Czy Jerry Yang został odsunięty? Czy Yahoo już przepadło?
Gdy dwa dni temu pisałem o sytuacji Yahoo po wycofaniu oferty przez Microsoft, miałem nadzieję, że zarząd Yahoo będzie miał choć trochę czasu na udowodnienie, że wie co robi. Ale jeśli prawdą jest to o czym pisze Erick Schonfeld na TechCrunch, że Jerry Yang został odsunięty (po polsku przeczytacie o tym na AntyWeb), to być może dla Yahoo nie ma już szans na uratowanie ze szponów Microsoftu.
Na pewno wielu akcjonariuszy Yahoo było wściekłych za opór Yanga – i o tych udziałowcach przeczytać można było w newsach. Ale Yang nie byłby w stanie opierać się ofercie Microsoftu nie mając za sobą innej części udziałowców. Niezadowolenie zawsze głośniej krzyczy i jest lepiej słyszalne – grupa wspierająca Yanga niekoniecznie wikłała się w medialną szopkę. Pisząc to nie mam pojęcia czy/kto popiera Yanga, ale z mediów wiemy jedynie kto głośno protestował, więc możemy się domyślać, że Yang miał wsparcie choć części pozostałych, o których nie było słychać.
Hipotetyczne odsunięcie Yanga jest bardzo wyraźnym sygnałem i niemalże wyartykułowaną prośbą w stronę Microsoftu o ponowienie oferty na poziomie $33 za akcję. Jeśli tak się stało, to transakcja najprawdopodobniej dojdzie do skutku, jak sądzę na poziomie $33-34.
Tymczasem akcje Yahoo po spadku z $29 do $23 po wycofaniu oferty przez Microsoft, od dwóch dni nieśmiało rosną i po wtorkowej sesji są na poziomie $25,72. Być może stało się tak w wyniku refleksji inwestorów, którzy stwierdzili, że zbyt mocno przecenili YHOO podczas weekendu, ale możliwe jest również to, że jest to efekt plotek o odsunięciu Yanga i prawdopodobnym powrocie do negocjacji z Microsoft.
Moja osobista opinia jest taka, że Microsoft może jedynie popsuć Yahoo, jeśli przejmie firmę. Im silniejszą integrację przewiduje MSFT po przejęciu, tym gorzej może się to skończyć dla YHOO. Sądzę też, że Yahoo byłoby w stanie uzyskać giełdową wycenę akcji na poziomie $33 jeszcze w tym roku, jeśli udałoby im się nie sprzedać firmy.
Trzeba jednak pamiętać, że głównymi udziałowcami Yahoo są fundusze inwestycyjne i dla części z nich ostatni rok był dosyć ciężkim okresem. Na pewno mają mocną presję na poprawienie wyników. Zamiast czekać pół roku na ewentualne osiągnięcie przez Yahoo wartości $33 za akcję wolą zrealizować zyski na tym poziomie już dzisiaj, a uwolnioną gotówkę ponownie zainwestować w co innego, z nadzieją na kolejne zyski (połowę, którą Microsoft chce zapłacić w gotówce – drugą połowę wymienić na akcje MSFT, a akcje giganta z Redmond są przecież dla funduszy równie dobre do długoterminowego trzymania jak YHOO, więc nie mają nic przeciwko). W całej batalii MSFT vs. YHOO uczestniczy tak naprawdę bardzo wiele różnych stron i każda z nich ma swoje własne cele i interesy.
Przeczytaj także:
- Kto zyskał na przepychance Yahoo z Microsoftem dotyczącej przejęcia?
- Krojenie Yahoo na kawałki to fatalny pomysł
- Finalna bitwa o Yahoo – marne szanse zarządu (oraz jak zarobić 800 mln dolarów w dwa miesiące)
- Garść statystyk z rynku webowego
- O rzekomym exodusie pracowników z Yahoo
Komentarze (2):
Dyskusja na innych blogach (trackbacks):


a nie mówiłem? ;)