Czy Facebook szykuje się na giełdę?
Pod koniec zeszłego roku pisałem o tym, że Facebook jest w dobrym momencie do wejścia na giełdę – dzisiaj jestem do tego jeszcze bardziej przekonany.
Wymiana top managementu
Jeden z twórców serwisu, Adam D’Angelo, ogłosił właśnie odejście z firmy. Adam, jako CTO Facebooka, odpowiedzialny był za całą techniczną stronę przedsięwzięcia od samego początku serwisu. To zwalnia miejsce na zatrudnienie kogoś bardziej doświadczonego niż 23-letni Adam, któremu na pewno nie można odmówić wiedzy, umiejętności, ani sukcesów, ale powiedzmy szczerze: w młodych i gniewnych lubią inwestować fundusze wysokiego ryzyka (venture capital) – giełda woli jeśli firmą zarządzają osoby z większym doświadczeniem.
Przez jakiś czas Facebook sukcesywnie wymieniał cały top-management właśnie na osoby z doświadczeniem. W kwietniu pisałem o zatrudnieniu jako COO Sheryl Sandberg, będącej jedną z twórców finansowego sukcesu Google. Kilka dni temu Facebook zatrudnił Elliota Schrage, dotychczasowego szefa PR Google. W zeszłym roku do grona top executives dołączyli Gideon Yu jako CFO (wcześniej CFO YouTube), Chamath Palihapitiya jako VP Product and Operations (wcześniej VP w AOL) czy Benjamin Ling jako Director of Platform Product (wcześniej Product Management Director w Google).
Wśród zarządzających firmą zostały już chyba tylko dwie osoby, które tworzyły Facebook od początku – Mark Zuckerberg i Dustin Moskovitz. Ta wymiana kadr z młodzików na weteranów może, ale nie musi oznaczać przygotowań do debiutu giełdowego.
Potrzebna gotówka
Facebook jednak potrzebuje pieniędzy. W zeszłym roku szukał inwestorów skłonnych wyłożyć 500 milionów dolarów, ale znalazł tylko około $400M ($240M od Microsoft w pamiętnej i głośnej transakcji z waluacją 15 miliardów dolarów i krótko potem $150M od braci Samwer i biznesmena z Hong Kongu, Li Ka-Shing). Najwyraźniej nie udało się znaleźć inwestorów chętnych do zainwestowania ostatnich $100M w formie przejęcia udziałów, bo przedwczoraj firma ogłosiła, że pożycza 100 milionów dolarów od funduszu inwestycyjnego. Zgodnie z planem na rok 2008, Facebook ma wydać 100 milionów więcej niż zarobi. To oznacza, że pożyczonych $100M w najbliższym czasie nie będzie z czego oddać. Wystarczą one na jakiś czas, a potem firma znów będzie potrzebowała zastrzyku gotówki.
Dwa plus dwa równa się cztery
Te wszystkie elementy układanki pachną mi debiutem giełdowym w ciągu najbliższych trzech kwartałów. Bardzo ciekawi mnie na ile giełda wyceni Facebooka.
Przeczytaj także:
- Facebook zatrudnia współtwórcę finansowego sukcesu Google
- Duży debiut giełdowy rosyjskiej wyszukiwarki – Yandex chce wejść na giełdę wyceniając się na 5 mld dolarów
- Aplikacja Facebook sprzedana za 3 miliony dolarów
- Z ciekawostek: karuzela zatrudnienia w Dolinie Krzemowej
- Do wielkich możliwości trzeba podejść z głową


Jedna uwaga — troszkę czepiactwo — po polsku piszemy 150 mln dolarów albo 150 mln $ (rzadziej $150 mln), ale na pewno nie $150M.
Nie podobają mi się takie kalki i już.
A poza tym wszystko OK :o)
Zasadniczo masz rację, ale pozwalam sobie na tym blogu na różne konstrukcje językowe, które niekoniecznie znajdziesz w obowiązującym słowniku. Język jest tworem żywym i ciągle zmieniającym się, a ja wolę napisać “$150M” zamiast “150 milionów dolarów”. Zwłaszcza jeśli w tekście obok siebie występuje wiele takich liczb – inaczej w co drugiej linijce by były “miliony dolarów” co nie wpłynęłoby pozytywnie ani na czytelność tekstu ani na przyjemność czytania.
No ale jeśli ktoś na co dzień w mowie potocznej nie używa równie mało polskiego “okej” to niech we mnie rzuca kamieniem. ;-)
OKej jest już tak wrosłe w język Mickiewicza, Kochanowskiego i Olisadebe, że nawet moja Babcia pisze tak w esemesach (rocznik 20-ty!)
A jakby zobaczyła $150M to pewnie miałaby zgryz. Pewnie nie piszesz dla mojej Babci ;-) ale czuję, że jeszcze paru czytelników też miało taką myśl ‘dolarów malezyjskich? majalskich?’ ;-)))
No co Ty, przecież tam są ringgity a nie dolary. ;-)))