Czy jest sens kupować jednoosobowy blog za grubą kasę? Blog sprzedany za 15 mln dolarów
O ile przejmowanie blogów prowadzonych przez sporą redakcję ma jak najbardziej sens, tak zastanawia mnie kupowanie blogów prowadzonych przez pojedyncze osoby – i to kupowanie za grube pieniądze. Blog Bankaholic został niedawno kupiony przez serwis finansowy BankRate.
Blog jest prowadzony przez jedną osobę, Johna Wu, a BankRate zapłaciło za niego 12,4 mln dolarów oraz zobowiązało się dopłacić kolejne 2,5 mln w zależności od przychodów osiągniętych przez najbliższy rok.
Blogi posiadające szeroką redakcję przypominają bardziej klasyczne serwisy informacyjne, a utrata jednego z autorów nie stanowi zagrożenia dla pozycji serwisu. Inaczej jest w przypadku blogów jednoosobowych. Oczywiście autor Bankaholic zobowiązał się prowadzić dalej bloga i pomóc we wdrożeniu w serwis nowych osób, ale jak dla mnie to wciąż jest zbyt duże ryzyko dla kupującego.
Pomijam już nawet przypadki losowe, które pozbawiłyby serwis autora. Zakładam też, że pan Wu będzie odpowiednio zmotywowany kolejnymi, możliwymi do osiągnięcia, 2,5 mln dolarów – oraz że jest na tyle profesjonalistą, że nawet bez tej dodatkowej nagrody wywiązałby się ze swoich zobowiązań w stosunku do nowego właściciela.
Jednak przekształcenie bloga jednoosobowego, którego czytelnicy na pewno wykazują silną więź z autorem, w konglomerat redakcyjny, który siłą rzeczy musi zaburzyć dotychczasowy charakter bloga, to przedsięwzięcie obarczone sporym ryzykiem. Nie wiadomo jak przyjmą to czytelnicy i czy wciąż będą chcieli odwiedzać serwis prowadzony zupełnie inaczej i przez kogo innego – zwłaszcza po tym, gdy autor w końcu odejdzie z tego biznesu. Na pewno spora część ruchu bloga pochodzi z wyszukiwarek, co niweluje to ryzyko – pytanie jak wielu odwiedzających to stali czytelnicy przywiązani jednak do osobowości autora.
Oczywiście branża finansowa jest bardzo dochodowa i generowanie leadów do usługodawców finansowych na tego typu stronach na pewno przynosi spore zyski – choć ciężko mi oszacować ich potencjalny poziom. Mimo to jestem bardzo sceptyczny jeśli chodzi o przejmowanie jednoosobowych blogów. W biznesie, podobnie jak w technologii, powinno unikać się pojedynczych punktów awarii. To jest przecież powód, dla którego wielu inwestorów niechętnie wykłada pieniądze na startupy prowadzone przez jednego właściciela. W Bankaholic oprócz problemu jednej osoby prowadzącej biznes dochodzi problem jednej osoby będącej magnesem dla czytelników. Jak dla mnie – zakup bardzo ryzykowny.
Przeczytaj także:
- Czy TechCrunch stanie się funduszem Venture Capital?
- Jedno z pierwszych przejęć blogów w Polsce, czyli Polygamia w Agorze
- Opowiedz mi o Webstop – dziękuję!
- Blog Day 2008 – pięć ciekawych blogów ode mnie
- Aplikacja Facebook sprzedana za 3 miliony dolarów
Komentarze (10):
Dyskusja na innych blogach (trackbacks):


za Polygamia.pl zapłacono trochę mniej;)
Znacznie korzystniej i bezpieczniej dla firmy byloby blogera zatrudnic na etat czy tez nawiazac wspolprace na wykorzystanie tekstow (sam jako bloger wspolpracuje z kilkoma duzymi firmami udostepniajac teksty).
Dzialanie rzeczywiscie nieprzemyslane. Na pewno nie za taka kwote. Dla mnie to nieporozumienie.
Wydaje mi sie, ze Bankrate kupil ‘wielkosc’ bloga
mierzona innymi kategoriami niz ‘wielkosc autora’.
W dosc istotnym sensie osoba autora – i jego
zaangazowanie – przyczyniaja sie do liczby wizyt,
ale liczba ta nie powinna sie znaczaco zmniejszyc
wraz z jego ewentualnym odejsciem.
Zainteresowanie
samym tematem – CD jako ‘bezpieczna inwestycja’ – rosnie;
rowniez, jesli chodzi o ‘autorytet w Google’, trzeba
pamietac o tych 10000 fraz – jak ‘high interest account’ –
na ktore Bankaholic wyskakuje.
W zasadzie mozliwe sa liczby, ktory taki zakup uzasadniaja (zgaduje traffic na podst Compete): zalozmy, ze blog ma 300tys uniques miesiecznie, 1 procent z nich converts przy sredniej commission $100 (wliczajac bonusy to sensowne zalozenie, za same lead na tym rynku mozna dostac $80), to nam daje 3M zarobkow rocznie – 15M to 5 multiple, jak w tradycyjnych wydawnictwach. A Bankrate moze z tego trafficu wydusic jeszcze wiecej (np bonusami, ale nie tylko przeciez).
@jacek: chyba żartujesz z tym 1% konwersji. Może i 1% konwersji ale u dostawców, do których przechodzi góra 2% odwiedzających (klikalność reklam). Dodaj więc jeszcze do swoich rachunków przemnożenie całości przez 2%.
@Bartek
nie zartowalem, zgaduje i naciagam numery :)
zgaduje rowniez, ze dziala tam jakis newsletter
z ofertami, wydaje mi sie, ze widzialem posty,
ktore same w sobie byly oferta i niczym wiecej
(wiec wnioskuje, ze 2% click through to zanizona liczba)
mam kilka numerow ‘mierzonych’ na ile temu sie da wierzyc
(GAnalytics + ’szczery’ account manager)
a) mortgage affiliate (dane, oczywiscie, sprzed roku, kiedy ‘rynek dzialal’, srednia miesieczna) 800 US based uniques 3,6% resulting in sales, traffic organic 76%, reszta type-in (?)
b) payday loan affiliate (dane may-sierpien w tym roku) – na stronie jest zakladka z ofertami kart kredytowych, konwersje 1,6% (of total monthly uniques), niestety, slabo platne, bo przewaznie karty dla tych, co maja slaby kredyt;
ale lead captures (payday loan leads) byly na poziomie 27%
(i sprzedawaly sie po $40-60)
sa jakies sposoby zeby cokolwiek wiecej sie dowiedziec o Bankaholic rzeczywistych zarobkach?
Jasne, że zaniżona – rzuciłem całkiem od czapy. Chodzi o to, że na pewno wielokrotnie bliższa prawdy niż Twoje 100% :).
@Bartek
akej, ja szukam ‘minimum sensownego uzasadnienia zakupu’, a Ty taki polemiczny :)
a) nie zakladalem 100% click through (?)
b) zakladam za to, ze przy ofertach ktore sa (byly do kilku tygodni temu) wciskane w Stanach ‘na sile’ (od kart, po ubezpieczenia) konwersje sa napewno wyzsze niz 1% (’u dostawcy’, duzo wyzsze, aplikacje o karty sa wywazone, bo klient zdaje sobie sprawe, ze im wiecej odrzuconych, tym gorzej jego credit report wyglada, tym mniejsze szanse na sukces przy nastepnej aplikacji)
c) na podstawie numerow do ktorych mam dostep opcja ktora opisalem nie wydaje mi sie pozbawiona sensu; podobnie, patrzac na ‘kolesi bez pracy’, ktorzy od roku zyja z ‘nowych kart’
nie upieram sie, jak mowilem, zgaduje, dobrze poznac Twoja perspektywe, teraz ide spac :)
Może i jest to zakup bardziej ryzykowny niż inne, ale możliwe że kupiec ma głębokie kieszenie i dzięki temu mógł sobie na to pozwolić. Ryzyko że John Wu zostanie uderzony przez autobus może sobie oszacować, podstawić do wzorów, et voila.
A ktoś ostatnio informował, że nowa bańka i w ogóle. Według mnie goście mocno przepłacili chyba, że chcą zaoferować odwiedzającym jeszcze jakieś inne instrumenty, które pozwolą im zarobić więcej kasy, ale o tym to się przekonamy za kilka miesięcy, na razie uważam że to pomyłka