TechCrunch próbuje wycenić serwisy społecznościowe, między innymi naszą-klasę
Mike Arrington zrobił kawał analitycznej roboty i spróbowal oszacować wartość serwisów społecznościowych na podstawie ich potencjalnych przychodów z reklamy. W tym celu sprawdził wartość wydatków na reklamę w przeliczeniu na użytkownika internetu w poszczególnych krajach i zastosował ją jako wagę do ilości użytkowników serwisów społecznościowych pochodzących z tych krajów.
Czyli jeśli dwie sieci posiadają po milion unikalnych użytkowników odwiedzających je co miesiąc, ale jedna z nich działa w kraju, gdzie przeciętne wydatki na reklamę w przeliczeniu na użytkownika są dwa razy większe niż kraj operowania drugiej, to ta pierwsza powinna być wyceniona dwukrotnie wyżej.
Ważony ranking wartości serwisów
Bazując na tych założeniach Mike wziął pod lupę 25 serwisów społecznościowych, w tym polską naszą-klasę. W przypadku serwisów międzynarodowych rozbił ich popularność na poszczególne kraje (tutaj znajdziecie arkusz z danymi). Według tej metodologii, przykładowo, Orkut, mający zaledwie czterokrotnie mniej użytkowników od MySpace, jest wyceniany dwudziestokrotnie niżej, gdyż większość jego użytkowników pochodzi z Brazylii i Indii, gdzie wydatki reklamowe – a co za tym idzie możliwość zarobienia na reklamie – są niskie.
To dosyć ciekawa metodologia porównania i chyba pierwsza, która w sensowny sposób stara się porównać wartość serwisów społecznościowych. Oczywiście ma wiele wad (o tym za chwilę), ale jest lepsza od najczęściej stosowanych porównanań liczby użytkowników serwisów.
Próba wyceny na podstawie rankingu
Na podstawie tych danych powstał ranking, w którym liderem jest MySpace. Wartość Facebooka jest na poziomie 75%, Bebo – 25%, a LinkedIn na poziomie 6% w porównianiu do MySpace. Żeby to przeliczyć na dolary, można porównać ten ranking do ostatnich transakcji na rynku sieci społecznych – sprzedaży Bebo za 850 mln USD czy inwestycji w LinkedIn lub Facebooka.
Jeśli za wyznacznik przyjąć kwoty, za które inwestorzy przejmowali niewielkie fragmenty Facebooka i LinkedIna, wartość MySpace wychodzi na poziomie 18-20 miliardów dolarów, a naszej-klasy 500-550 milionów dolarów (1,1-1,2 mld zł). Jeśli za wyznacznik przyjąć wartość sprzedaży całego Bebo, wówczas MySpace należałoby wycenić na 3,2 mld USD, Facebooka na 2,5 mld USD a naszą-klasę na 91 mln USD (200 mln zł).
Użytkownicy naszej-klasy zostali policzeni jako “reszta Europy”, gdyż Mike bazował na danych z raportu PriceWaterhouseCoopers, który prawdopodobnie wyróżniał tylko kilkanaście krajów, a dla pozostałych podawał przeciętne wartości dla całych grup. Użyty został wskaźnik $25 wydatków rocznie przeciętnie na jednego użytkownika internetu. Sprawdziłem, jak się to ma do polskiego rynku reklamowego, którego wartość w zeszłym roku osiągnęła 743 mln zł czyli 344 mln USD. Jeśli podzielić to przez 14 mln użytkowników internetu w Polsce, wychodzi wartość $24,6 przeciętnie na użytkownika – zakwalifikowanie więc nas jako “reszta Europy” nie zaburzyło rankingu dla naszej-klasy.
Co nie było brane pod uwagę
Metodologia Arringtona jest ciekawa i na pewno jest to dobry krok w kierunku szacowania wartości serwisów, nie uwzględnia jednak wielu rzeczy. Trzeba pamiętać, że każdy, automatyczny algorytm wyceniania biznesów musi być obarczony kolosalnym błędem, bowiem każdy z tych biznesów ma swoje specyficzne cechy i uwarunkowania, które mogą bardzo mocno wpływać na faktyczną wartość. Jeśli jednak chodzi o szybkie i bardzo obrazowe porównanie, to na pewno jest to lepsze niż zwykłe porównywanie liczby użytkowników.
Najważniejsze rzeczy, których ta metodologia nie obejmuje, to:
- Inne źródła przychodów niż reklama. Dla przykładu LinkedIn sporo zarabia na kontach premium – wielu użytkowników sieci jest skłonnych płacić za dodatkowe możliwości, skoro wykorzystują je do biznesu. Ja sam przez jakiś czas korzystałem z płatnych funkcjonalności i nie mogę powiedzieć, żebym żałował wydanych pieniędzy. Gdyby zatem uwzględnić model freemium, wartość LinkedIn powinna być znacznie wyższa niż używając tylko modelu sprzedaży reklam.
- Stopień zawłaszczenia rynku. Jeśli reklamodawca chce zareklamować się w sieciach społecznych w Wielkiej Brytanii, ma do wyboru Facebooka (14 mln użytkowników miesięcznie w UK), Bebo (12 mln) i MySpace (8 mln), które posiadają tam porównywalną liczbę użytkowników. Natomiast w Polsce nasza-klasa ma 12 mln użytkowników miesięcznie, a kolejne w rankingu popularności serwisy są już kilkakrotnie mniejsze: Fotka 3 mln i Grono 1 mln użytkowników miesięcznie. O ile więc budżet reklamowy przeznaczany na serwisy społecznościowe w UK ma szansę rozłożyć się w miarę równo pomiędzy wymienione serwisy, tak w Polsce nasza-klasa ma potencjał, żeby zagarnąć zdecydowaną większość część budżetów reklamowych przeznaczonych na społeczności.
- Wzrost wartości rynków. Wydatki na reklamę internetową w przeliczeniu na użytkownika w krajach rozwiniętych będą rosły znacznie wolniej niż w krajach rozwijających się. W USA wydaje się rocznie $130 na reklamę na jednego użytkownika, w UK $213, a dla przykładu w Polsce tylko $25. U nas jednak Ta wartość będzie szybciej rosnąć, zatem różnice będą się zmniejszać (choć oczywiście wciąż pozostaną spore). Jeszcze szybciej będą zbliżać się do liderów kraje naprawdę błyskawicznie rozwijające się, jak Indie, Chiny czy Brazylia. Dzisiaj miliony użytkowników w tych krajach pozwalają zarobić serwisom niewiele, ale za pięć lub dziesięć lat będzie to wyglądać zupełnie inaczej.
Pełny raport w formie tabelek oraz więcej komentarza na temat metodologii znajdziecie na TechCrunch.
Przeczytaj także:
- News dnia: MySpace kupiło Photobucket
- Google Friend Connect – serwis społecznościowy na wynos
- Gronowicze najmłodsi, użytkownicy Goldenline zarabiają najlepiej – profil użytkowników popularnych serwisów
- Kilka luźnych myśli o przejęciu Bebo
- Dlaczego w Europie (prawie) nie ma tematycznych społecznościówek?


Witam,
Bardzo ciekawy temat i na pewno jest to dobra podstawa do budowy modelu. Bowiem do projektów internetowych bardzo słabo pasują tradycyjne modele wyceny przedsiębiorstw. (Ile jest warta nasza-klasa metodą likwidacyjną :)
Jestem ciekawy, jak przedstawia się wartość aktywnego użytkownika serwisu. Jakiś czas temu słyszałem, że w przypadku NK jest to kilkanaście PLN. Zastanawiam się, czy w przypadku serwisów biznesowych skierowanych do inwestorów ze sporą gotówką wartość usera przekroczy 50 PLN. Co o tym myślicie?