tracicie a możecie zyskać: uznanie czytelników, ich lojalność (jeśli widzę w czytniku RSS podobny temat w kilku serwisach to chętniej czytam w tym, który nie stara się być alfa-omega-wyrocznią i który da mi w bonusie parę sznurków do poklikania jeśli temat mnie zaciekawi) czy wreszcie ruch zwrotny dzięki trackbackom z innych blogów.
Jeśli linkowanie nie boli nawet tak popularnych blogerów jak Mike Arrington, to tym bardziej nie powinno boleć Was, mniejszych.
Dlatego Linkujmy!
Przeczytaj także:
- Rzetelność dziennikarzy i blogerów przy powoływaniu się na źródła
- Jedno z pierwszych przejęć blogów w Polsce, czyli Polygamia w Agorze
- Czy jest sens kupować jednoosobowy blog za grubą kasę? Blog sprzedany za 15 mln dolarów
- Blog Day 2008 – pięć ciekawych blogów ode mnie
- Statystyki kłamią, czyli ilu TechCrunch ma prawdziwych subskrybentów RSS
Komentarze (20):
Dyskusja na innych blogach (trackbacks):
- Webstop: Przystanek Web » Blog Archive » Rzetelność dziennikarzy i blogerów przy powoływaniu się na źródła
- Linkujmy :) « Obserwuję, myślę, piszę - blog Goldenrose
- Apple Blogger | Linkuj z głową
- Blog Adama
- Mikroplotek - wesoła blogosfera | MIKOWHY pe.el
- CyberScyzor » Blog Archive » Linkujmy
- Blogujemy? Linkujmy! | Blog Adama Aleksandra Klimowskiego
- iZbieractwo.pl


A właśnie, że do mnie dzownił Michael :)
Na poważnie to mam problem z linkowanie kiedy patrząc w RSS widzę, że co drugie źródło podaje jakiś news. Tak było w przypadku BEBO, pisali o tym wszyscy i wszędzie więc trudno było stwierdzić do kogo wstawić link.
Oczywiście nie chce się tłumaczyć bo linkowanie do źródła to jak najlepsza praktyka – chcę pokazać tylko, że nie wszystko zawsze jest czarno białe.
czyli przyłączysz sie do akcji Grzegorzu?
Ależ ja jestem jak najbardziej za linkowaniem, tylko stwierdziłem, że w pewnym miejscu jest granica sensowności. Zresztą, jak tak przejrzałem swoje wpisy wstecz, nie mam znowu tak strasznie wiele do linkowania, bo zdecydowana większość to jednak “twórczość” oryginalna, nawet jak źródło surowej informacji jest za oceanem.
Nie za bardzo chcę linkować gdziekolwiek, byle był odsyłacz.
W sumie zresztą nie tak wiele się różnimy podejściem.
Jasne, że czasem jest problem. Jeśli żadne źródło się nie wybija to linkuję do tego, na które trafiłem najpierw albo do tego które mam otwarte pod ręką – przy braku różnic jakościowych to już robi mniejszą różnicę gdzie zalinkujesz. Ważne żeby tego linkowania nie urywać i nie odcinać się (i czytelników). :)
Jestem ;-)
I nawet ja jestem za linkowaniem, ale przede wszystkim jestem za:
- rozsądkiem,
- rozwagą,
- otwartością umysłów.
Nie należy bowiem robić niczego dla sztywnych zasad, które zazwyczaj ograniczają, ponieważ życie i Internet są zbyt dynamiczne. Dziś mówicie linkujmy, jutro będzie jakiś inny trend. Działajmy zatem tak, by było optymalnie, a nie zgodnie z jakąś zasadą. Zafiksowaliście się na linkowanie i będziecie teraz ewangelizować wszsytkich niewiernych. A Paweł Wimmer znów Wam mówi: “Nie za bardzo chcę linkować gdziekolwiek, byle był odsyłacz”. Rozumiecie, co Wam Paweł Wimmer mówi?
Ja rozumiem. I rozumiem co mówi Bartek. Myslę, że w parze z deklaracjami rozsądku i rozwagi nie powinno iść wkładanie ludziom w usta słów których nie napisali. Nikt nie mowi o “sztywnych zasadach ” tylko o “dobrych praktykach”. To jest różnica.
pogrzebacz – ale linkowanie do źródeł i linkowanie do ciekawych wypowiedzi w tym samym temacie to nie jest linkowanie “byle był odsyłacz”. Jeśli piszesz o czymś jako pierwszy, to nie powołujesz się, bo nie masz na co. Jeśli przed Tobą były inne wypowiedzi, to może warto się zastanowić czy nie wniosły czegoś ciekawego, innego. A jeśli tak – to pokazywanie innego spojrzenia jest istotą dyskusji, a pokazywanie innych stron o tym samym – istotą Internetu…
Moim zdaniem brak linkowania to przypisywanie sobie cudzej własności intelektualnej. W internecie cieniutko jest jeszcze z przestrzeganiem prawa, ale abstrahując już od tego, wydaje mi się że dla większości internautów, bardziej wiarygodny jest news w którym są odwołania do źródeł + własne przemyślenia. (Swego rodzaju bibliografia)
Dla mnie autor jest na dużym minusie gdy wezmę zdanie newsa, wklepie w google i się okaże, że wcześniej były te same informacje gdzieś indziej. Etyka, eh.
I właśnie takie opinie jak Pavel-a zrażają mnie do takich akcji, kompletnie myli on linkowanie z kopiowaniem czy cytowaniem do tego rzuca oskarżenia i opowiada ogólniki.
Mylę kopiowanie/cytowanie z linkowaniem? Interesujące.
Napisałem tyle, że kopiowanie informacji z innego serwisu, bez podania źródła (aka linkowania) jest nieetyczne i możliwe, że niezgodne z prawem (o ile mnie pamięć nie myli, autor decyduje o zasadach przedruku).
A brak podawania źródła informacji przetworzonej (aka napisanej własnymi słowami) jest moim zdaniem nieetyczne.
Z którą teorią sie nie zgadzasz?
Większość nie chce linkować, bo to wychodzący traffic teoretycznie. W praktyce, u mnie około 20% czytelników klika na linka w tekście. Jeśli tekst jest dobrze zredagowany (ma wyczerpujące informacje), to czytelnik nie będzie miał potrzeby klikać, a hołd zostanie oddany, zaś PR podwyższony :)