28dni uruchamia bezpłatną wersję angielską, podczas gdy wciąż każe płacić polskim użytkowniczkom
Jak poczulibyście się jako klienci, gdyby produkt, za który płacicie, producent nagle zaczął oferować za darmo osobom innej rasy, innej płci albo innej narodowości? Albo nawet w innej wersji językowej. Innymi słowy – zaoferował go komuś innemu za darmo, podczas gdy od Was wciąż zamierzałby pobierać opłatę?
28dni, serwis pozwalający na śledzenie wszystkich parametrów związanych z cyklem menstruacyjnym, uruchomił swoją anglojęzyczną odsłonę, go28days. Początek jest chyba udany, bo zostali już zauważeni przez TechCrunch, co z kolei szybko zauważono w Polsce, ale mnie najbardziej interesuje zmiana modelu biznesowego. Polskie 28dni jest bowiem płatne, podczas gdy go28days oferowane jest za darmo.
Oczywiście nie jest to nic dziwnego, na świecie go28days będzie miało naprawdę sporo różnej konkurencji, więc próba wejścia na rynek z płatnym produktem skazana byłaby na niepowodzenie. Zastanawia mnie jedynie, jak poczułbym się jako klient 28dni, płacący 79 zł rocznie za korzystanie z serwisu, którego nagle powstaje angielska, darmowa wersja.
Oczywiście nikt nikomu nie broni przenieść się na go28days, choć rzecz jasna nikt też tego nie ułatwia – przenosząc się, użytkowniczki stracą całą swoją historię, która akurat w tym serwisie jest na pewno ważna. Być może można wprowadzić dane z przeszłości i ręcznie przepisać wszystkie historyczne dane, ale nawet jeśli, to przepisywanie wszystkich tych temperatur, godzin i innych danych z ostatnich 400 dni to spora bariera. Rzeczy, których przepisać się nie da, to komentarze do wykresów – i o ile moim samczym mózgiem niezbyt mogę pojąć (nawet nie próbuję) sens komentowania codziennych temperatur i wszystkich innych danych, to użytkowniczki najwyraźniej ten sens widzą, bo w polskiej wersji 70 tysiącom założonych wykresów towarzyszy milion komentarzy.
Czy firma mogła to zrobić inaczej? Skoro na świecie produkt oferowany jest za darmo, twórcy prawdopodobnie mają inny pomysł jak na nim zarabiać. Być może warto było spróbować wdrożyć ten nowy model również w polskim serwisie i – jeśli się sprawdzi – odejść od kont premium zarabiając na czym innym? Na pewno spowodowałoby to znaczny wzrost liczby użytkowniczek, a więc jeśli inne przychody rekompensowałyby brak abonamentu, to wzrost skali oznaczałby też wzrost ogólnych zysków serwisu. Oczywiście to jest łatwe do gdybania ale trudniejsze do zrealizowania. Swoją drogą ciekawe ile z tych 70 tys. wykresów w polskim serwisie to konta płatne, a ile nieaktywne już konta założone w ramach 30-dniowego, bezpłatnego okresu testowego
Czy zatem użytkowniczki 28dni mają prawo obrazić się na serwis? Czy 28dni mogło to zrobić inaczej? A może w ogóle nie ma o czym mówić? Nie twierdzę, że jest to jakiś wielki problem, prawdopodobnie zresztą większość użytkowniczek nawet go nie zauważy (nie znając angielskiej wersji), ale lubię zwracać uwagę na niuanse i detale, a ten wydał mi się interesujący i chyba dosyć unikalny, więc warty zastanowienia się nad nim. Ciekawy jestem Waszych opinii w tym temacie.
Przeczytaj także:
- IndexTools, lepsze od Google Analytics, za darmo? Być może
- Facebox = Pandora’s Spam Box
- Za ile sprzedano Naszą-klasę? Ile jest warta?
- Ciekawie o fotografii – 24foto.pl
- Darmowe oprogramowanie dzięki kryzysowi? CrossOver za darmo przez 24 godziny (uaktualnienie)
Komentarze (14):
Dyskusja na innych blogach (trackbacks):
- Virtuous cycle » Google News comes to Poland, go28days goes global
- 28dni uruchamia bezpłatną wersję angielską, podczas gdy wciąż każe płacić polskim użytkowniczkom | Wiadomości i informacje bloga


Autor jest zabawny. Jak ebay startował w Polsce to też nie rozumiał dlaczego początkowo nie pobierał opłat? Też zadawał pytania jak czują się ludzie “innej rasy”? Np. czarnoskórzy Amerykanie, którzy przecież płacą???
Dawno nie przeczytałem tak zakompleksionych wypocin i to kogoś kto prezentuje się na tej stronie jako “wizjoner”.
Trzymam kciuki za 28dni, chciałbym aby polskie przedsięwzięcia osiągały sukcesy zagranicą. Chciałbym aby polscy pseudowizjonerzy zagrzewali do walki polskich przedsiębiorców, a nie pisali nibyemocjonujące artykuły które między wierszami niosą bezpodstawne oskarżenia o gorszym traktowaniu Polaków przez Polaków.
@Jacek: zupełnie nie zrozumiałeś mojego tekstu. Posunięcie 28dni jest chyba unikalne w polskim webie (ja drugiego takiego nie znam) – oni przecierają szlaki, ale za nimi pójdzie (mam nadzieję) wielu innych, przenosząc swoje produkty na rynek globalny. Część z nich będzie stało przed podobnym problemem zmiany modelu biznesowego. Chciałbym więc sprowokować dyskusję i wspólnie z czytelnikami zastanowić się nad tym przypadkiem, natomiast nikogo o nic nie oskarżam. Piszę wręcz w tekście, że nie uważam, że to jest jakiś wielki problem, ale warto się nad nim zastanowić. Zawsze lepiej uczyć się na cudzych błędach / opierać się na sprawdzonych wzorcach niż eksperymentować samemu.
Porównanie do eBay jest moim zdaniem nietrafione. eBay od początku miał cennik, tyle, że z zerowymi kwotami – od początku było jednak wiadomo, że jest to ograniczona czasowo promocja. Go28days to zupełnie inny model biznesowy – aplikacja jest darmowa i nic nie pozwala sądzić, że kiedykolwiek przestanie taka być.
“Jak poczulibyście się jako klienci, gdyby produkt, za który płacicie, producent nagle zaczął oferować za darmo osobom innej rasy, innej płci albo innej narodowości? ”
“Zastanawia mnie jedynie, jak poczułbym się jako klient 28dni, płacący 79 zł rocznie za korzystanie z serwisu, którego nagle powstaje angielska, darmowa wersja.”
Stary, w tytule artykułu brakuje mi tylko słowa “Skandal!”. Polacy okradają Polaków! No taki jest wydźwięk. I łagodniejszy w tonie ostatni akapit tu wiele nie pomaga.
A Ty teraz się zasłaniasz, że ja nie zrozumiałem Twojego tekstu…
Być może dzieło mnie przerosło, ale moim zdaniem robisz z tych dziewcząt czy chłopaków pazerniaków, którzy chcą dorabiać się na Polkach (”wciąż każą im płacić”) a z drugiej strony oferują wszystko za darmo zagranicznym pannom. Co właściwie chciałeś pokazać?
Sorry, ale argument o zerach w cenniku ebaya do mnie nie trafia. To czy ebay wprowadzi opłaty było równie wiadome/niewiadome co to czy opłaty wprowadzi 28days. Dlaczego Ebay “kazał wciąż płacić Amerykankom” gdy wchodził do Polski? “Jak bym się czuł” gdybym taką Amerykanką był? O co tu chodzi? Czy nie dostrzegasz naprawdę prostego biznesowego myślenia z jakim myślę że mamy tu do czynienia, czyli promocji produktu w nowym kraju do którego chce się wejść???
Nie mniej jednak przeszedłeś samego siebie pisząc o “rasach”…
Coś tak mi się wydaje, że sam sobie w tym newsie odpowiedziałeś na swoje pytania “próba wejścia na rynek z płatnym produktem skazana byłaby na niepowodzenie”.
Nie podejrzewam aby użytkownicy mieli z tym jakiś specjalny problem- szczególnie, że nie wiadomo (przynajmniej ja nie wiem) czy te produkty są w środku takie same.
Prawdopodobnie mogę wprowadzić opłaty za te części serwis które u nas mają kobiety w abonamencie i problem rozwiązany.
Nie widzę wielkiego problemu.
Jedna grupa użytkowników zapłaciła za produkt, który uznali za warty swojej ceny. Druga grupa użytkowników dostanie produkt za darmo, ale podejrzewam, że to tez tylko na okres próbny.
Hm.. muszę przyznać, że ja też nie kojarzę podobnych przypadków. Z tego co pamiętam np. taki snajper.pl (a może snip.pl?), nawet w początkach swojej działalności, pobierał podobne opłaty w Polsce i za granicą. Równo traktował “i bogatych i biednych :)”.
Dla mnie sprawa jest prosta – rynek nie znosi pustki. Jeśli tylko będzie zapotrzebowanie, ktoś szybko zrobi import-toola PL->EN, który hurtowo przerzuci dane z konta na konto (wraz z komentarzami i co tam jeszcze jest). Oczywiście jeśli w tym czasie ‘promocja’ kont zagranicznych się nie zakończy. To co – mam założyć projekt na sf?
Hmm.. ton artykułu rzeczywiście jest dziwnie alarmujący, dopiero pod koniec zdałem sobie sprawę, że nie tyle opiniujesz, co zapraszasz do dyskusji.
Jedyna przypowieść z którejś z Ewangelii, jaką w miarę szczegółowo pamiętam, jest o tym, że z każdym klientem Bóg ustala warunki osobno. Morał był taki, że czy klient płacił abonament modląc się całe życie, czy wybrał pakiet last minute nawracając godzinę przed śmiercią, może dostać ten sam pakiet usług niebiańskich – i nikogo z oburzonych abonamentowców nie powinno obchodzić, jaki deal mają inni. Zapamiętałem, bo to nader mądra wolnorynkowa historia.
Uważam za oczywiste, że sprzedawca ma prawo sprzedawać ten sam towar różnym klientom, w różnych sklepach i kolorach po różnych cenach, nawet jeśli eurosocjaliści mają pomysł z tym walczyć (patrz europejskie ciała walczące z różnicowaniem cen przez Ryanair ze względu na kraj zakupu). Mój dentysta (rewelacyjny, mogę polecić Wrocławianom, heh) bierze od klientów “po uważaniu”, a ode mnie, odkąd przysłałem mu z tuzin pacjentów – symbolicznie i rzadko. Nie widzę w tym problemu ;)
Rozumiem, że problem który powstaje (jeśli w ogóle jakiś) należy bardziej do problemów czysto PR-owych, tzn. “czy nie rozwścieczymy płacących klientek?”. Z podobnym problemem borykała się firma Apple, po tym jak radykalnie obniżyła cenę iPhonów w krótkim czasie od premiery. Spowodowało to wiele – imo niezasłużonego – hałasu. Skończyło się na tym, że firma zaoferowała bony zakupowe na kwotę $100 tym, którzy kupili iPhone po pierwotnej cenie.
Czy go28 powinni się martwić? Zacząłbym od tego, że jak sugerowałeś, większość użytkowników(-czek) w ogóle nie będzie zdawała sobie sprawy, że wersja anglojęzyczna powstała. Poza tym, samo to, że serwis jest po angielsku, różnicuje oba serwisy wystarczająco do zniechęcenia do przejścia do darmowej wersji.
Bo w końcu ilu normalnych userów w Polsce ustawia sobie język angielski w systemie operacyjnym, telefonie, webmailerze? Z moich obserwacji i wspomnień wynika, że niewielu i głównie dotyczyło to np. wersji serwerowych systemu operacyjnego. Odkąd pamiętam, mac-userzy i posiadacze importowanych telefonów zmagali się z polonizacją swych maszyn.
Wydaje mi się, że Polacy a.) w większości nie znają angielskiego, b.) po prostu lubią mieć po polsku. Niniejszym z zaciekawieniem odstępuję Ci pytanie o język systemu/telefonu/webmailera do następnej ankiety Webstopa ;)
Teraz tylko pozostaje czekać, aż babskie blogi, fora i portale podchwycą temat cytując Ciebie (przyznaj, że chodziło Ci tylko o zdobycie żeńskiej publiki) i będą histeryzować na temat “niesprawiedliwości”.
W ramach pokuty proponuję, żebyś napisał skrypt import-export do tych serwisów. W ten sposób liczba Twych czytelniczek wzrośnie po wielokroć! :)
@rafalski: Nie odmawiam im przecież tego prawa i nie o żaden socjalizm chodzi. Chodzi o czysto rynkowe pytania:
- czy/jak to wpłynie na satysfakcję dotychczasowych (płatnych) klientów?
- czy/jak to wpłynie na dalszą sprzedaż polskiego produktu nowym klientom?
- czy/jak to wpłynie na utrzymanie dotychczasowych klientów?
- czy można to było zrobić inaczej (lepiej)?
- czy warto byłoby zrobić to inaczej?
Przykład z iPhone, który przytasz, jest bardzo dobry. To po głośno wyrażonym niezadowoleniu klientów, został im zaoferowany bonus $100. To pokazuje, że klienci mają prawo w takich sytuacjach być niezadowoleni, a sprzedawcy jak najbardziej się tym przejmują i próbują ich udobruchać.
Przytoczę inny przykład z życia wzięty. Kupiłem swego czasu oprogramowanie Apple Aperture 1.5 za $300. Gdy wyszła nowa wersja 2.0, Apple obniżyło cenę nowego pakietu do $200, a za upgrade z 1.x do 2.0 kazało płacić $100. W związku z tym mój łączny koszt Aperture 2.0 to $300 za wersję 1.5 plus $100 za upgrade = łącznie $400, podczas gdy nowy klient kupował Aperture 2.0 za $200.
Poczułem się wtedy wściekły na Apple. Fajnie, że obniżają cenę, ale miło byłoby, gdyby za niższą cenę dla nowych klientów nie musieli płacić dotychczasowi. W momencie, gdy kasują mnie 2x więcej tylko dlatego, że miałem pecha uwierzyć w ich produkt wcześniej i kupić go, nie mogę być zbytnio szczęśliwy. Nie miałbym pretensji, gdyby cena produktu została na poziomie $300 a mi kazali zapłacić upgrade $100 – czułbym, że uczciwie i z dobrą zniżką płacę za pracę jaką włożyli w nową wersję. Nie miałbym pretensji, gdyby cena produktu spadła do $200 a starym użytkownikom dali upgrade za darmo. Ale gdy cena dla nowych spada, a starym każą dopłacać, to coś tu jest (w moim odczuciu) nie w porządku.
Postanowiłem wtedy dać szansę konkurencyjnemu Adobe Lightroom, który gdy kiedyś go testowałem był bardzo wczesną i niedorobioną betą, ale teraz jest już pełnowartościowym produktem. W ten sposób Apple straciło klienta, który lekką ręką zawsze kupował upgrade nawet jeśli nie przynosiło nic rewolucyjnego.
I oczywiście Apple nie zrobiło nic złego, nic niezgodnego z prawem, nic nieetycznego i nie można ich o nic oskarżać. Co nie zmienia faktu, że moje zadowolenie jako klienta osiągnęło dno. Nie kupiłem upgrade do wersji 2.0 i używam 1.5, a niebawem prawdopodobnie przejdę na Adobe Ligtroom. W Aperture 2.0 nie widziałem nic na tyle rewolucyjnego, żebym dopłacał – mimo iż gdyby nie zmieniali ceny podstawowej i kazali mi dopłacić $100 za upgrade, to pewnie bym dopłacił, ot po to żeby mieć najnowszą wersję. W momencie, gdy czuję, że to ja mam sfinansować obniżkę ceny dla innych klientów, już mi się nie chce płacić.
Być może zauważacie podobieństwo – to polskie użytkowniczki 28dni płacą za to, żeby nowi użytkownicy na świecie mogli używać programu za darmo (w końcu serwis rozwija się dzięki wpływom z abonamentów). Apple w podobny sposób straciło mnie jako klienta na Aperture (prawdopodobnie przejdę na Lightroom). Stąd moje rozważania na temat go28days i 28dni.
Sprawa jest prosta:)
Po prostu 28dni dał ciała, że nie udostępnił funkcji eksportu danych (tak wywnioskowałem z opisu), m.in. do swojego wersji serwisu w angielskiej odsłonie.
Poza tym też jestem zdania, że powinni zacząć oferować te produkty w takim samym modelu biznesowym skoro są to tylko dwie różne wersje językowe. Gdyby się jednak tak nie stało, to zawsze istnieje możliwość, że w Polsce ktoś (nawet z zagranicy) dostrzeże niszę i uruchomi wersję darmową zarabiającą inaczej niż na odpłatności za konta. Tak więc i takie posunięcie będzie dobre tyle, że dla internautów, a nie dla 28dni.
Artykuł sprawia wrażenie pisanego na siłę.
moze niech wypowie się kobieta korzystająca z ww. i płacąca 79 dni, ja vzuję się oszukana, bo tak naprawdę to firma powinna nam płacić za publikacje najbardziej intymnych sfer z naszego życia.
witam,
oczywiście że nie jestem zadowolona – tutaj chodzi o jakiekolwiek opłaty. a bariera językowa jest bardziej psychologiczna… bo w razie czego mozna sobie przetłumaczyć wszystkie – a jest ich zamknięta ilość – opcji w odczuciach itp. oczywiście problem to komentarze, co (odnosząc się do uwag Pana powyżej)jest często kluczowe w interpretacji, bo jak wiadomo organizmu trzeba po prostu się nauczyć :-) i tutaj przydaje się doświadczenie innych. Poza tym w komentarzach nie pisze sie tylko o temperaturach itp. poruszane są problemy ogólnożyciowe :-)
a więc ogólnie sprawa jest bardziej złożona, ale 28dni powinien wycofac się z opłat. Tym bardziej że miały tam funkcjonować porady eksperckie itp a funkcjonuje to bardzo słabo w kierunku na nie funkcjonuje.