Kto zyskał na przepychance Yahoo z Microsoftem dotyczącej przejęcia?
O próbach przejęcia Yahoo przez Microsoft czytaliście na pewno wielokrotnie w wielu miejscach w sieci, choćby Grzegorz na AntyWeb regularnie relacjonuje przebieg tej sprawy trwającej już ponad trzy miesiące. Ostatecznie Microsoft wycofał ofertę sprzedaży, choć oczywiście niekoniecznie musi oznaczać to koniec starań o przejęcie – być może tylko zmianę strategii. Jeśli Yahoo powinie się noga i nie zdoła uzyskać wzrostu wartości firmy w ciągu kilku miesięcy, ponowna oferta może okazać się skuteczna.
Pomijając wielką niechęć zarządu Yahoo do tego przejęcia wynikającą z przyczyn nie-finansowych, oficjalnie spór dotyczył pieniędzy. Microsoft zaoferował najpierw $31 za jedną akcję Yahoo, a potem podwyższył ofertę do $33. Zarząd Yahoo natomiast deklarował, że jakiekolwiek poważne rozmowy o sprzedaży może podjąć dopiero przy cenie $37 za akcję. Te kilkudolarowe różnice na jednej akcji oznaczają kilkumiliardowe różnice w wycenie firmy (której własność podzielona jest na prawie 1,4 miliarda akcji).
Co na to giełda?
Yahoo jest notowane na nowojorskim NASDAQ więc kurs akcji jest bardzo dobrym wyznacznikiem aktualnej (chwilowej) wartości firmy. Pod koniec stycznia, na dzień przed złożeniem przez Microsoft oferty kupna za $31, akcje Yahoo były wyceniane na giełdzie na $19. Oferta Microsoft zawierała więc solidną, ponad 60% premię za sprzedaż całości firmy. Oczywiście firma z Redmond wykorzystała dekoniunkturę – akcje większości firm znacząco spadły od listopada zeszłego roku. Również Yahoo kilka miesięcy wcześniej było wyceniane na $30 za akcję. Nie mniej jednak w stosunku do ówcześnej wyceny giełdowej, oferta MSFT była atrakcyjna. Wielu akcjonariuszy YHOO z chęcią sprzedałoby akcje w tej cenie.
Dzień po złożeniu oferty zareagowali inwestorzy giełdowi i cena akcji Yahoo wzrosła z $19 do $29 – wiadomo, taka cena wciąż dawała dwudolarowy zysk w przypadku gdyby transakcja doszła do skutku. Przez ostatnie trzy miesiące cena akcji krążyła w zakresie $25-30 podczas gdy inwestorzy wyczekiwali na zamknięcie transakcji. Po wycofaniu oferty kupna przez Microsoft cena akcji Yahoo spadła do poziomu $23 na otwarciu dzisiejszej sesji nowojorskiej giełdy (po czym odrobinę wzrosła i w tej chwili jest na poziomie $24,70). Ostatnia sesja przed weekendem zakończyła się ceną $28,70 za akcję, widać więc jak inwestorzy przecenili akcje YHOO gdy dowiedzieli się, że zniknęła możliwość pozbycia się ich za $33 w niedalekiej przyszłości.
Yahoo się spręża, ale kiedy będzie warte $37 za akcję?
Yahoo nie spało przez te trzy miesiące. Zarząd robił wszystko, żeby wyniki za pierwszy kwartał były lepsze od prognozowanych oraz starał się wykonywać strategiczne ruchy obiecujące znaczny wzrost przychodów w przyszłości. Zapewne dlatego cena akcji po wycofaniu oferty MSFT nie spadła aż do poziomu sprzed złożenia tej oferty.
Czy oferta MSFT faktycznie była taka zła? YHOO już ponad dwa lata nie było warte więcej niż owe $33. Maksimum wartości firmy przypadło na styczeń 2006, kiedy była wyceniana na $43 (mowa o czasach “pobańkowych”, w trakcie pierwszej bańki akcje firmy kosztowały ponad $100, po czym spadły do $6). Wkrótce po tym, bo już w lutym 2006, spadły do poziomu $33 i już nigdy później nie wybiły się ponad, a w przeddzień oferty MSFT były warte $19. Dla krótkoterminowych inwestorów spekulacyjnych oferta Microsoft była rewelacyjna.
Żeby osiągnąć oczekiwaną przez zarząd wartość $37, kurs akcji firmy musiałby wzrosnąć o 54% w stosunku do dzisiejszego $24. To bardzo dużo, ale jest to do osiągnięcia jeśli firma faktycznie ostro weźmie się do walki o rynek reklamowy i przychody. Jeśli spojrzeć na najnowszą historię firmy, to dokładnie taki wzrost zanotowała w ciągu 11 miesięcy cztery lata temu. W styczniu 2004 jej akcje kosztowały $24 a już w grudniu $37. Oczywiście inny był wtedy rynek i inne możliwości.
Kto zyskał na całym zamieszaniu z przejęciem?
Nie da się ukryć, że firma właśnie dostała solidnego kopa motywującego, w dodatku zarząd postawiony jest pod ścianą – wielu udziałowców YHOO będzie żądnych krwi i spadających głów jeśli firma w relatywnie krótkim czasie nie osiągnie wartości choćby owych oferowanych przez MSFT $33 za akcję. Jerry Yang i spółka położyli na szali swoje głowy (nie tylko stanowiska ale i ewentualne pozwy przez akcjonariuszy o działanie na szkodę firmy) i będą naprawdę starać się udowodnić, że ich decyzje nie były błędne.
I jak sądzę uda im się to, bo Yahoo ma odpowiedni potencjał. Na całym zamieszaniu najbardziej zyskają więc chyba ci akcjonariusze firmy, którym nie jest spieszno ze sprzedażą akcji. Jeśli komuś zależało na szybkim spieniężeniu udziałów, oferta Microsoft była na pewno bardzo dobra, ale ci którzy liczą na solidny wzrost wartości firmy w długim okresie na pewno mogą spać spokojnie – w obecnej sytuacji zarząd będzie starał się zwiększyć wartość firmy na 120% procent swoich możliwości.

Przeczytaj także:
- Czy Jerry Yang został odsunięty? Czy Yahoo już przepadło?
- Finalna bitwa o Yahoo – marne szanse zarządu (oraz jak zarobić 800 mln dolarów w dwa miesiące)
- Krojenie Yahoo na kawałki to fatalny pomysł
- Rackspace IPO – pierwszy debiut giełdowy w IT po półrocznej przerwie
- Agora w szale zakupowym?
Komentarze (7):
Dyskusja na innych blogach (trackbacks):
- Yahoo wraca do negocjacji z Microsoftem ale bez Yanga !? at AntyWeb
- Webstop: Przystanek Web » Blog Archive » Czy Jerry Yang został odsunięty? Czy Yahoo już przepadło?


nie znam się na tym specjalnie ale imo microsoft będzie się śmiał ostatni. Jerry Yang wkrótce zostanie odstrzelony a udziałowcy zmuszą Yahoo do sprzedaży. tak sobie gdybam. fakt faktem, że będą naciski na skuteczność. powinni coś mocniej podziałać z searchem bo jako jedyni mają tyle rynku, żeby konkurować na tym polu z Google. to co robią z tym search monkey to jest fajny kierunek
Redmon_d_, nie Redmon_t_
@khr: Dzięki za zauważenie, poprawiłem.
moja wersja zaczyna się potwierdzać http://thenextweb.org/2008/05/06/yahoo-shareholders-extremely-angry-yang-ready-to-deal/
Zarząd Yahoo! przeczuwa, że w razie przejęcia wywalą ich z posadek, więc Microsoftowi pozostaje wrogie przejęcie.
W takich przypadkach zwykle opłaca się trzymać akcje.
Oczywiście bossowie MSFT mogą na przykład zatrudnić jakiś fund, który na ich zlecenie będzie sypał akcjami i spychał kurs w dół, więc wcale nie musi być różowo dla trzymających.
Na pewno w razie zjazdu, warto się przyjrzeć akcjom YHOO.