<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Webstop.pl &#187; opinie</title>
	<atom:link href="http://www.webstop.pl/kategorie/opinie/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.webstop.pl</link>
	<description>internet, technologia, startupy, sieci społeczne, przedsiębiorczość</description>
	<lastBuildDate>Mon, 07 Jun 2010 21:38:07 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.4</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Komukomu wcisnąć wyimaginowany rabat?</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2009/06/04/komukomu-wcisnac-wyimaginowany-rabat/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2009/06/04/komukomu-wcisnac-wyimaginowany-rabat/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 04 Jun 2009 06:42:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[A.pl]]></category>
		<category><![CDATA[Agora]]></category>
		<category><![CDATA[ecommerce]]></category>
		<category><![CDATA[Gazeta.pl]]></category>
		<category><![CDATA[iBOOD]]></category>
		<category><![CDATA[Komukomu]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Traffi]]></category>
		<category><![CDATA[Woot]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/?p=757</guid>
		<description><![CDATA[Sklep A.pl wraz z Agorą uruchomiły Komukomu &#8211; sklep z jedną, promocyjną ofertą dziennie. Sklepy takie (pisałem już kiedyś o Traffi) kopiują rewelacyjny pomysł Woot, który stał się wielkim hitem w USA. Bazują na oferowaniu codziennie ciekawych produktów z dużymi rabatami oraz na dużej liczbie obserwujących nowo dodawane oferty. Jako zapalony gadżeciarz bardzo lubię takie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2009/06/picture-58-240x69.png" alt="" title="picture-58" width="240" height="69" class="alignleft size-thumbnail wp-image-759" />Sklep A.pl wraz z Agorą uruchomiły <a href="http://komukomu.pl/">Komukomu</a> &#8211; sklep z jedną, promocyjną ofertą dziennie. Sklepy takie (pisałem już kiedyś o <a href="http://www.webstop.pl/2007/06/01/polowanie-na-okazje-czyli-model-jeden-produkt-dziennie-zawital-do-polski/">Traffi</a>) kopiują rewelacyjny pomysł <a href="http://woot.com/">Woot</a>, który stał się wielkim hitem w USA. Bazują na oferowaniu codziennie ciekawych produktów z dużymi rabatami oraz na dużej liczbie obserwujących nowo dodawane oferty. Jako zapalony gadżeciarz bardzo lubię takie sklepy i czasem zaglądam w takie miejsca w poszukiwaniu jakiejś fajnej i przydatnej rzeczy do kupienia w dobrej cenie. Jak w tym kontekście wygląda nowy sklep Agory? Fatalnie. Bardziej jak karykatura Woot z parodiami rabatów.<span id="more-757"></span></p>
<p>Przyglądam się serwisowi niemalże odkąd powstał, od trzech dni &#8211; i atrakcyjność ofert codziennie jest na podobnym poziomie. Zerowym. Wystarczy spojrzeć na dzisiejszą:</p>
<p><a href='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2009/06/picture-59.png'><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2009/06/picture-59-500x310.png" alt="" title="picture-59" width="500" height="310" class="aligncenter size-medium wp-image-760" /></a></p>
<p>Raptem 9% rabatu? Takie sklepy nie mają szansy funkcjonować w ten sposób (napiszę zaraz dlaczego). Zresztą rabat jest zupełnie iluzoryczny, bo gdy zajrzymy na Ceneo&#8230;</p>
<p><a href='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2009/06/picture-60.png'><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2009/06/picture-60-500x130.png" alt="" title="picture-60" width="500" height="130" class="aligncenter size-medium wp-image-761" /></a></p>
<p>Okazuje się, że dokładnie taki sam produkt można w każdej chwili kupić raptem o 1% drożej niż w Komukomu. W dodatku w sklepie z dobrymi recenzjami i kilkuset ocenami. Po co w takim wypadku zawracać sobie głowę Komukomu?</p>
<p>Takie sklepy mają sens funkcjonować gdy oferują rabaty rzędu 30-50%. Tu chodzi o to, żeby cena faktycznie wywoływała emocje. Żeby na zakup skusiło się mnóstwo osób, które normalnie nie pomyślałyby nawet żeby kupić taki produkt, ale widząc kilkudziesięcioprocentowy rabat skusiły się i jednak wydały pieniądze.</p>
<p>Niech to będą nawet produkty poserwisowe. Niech to będą końcówki serii na chwilę przed wypuszczeniem nowych modeli lub ich następców. Tego typu produkty można łatwo zdobyć w mocno obniżonych cenach &#8211; a jeśli jeszcze dodać do tego zniżki ilościowe (od kilkudziesięciu do kilkuset sztuk tego samego produktu), okaże się, że bardzo wiele produktów można zaoferować z tak dużymi rabatami. Wtedy okaże się też, że liczne grono wiernych fanów codziennie czeka na nowe oferty i kupuje rzeczy, których normalnie nigdy nie by nie kupiło. Interes się kręci i wszyscy są zadowoleni. Sklep bo zarobił swoją prowizję, klient bo kupił coś o połowę taniej, producent bo pozbył się towaru ciężko schodzącego, poserwisowego lub końcówki serii.</p>
<p>A Komukomu? Rabaty to ściema i raczej marnie widzę możliwość przekonania dzięki nim kogokolwiek do kupienia właśnie tu i właśnie dziś czegoś niekoniecznie potrzebnego. Niestety, uruchamiając taki sklep nie można wykorzystywać istniejących już metod zakupu towarów jakie A.pl niewątpliwie posiada &#8211; trzeba w zupełnie inny sposób pozyskiwać produkty żeby to miało sens (żeby można było oferować ceny z faktycznym 30-50% rabatem). Oczywiście, przy reklamach na stronie głównej gazeta.pl i pompowaniu do sklepu ruchu liczonego w setkach tysięcy ludzi na pewno znajdą się kupcy &#8211; ale kariery takiej jak Woot nie wróżę. Nie spodziewałbym się istotnej ilości osób, którzy zostaną fanami serwisu i którzy codziennie sprawdzać będą nowe oferty oraz raz na jakiś czas kupować &#8211; a tylko dzięki nim taki sklep może na dłuższą metę funkcjonować, bez stałego pompowania gigantycznego ruchu z Gazety (które zajmuje atrakcyjną powierzchnię reklamową &#8211; wczoraj widziałem reklamy w formie rectangla 300&#215;300).</p>
<p>Jak w Polsce wygląda konkrencja Komukomu? Od niedawna działa u nas ogólnoeuropejski <a href="http://www.ibood.com/pl/">iBOOD</a>. Co dzisiaj oferuje?</p>
<p><a href='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2009/06/picture-61.png'><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2009/06/picture-61.png" alt="" title="picture-61" width="403" height="431" class="aligncenter size-medium wp-image-762" /></a></p>
<p>Jakiś gadżet dla graczy. Co na to Ceneo?</p>
<p><a href='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2009/06/picture-62.png'><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2009/06/picture-62-500x93.png" alt="" title="picture-62" width="500" height="93" class="aligncenter size-medium wp-image-763" /></a></p>
<p>Podawana przez iBOOD cena rynkowa jest mocno z kosmosu, ale porównując z Ceneo, 380 zł zamiast 861 zł to 55% zniżki! Przy takich cenach nietrudno się dziwić, że znajdują się osoby kupujące oraz że cała rzesza fanów codziennie czeka na nowy produkt. Oferty na iBOOD może nie zawsze są rewelacyjne cenowo, ale zazwyczaj przynajmniej rozsądne. Bez parodii w rodzaju 1% zniżki na laptopa.</p>
<p>Komukomu w formie w jakiej wystartowało nie wróżę powodzenia. Totalnym samobójem wręcz jest dawanie tak śmiesznych ofert w pierwszych dniach działania serwisu, w momencie, gdy może on wzbudzić zainteresowanie i pewnie jest śledzony przez bardzo wielu &#8211; wypadałoby więc zacząć z hukiem od najlepszych ofert jakie można sobie wyobrazić. Jeśli w takim momencie Komukomu spręża się na oferty rzędu 1% taniej, to czy za kilka tygodni można spodziewać się &#8220;okazji&#8221; na poziomie 20% drożej?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2009/06/04/komukomu-wcisnac-wyimaginowany-rabat/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Elevator pitch WrapMail.com kontra WrapMe.pl</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2009/06/01/elevator-pitch-wrapmailcom-kontra-wrapmepl/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2009/06/01/elevator-pitch-wrapmailcom-kontra-wrapmepl/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Jun 2009 08:17:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[elevator pitch]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[startupy]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[WrapMail]]></category>
		<category><![CDATA[wrapme.pl]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/?p=754</guid>
		<description><![CDATA[Pisałem przed weekendem o elevator pitch i na przykładzie prezentacji Wrapme pisałem o tym, jak tego nie robić. Wpadł mi właśnie ręce pitch od WrapMail, który wydaje się być pierwowzorem, na którym Wrapme się wzoruje, oferującym dokładnie taką samą usługę. Polecam obejrzeć.

Może nie jest to najlepszy elevator pitch jaki widziałem, ale jest naprawdę całkiem niezły. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pisałem przed weekendem o elevator pitch i na przykładzie prezentacji Wrapme pisałem o tym, <a href="http://www.webstop.pl/2009/05/29/elevator-pitch-w-lookrtv-oraz-kilka-rad-jak-tego-nie-robic/">jak tego nie robić</a>. Wpadł mi właśnie ręce pitch od WrapMail, który wydaje się być pierwowzorem, na którym Wrapme się wzoruje, oferującym dokładnie taką samą usługę. Polecam obejrzeć.</p>
<p><center><object width="425" height="344"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/3X6iTvel2mY&#038;hl=en&#038;fs=1"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/3X6iTvel2mY&#038;hl=en&#038;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"></embed></object></center></p>
<p>Może nie jest to najlepszy elevator pitch jaki widziałem, ale jest naprawdę całkiem niezły. Bez zbędnego lania wody, krótko i konkretnie opowiada o tym czym zajmuje się firma. Do tego wyraziście &#8211; absolutnie nie trzeba się domyślać na czym usługa miałoby polegać. Podkreśla zalety i zysk jaki można osiągnąć dzięki temu rozwiązaniu. Przede wszystkim &#8211; wzbudza zainteresowanie usługą. Porównajcie to sami z polskim <a href="http://www.webstop.pl/2009/05/29/elevator-pitch-w-lookrtv-oraz-kilka-rad-jak-tego-nie-robic/">copycatem</a>. Jest różnica?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2009/06/01/elevator-pitch-wrapmailcom-kontra-wrapmepl/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Elevator pitch w lookr.tv oraz kilka rad jak tego nie robić</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2009/05/29/elevator-pitch-w-lookrtv-oraz-kilka-rad-jak-tego-nie-robic/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2009/05/29/elevator-pitch-w-lookrtv-oraz-kilka-rad-jak-tego-nie-robic/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 29 May 2009 12:37:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[elevator pitch]]></category>
		<category><![CDATA[lookr.tv]]></category>
		<category><![CDATA[mololo.pl]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[startupy]]></category>
		<category><![CDATA[wrapme.pl]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/?p=752</guid>
		<description><![CDATA[Lookr.tv zaczyna gromadzić wizytówki startupów w formie elevator pitch. To moja ulubiona forma. Po obejrzeniu/przeczytaniu o setkach &#8220;rewolucyjnych i innowacyjnych&#8221; startupów, z których większość nie wnosiła zupełnie nic nowego, naprawdę cenię sobie możliwość posłuchania o czymś tylko przez minutę &#8211; jeśli przez ten czas projekt zdąży mnie zainteresować, będę pierwszym, który rzuci się do dalszych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2009/05/picture-52.png" alt="" title="lookr.tv" width="210" height="67" class="alignleft size-thumbnail wp-image-753" />Lookr.tv <a href="http://lookr.tv/index.php?page=tags&#038;tag=elevator%20pitch">zaczyna gromadzić</a> wizytówki startupów w formie <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Elevator_pitch">elevator pitch</a>. To moja ulubiona forma. Po obejrzeniu/przeczytaniu o setkach &#8220;rewolucyjnych i innowacyjnych&#8221; startupów, z których większość nie wnosiła zupełnie nic nowego, naprawdę cenię sobie możliwość posłuchania o czymś tylko przez minutę &#8211; jeśli przez ten czas projekt zdąży mnie zainteresować, będę pierwszym, który rzuci się do dalszych materiałów. Dlatego trzymam kciuki za inicjatywę i życzę, żeby nie skończyła ona jak kilka podobnych (które chyba przeszły już do historii).</p>
<p>Pierwsze dwa pitche na Lookr.tv pochodzą z ostatniego <a href="http://democamp.pl/">Democampu</a> i oczywiście muszę się czepić (próbowałem się powstrzymać, ale nie mogłem), choć tak naprawdę nie o czepianie tu chodzi, tylko o feedback i rady.<span id="more-752"></span></p>
<p>Przede wszystkim elevator pitch na Lookr.tv są zdecydowanie za długie. Na 54 piętro <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Maintower">Maintower</a>, jednego z najwyższych budynków Europy, wjeżdżałem jakieś 40 sekund &#8211; żeby faktycznie odsłuchać tych pitchy w windzie musiałbym wjeżdżać chyba na 800-metrowy <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Burj_Dubai">Burj Dubai</a>. Powiedzmy sobie szczerze &#8211; dużo takich wind na świecie nie ma. Fajnie, gdyby elevator pitch trwały jednak te 30-60 sekund i nie dłużej.</p>
<p><strong>Przede wszystkim: jeśli masz co powiedzieć, nie sprawiaj wrażenia, że nie masz</strong></p>
<p>Zwłaszcza, że w obu powyższych filmach wyraźnie widać, że dwie minuty to dla mówiących za dużo. Połowę czasu poświęcają albo na nie przekazujący żadnej treści bełkot albo na powtarzanie samych siebie. Robiąc cokolwiek trzeba naprawdę rozumieć co to ma na celu &#8211; w przypadku elevator pitch celem nie jest wykorzystanie 150 sekund czasu antenowego &#8211; tu chodzi o przesłanie bardzo konkretnego i inspirującego przekazu w możliwie najkrótszym czasie. Zapewniam Was, że 30 sekund konkretnego przekazu wywrze lepsze wrażenie i bardziej skłoni słuchającego do zainteresowania się Waszym projektem niż 30 sekund konkretnego przekazu plus 90 sekund bełkotu. Bełkot zniechęca, nudzi, usypia oraz &#8211; co najistotniejsze &#8211; wywołuje wrażenie, że tak naprawdę nie macie nic do powiedzenia. Jeśli więc jednak macie, to skupcie się na tym. Skupcie się na treści, a ułańskie formy zarezerwujcie na inny rodzaj przekazu.</p>
<p><strong>wrapme.pl</strong></p>
<p><object width='512' height='314'><param name='movie' value='http://lookr.tv/flash/vCastPlayer2.swf'></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name='allowScriptAccess' value='always'></param><param name='flashvars'  value='episodeId=745&#038;style=http://lookr.tv/css/lookrStyles2.css'></param><embed src='http://lookr.tv/flash/vCastPlayer2.swf'  type='application/x-shockwave-flash' width='512' height='314' allowFullScreen='true' allowScriptAccess='always'  flashvars='episodeId=745&#038;style=http://lookr.tv/css/lookrStyles2.css'></embed></object></p>
<p>Streszczenie sekunda po sekundzie:</p>
<p><strong>00-38</strong>: &#8220;Rewolucyjne rozwiązanie, które zmieni ten rynek&#8221; i tak dalej. Pierwsze 38 sekund do zupełnego wycięcia, bo:</p>
<ul>
<li>wciąż nie wiem co robicie</li>
<li>w tej branży 99% projektów jest &#8211; wg ich autorów &#8211; rewolucyjnych i zmieni rynek, więc na razie nie mówicie nic czego bym nie słyszał setki razy wcześniej</li>
<li>naprawdę nie do Was należy ocena rewolucyjności, a już na pewno nie w elevator pitch</li>
<li>prawie zasnąłem w trakcie &#8211; i nie jestem do końca pewien czy to wina pogody</li>
</ul>
<p><strong>38-62</strong>: Dowiaduję się co robicie: opakowujecie maile tekstowe w formę graficzną.   Domyślam się, że chodzi o coś na kształt papeterii poczty. Wasz killer feature to klikalne linki.</p>
<ul>
<li>mówienie o klikalnych linkach jak o killer feature sprawia, że mam ochotę zerknąć w kalendarz i sprawdzić, który mamy rok</li>
<li>ok, domyślam się, że chodzi o zilustrowanie tekstowych maili graficzną papeterią z logo firmy i przypominam sobie, jak bardzo bajerancka wydawała mi się ta funkcjonalność w Outlook Expressie w 1998 roku.</li>
<li>no ok, ale po co to komu? nie rozumiem problemu, nie rozumiem potrzeby, nie widzę potrzeby &#8211; jest przecież Outlook Express</li>
</ul>
<p><strong>62-84</strong>: &#8220;Nasze rozwiązanie skierowane jest do wszystkich&#8221;</p>
<ul>
<li>to jest jak publiczne mówienie, że nawet nie wiecie komu mielibyście to sprzedać</li>
</ul>
<p><strong>84-110</strong>: Kasujecie za rejestrację i przygotowanie szablonu na podstawie www klienta, a potem co miesiąc abonament</p>
<ul>
<li>tutaj wreszcie pierwszy raz dowiedziałem się, co robicie więcej ponad to co robił Outlook Express w 1998: tworzycie klientowi papeterię/szablon; przy czym dowiedziałem się zupełnie przypadkiem, wyławiając to z innego kontekstu</li>
</ul>
<p><strong>110-135</strong>: &#8220;Bardzo staraliśmy się znaleźć jakąś konkurencję, ale się nie udało. Jedyna na jakiej trop trafiliśmy jest za Wielką Wodą, w Hameryce&#8221;.</p>
<ul>
<li>gdy startup mówi, że nie ma konkurencji i nikt nie robi nic podobnego, to w 80% przypadków źle odrobił lekcję z przeglądu rynku (a to świadczy o umiejętnościach biznesowych na poziomie sześciolatka &#8211; czy ktoś taki będzie w ogóle w stanie zbudować i poprowadzić z sukcesem firmę?), w 19,9% chce robić coś zupełnie absurdalnego, na co znajdzie się góra pięciu klientów (dwóch founderów, ich żony, pies jednego z nich), a w 0,1% chce zrobić coś naprawdę fajnego i innowacyjnego.</li>
<li>Statystycznie rzecz biorąc 999 na 1000 startupów głoszących tę tezę jest więc startupami śmieciowymi. Nawet jeśli naprawdę ciężko jest Wam znaleźć konkurencję i jeśli jesteście tym jednym na tysiąc, nie mówcie tego w elevator pitch, bo to przykleja Wam łatkę &#8220;nie wiemy o co chodzi&#8221; (a w pitch jest za mało czasu, żeby choćby próbować to sprostować).</li>
</ul>
<p><strong>135-150</strong>: &#8220;Przypominamy, że jesteśmy rewolucyjni i skazani na sukces &#8211; podbicie Polski i Europy&#8221;.</p>
<ul>
<li>aha</li>
</ul>
<p>Co z tego wynika? Dowiedziałem się, że wrapme.pl jest po trzykroć rewolucyjny, że będzie oferował ilustrowanie maili papeterią (z klikalnymi linkami!) i że wydaje mu się, że nikt inny wcześniej tego nie robił. Czy to kupuję? Nie.</p>
<p>Bardziej serio: Mogę jedynie domyślać się czym ma być Wrapme. Oczyma wyobraźni widzę usługę, która służy jako swoiste &#8220;proxy&#8221; dla poczty wychodzącej. Wysyłam normalny list w formie tekstowej z dowolnego klienta poczty, Wrapme jakoś to przechwytuje, wrzuca w ładny firmowy szablon i dopiero wysyła dalej do adresata (to oczywiście tylko moja wizja, bo nie mam pojęcia czym tak naprawdę będzie wrapme &#8211; ale tak to sobie dopowiedziałem na podstawie tego co słyszałem).</p>
<p>Problemy jakie chce rozwiązać Wrapme?</p>
<ul>
<li>Większość firm nie stosuje papeterii w mailach, gdyż ciężko jest nad tym zapanować &#8211; zmusić pracowników do zainstalowania szablonu, przygotować szablon w wersji dla wielu różnych klientów poczty, dbać o uaktualnienia szablonu u wszystkich pracowników, dyscyplinować ich do używania szablonu; to wszystko rzeczy może niezbyt trudne, ale upierdliwe i czasochłonne</li>
<li>Nie wszystkie klienty pocztowe pozwalają na zainstalowanie szablonu i wygodne z niego korzystanie &#8211; zwłaszcza coraz bardziej popularne w dobie GMaila klienty webowe</li>
<li>Pracownicy większości firm nie mają nawet ustawionej stopki, a jeśli miewają stopki to często są one chaotyczne, wyglądające inaczej u każdego z pracowników</li>
</ul>
<p>Jak Wrapme rozwiązuje te problemy?</p>
<ul>
<li>Pozwala na wysyłkę zwykłych maili tekstowych, które przechwytuje, automatycznie koloruje szablonem i wysyła dalej. Nie ma problemu z dyscyplinowaniem i szkoleniem pracowników. Nie ma problemu z aktualizacjami &#8211; wystarczy je zrobić w jednym, centralnym miejscu. Nie ma problemu z kompatybilnością z różnymi klientami poczty i wieloma wersjami szablonu lub z klientami poczty, które nie pozwalają na użycie szablonów.</li>
<li>Automatycznie dokleja standardową stopkę. W panelu Wrapme wystarczy zdefiniować listę adresów e-mail i wpisać ich podpisy, stanowiska, numery telefonów &#8211; do maili wysyłanych przez te osoby będzie doklejana zawsze tak samo wyglądająca i zawierająca wszystkie niezbędne informacje stopka (nie mam pojęcia czy Wrapme ma zamiar to robić, taki mój pomysł na feature).</li>
<li>Całość nie wymaga ani kawałka wiedzy tajemnej. Nawet szablon dla klienta może być przygotowany przez Wrapme. Użytkownicy (pracownicy) nie będą musieli robić nic innego niż robili dotąd.</li>
</ul>
<p>Pomijając już to co myślę o takim startupie (bo nie to jest tematem tego tekstu), powyższe sześć punktów byłoby dobrym szkicem dla elevator pitch Wrapme. Wolałbym usłyszeć coś takiego &#8211; znacznie bardziej treściwe i do zmieszczenia w 60 sekund (nawet jeśli rozminąłem się z funkcjonalnościami jakie ma oferować Wrapme, to przynajmniej widać o co chodzi i czym powinno być elevator pitch).</p>
<p><strong>mololo.pl</strong></p>
<p><object width='512' height='314'><param name='movie' value='http://lookr.tv/flash/vCastPlayer2.swf'></param><param  name="allowFullScreen" value="true"></param><param name='allowScriptAccess' value='always'></param><param name='flashvars'  value='episodeId=744&#038;style=http://lookr.tv/css/lookrStyles2.css'></param><embed src='http://lookr.tv/flash/vCastPlayer2.swf'  type='application/x-shockwave-flash' width='512' height='314' allowFullScreen='true' allowScriptAccess='always'  flashvars='episodeId=744&#038;style=http://lookr.tv/css/lookrStyles2.css'></embed></object></p>
<p>Chciałem tak samo rozebrać na czynniki pierwsze oba filmy, ale zabrakło mi czasu. W skrócie:</p>
<ul>
<li>kilkakrotne powtarzanie tego samego (można promować wydarzenia, można szukać wydarzeń, można promować wydarzenia, można szukać wydarzeń, można promować wydarzenia) &#8211; to stwarza wrażenie, że nie ma się nic do powiedzenia</li>
<li>startup skierowany do wszystkich (nawet jeśli faktycznie jest &#8220;do wszystkich&#8221;, to zawsze lepiej jest ich scharakteryzować, np: do osób lubiących aktywnie i ciekawie spędzać czas i szukających wydarzeń kulturalnych lub sportowych w swojej okolicy)</li>
<li>można wyróżnić z tłumu swoje wydarzenie jedną z kilku rodzajów promocji z cennika; jednak nie wiadomo jak mololo chce się wyróżnić z tłumu identycznych serwisów tego typu (&#8221;konkurencyjnych projektów jest naprawdę dużo, ale naszym killer feature będzie brak moderowania&#8221;, &#8220;można będzie też wyszukiwać&#8221;)</li>
<li>jakieś długie opowiadanie o typach promocji i ikonek na mapie (to tak jakbym chcąc namówić kogoś na pójście na film opowiadał o tym, że można siąść w kinie w tylnych rzędach, ale jak ktoś lubi to można też i trochę bliżej ekranu).</li>
</ul>
<p>Im krótsza forma ekspresji, tym trudniej może być z niej skorzystać. W 40-minutowej prezentacji nikt nie oczekuje czterdziestu minut trzymających w napięciu. Można sobie pozwolić na lanie wody, na bełkot, na rozluźniające żarty, na wspominanie kilka razy o tym samym &#8211; jeśli w międzyczasie przekażemy istotne treści, to będzie to dokładnie to czego odbiorcy oczekują po tak długiej prezentacji. Mając raptem 60 sekund (czy nawet 120), trzeba z jednej strony nieźle nagimnastykować się żeby zmieścić wszystko to co ma się najważniejszego do powiedzenia (jeśli się ma) i jednocześnie starać się, żeby całe 60 sekund było interesujące, a każde zdanie niosło w sobie wyrazistą treść.</p>
<p><strong>Najważniejsza zasada elevator pitch</strong></p>
<p>Jeśli ktoś mając do dyspozycji 120 sekund mówi treściwie przez 30, a pozostałych 90 to mniejszy lub większy bełkot, odbiorca odnosi wrażenie, że mówca nie ma nic więcej do powiedzenia poza tymi 30 sekundami &#8211; siłą rzeczy nie jest zainteresowany niczym więcej, bo przecież wszystko już usłyszał.</p>
<p>Jeśli ktoś ma 60 sekund i przez całe 60 sekund mówi ciekawie i treściwie oraz wzbudza zainteresowanie, odbiorca odnosi wrażenie, że mówca ma o wiele wiele więcej ciekawego do powiedzenia i być może poprosi o więcej. Taka jest rola elevator pitch i cel jaki chcecie nią osiągnąć.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2009/05/29/elevator-pitch-w-lookrtv-oraz-kilka-rad-jak-tego-nie-robic/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie chcę już dłużej wpław przez cyfrową rzekę, czyli dajcie mi nowe Google</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2009/05/22/nie-chce-juz-dluzej-wplaw-przez-cyfrowa-rzeke-czyli-dajcie-mi-nowe-google/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2009/05/22/nie-chce-juz-dluzej-wplaw-przez-cyfrowa-rzeke-czyli-dajcie-mi-nowe-google/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 22 May 2009 16:01:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[serwisy społecznościowe]]></category>
		<category><![CDATA[wyszukiwarki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/?p=751</guid>
		<description><![CDATA[&#8220;Mimo kryzysu ilość danych cyfrowych rośnie szybciej niż przewidywano&#8221; &#8211; taki tytuł notki prasowej przyciągnął dziś moje oczy. Rozumiem krzykliwe tytuły a schemat nagłówków w rodzaju &#8220;mimo kryzysu [tu wstawiasz cokolwiek] wciąż rośnie&#8221; widuję niemalże codziennie na głównej Gazety, więc nie powinno mnie to specjalnie dziwić, ale jednak kliknąłem i pomyślałem:
A niby dlaczego, do diabła, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href='http://www.flickr.com/photos/will-lion/2595497078/'><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2009/05/2595497078_4f6d5367bc_m.jpg" alt="" title="2595497078_4f6d5367bc_m" width="240" height="165" class="alignleft size-thumbnail wp-image-750" /></a><strong><em>&#8220;Mimo kryzysu ilość danych cyfrowych rośnie szybciej niż przewidywano&#8221;</em></strong> &#8211; taki tytuł notki prasowej przyciągnął dziś moje oczy. Rozumiem krzykliwe tytuły a schemat nagłówków w rodzaju &#8220;mimo kryzysu [tu wstawiasz cokolwiek] wciąż rośnie&#8221; widuję niemalże codziennie na głównej <a href="http://www.gazeta.pl/0,0.html">Gazety</a>, więc nie powinno mnie to specjalnie dziwić, ale jednak kliknąłem i pomyślałem:</p>
<p>A niby dlaczego, do diabła, z powodu kryzysu ludzkość miałaby spowolnić podukcję cyfrowych danych? Ich tworzenie jest przecież stosunkowo darmowe. Napisanie jakichś bzdur na Facebooku lub na blogu kosztuje znacznie mniej niż bilet do kina, więc ta stosunkowo niedroga rozrywka zwłaszcza w czasach kryzysu może nabierać atrakcyjności. Niestety staje się to pomału jednym z największych problemów dzisiejszego cyfrowego świata, o tym za chwilę.<span id="more-751"></span></p>
<p>Firma <a href="http://poland.emc.com/">EMC</a>, która sponsorowała badania zakończone cytowanym na początku wnioskiem, deklaruje, że w minionym roku utworzono 3 892 179 868 480 350 000 0001 bitów nowych danych. Szkoda, że bit jest niepodzielną jednostką. Gdyby wymyślono jakieś nanobity, albo chociaż mikrobity, liczba mogłaby wyglądać chyba jeszcze bardziej efektownie. Tłumacząc na ludzkie jest to podobno 487 miliardów GB. Biorąc pod uwagę, że <a href="http://www.internetworldstats.com/stats.htm">liczba użytkowników internetu</a> na świecie to jakieś 1,6 miliarda ludzi, można w uproszczeniu przyjąć, że każdy z nas przeciętnie w ciągu roku wyprodukował pełniutki dysk twardy o przeciętnej pojemności (305 GB).</p>
<p>Znaczna część tych danych egzystuje gdzieś online &#8211; i to jest przekleństwo naszych czasów. Co gorsza, wg EMC liczba wszystkich cyfrowych danych na świecie ma się podwajać co 18 miesięcy, a w 2012 roku powstanie pięciokrotnie więcej danych niż w 2008. Biorąc pod uwagę, że liczba użytkowników internetu ma wzrosnąć raptem z 1,4 mld w 2008 do 1,9 mld w 2012, oznacza to, że już za trzy lata każdy wyprodukuje przeciętnie nie 305 GB, ale 1200 GB danych &#8211; lekko ponad terabajt na głowę (choć pewnie wciąż, bez większych zmian, będzie to odpowiadało przeciętnej pojemności dysku twardego). Oznacza to też pięć razy więcej rzeczy atakujących nas na Blipie, Twitterze, Flakerze, Facebooku, Naszej klasie i wszelkimi innymi możliwymi sposobami &#8211; a to będzie już prawdziwe Przekleństwo przez całkiem spore &#8220;P&#8221;.</p>
<p>Ja natomiast już w 2009 jestem nieco bezradny i bezsilnie załamuję ręce nad potokiem owych cyfrowych danych zalewających mnie na różne sposoby. Tak jak w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku hitem internetu było wyszukiwanie, tak jak pod koniec obecnej dekady wielu stawia na agregację, tak już za kilka lat internet wygrają ci, którzy znajdą skuteczny sposób na filtrowanie tego procencika wartościowych danych z całego, wielkiego potoku informacji. Przy czym będzie to znacznie trudniejsze niż wyszukiwanie.</p>
<p>Szukanie jest proste &#8211; szukamy czegoś konkretnego, więc w wielkim śmietniku danych wypatrujemy tego, co jest zgodne z podanym wzorcem (zapytaniem). Filtrując nie szukamy niczego konkretnego &#8211; nie mamy wzorca, do którego możemy porównać dane. Dla użytkownika interesujące mogą być zarówno zdjęcia ze ślubu koleżanki na naszej-klasie (ale już zdjęcia dziesięciu innych koleżanek niekoniecznie) jak i notowania giełdowe i artykuły dotyczące kilku spółek (ale nie całej reszty). Do tego trzeba to robić w czasie rzeczywistym, bo każde pozostawienie spływających danych &#8220;na później&#8221; skutkuje w dzisiejszych czasach wiadomo czym (a jeśli nie wiadomo to zasubskrybujcie sobie w ramach eksperymentu RSS pięćdziesięciu popularnych blogów, po czym nie zbliżajcie się do czytnika przez dwa tygodnie).</p>
<p>Wzrost ilości produkowanych danych cyfrowych (z 305 GB do 1200 GB na głowę w ciągu czterech lat) to tylko część problemu. Zagęszczanie sieci dostarczającej te dane do rozmaitych odbiorców to kolejny, wcale nie mniejszy. Pięciokrotny wzrost ilości tworzonych danych nie bolałby tak bardzo, gdyby nie jednoczesne zwielokrotnienie (obawiam się, że większe niż 5x) ilości kanałów komunikacji oraz liczby adresatów, do których te dane trafiają &#8211; a co za tym idzie ilości nadawców, od których cyfrowe dane napływają do nas. Pięć lat temu życie było prostsze. Nie atakowały tuż po ich umieszczeniu w sieci zdjęcia znajomych, z którymi widuję się raz na pół roku (nasza-klasa). Nie wyskakiwało mi żadne powiadomienie gdy ktoś z niezliczonych znajomych pił kawę (blip, twitter). Nie dowiadywałem się o przedmiotach wystawianych na aukcjach Allegro ani ulubionych dodawanych do Delicious przez znajomych, których chciałem subskrybować w zasadzie tylko krótkie statusy co u nich słychać (flaker, wszelkie agregatory). I choć oczywiście większość tych narzędzi daje opcje mniejszego lub większego konfigurowania tego co ma do mnie trafiać, to daleko odbiega to od wygodnego rozwiązania.</p>
<p>Rozwiązaniem nie jest ręczne konfigurowanie filtrów przez każdego odbiorcę. Spływają do nas coraz bardziej różnorodne dane i coraz trudniej jest je klasyfikować. Ręczne ustawianie setek, czy wręcz tysięcy filtrów &#8211; oraz późniejsze nimi zarządzanie &#8211; wykracza ponad możliwości zdecydowanej większości użytkowników. Jeśli ktoś miałby w najbliższych latach dokonać rewolucji w filtrowaniu cyfrowego potoku śmiecia, to musi to zrobić w jakiś nieporównywalnie sprytniejszy sposób. Nie mam pojęcia w jaki, ale jeśli mu się to uda to będę skłonny mu za tę usługę płacić albo oglądać reklamy obok przefiltrowanego strumyczka danych wysokiej jakości (oraz tylko tych interesujących mnie) zamiast teraz obok produktów Google.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2009/05/22/nie-chce-juz-dluzej-wplaw-przez-cyfrowa-rzeke-czyli-dajcie-mi-nowe-google/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>7% Polaków padło ofiarą kradzieży tożsamości? (Współ)winne są również polskie banki</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/11/13/7-polakow-padlo-ofiara-kradziezy-tozsamosci-wspolwinne-sa-rowniez-polskie-banki/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/11/13/7-polakow-padlo-ofiara-kradziezy-tozsamosci-wspolwinne-sa-rowniez-polskie-banki/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 13 Nov 2008 14:51:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[bezpieczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/?p=725</guid>
		<description><![CDATA[Money.pl dziwiło się parę tygodni temu, że Polska jest w europejskiej czołówce jeśli chodzi o liczbę kradzieży tożsamości. Z badania przeprowadzonego przez TNS OBOP wynika, że aż 7% Polaków padło ofiarą takiej kradzieży &#8211; i jest to wynik ponad dwukrotnie wyższy niż w rozwiniętych państwach europejskich. Mnie to nie zaskakuje, zadziwiają mnie za to za [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href='http://flickr.com/photos/theskorm/2497449879/'><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/11/old-phone-240x180.jpg" alt="http://flickr.com/photos/theskorm/2497449879/" title="old-phone" width="240" height="180" class="alignleft size-thumbnail wp-image-726" /></a>Money.pl dziwiło się parę tygodni temu, że <a href="http://prawo.money.pl/aktualnosci/wiadomosci/artykul/kradziez;tozsamosci;polska;w;europejskiej;czolowce,255,0,378879.html">Polska jest w europejskiej czołówce</a> jeśli chodzi o liczbę kradzieży tożsamości. Z badania przeprowadzonego przez TNS OBOP wynika, że aż 7% Polaków padło ofiarą takiej kradzieży &#8211; i jest to wynik ponad dwukrotnie wyższy niż w rozwiniętych państwach europejskich. Mnie to nie zaskakuje, zadziwiają mnie za to za każdym razem procedury dotyczące danych osobowych w różnych firmach, z którymi każdy na co dzień ma do czynienia.</p>
<p>Nie wnikam już w metodologię badania OBOP, która prawdopodobnie wyklucza możliwość porównywania wyników z resztą Europy. Zupełnie nie czepiam się tych 7% &#8211; to równie dobrze mogłoby być 5% czy 10%. Nawet 5% to niepokojąco dużo. Zatrważające jest jednak to, jaką świadomość ma przeciętny Kowalski w temacie zarządzania swoimi danymi, a jeszcze bardziej &#8211; jakich nawyków uczą go korporacje, do których ów Kowalski z reguły ma zaufanie.<span id="more-725"></span></p>
<p>Za każdym razem gdy dzwoni do mnie operator komórkowy albo któryś z banków, rozmowa zaczyna się w taki sam sposób. Miła pani lub pan przedstawia się i w celu potwierdzenia mojej tożsamości &#8211; musi przecież mieć pewność, że to ze mną rozmawia &#8211; pyta mnie o tajne hasła, datę urodzenia, nazwisko panieńskie matki i dokładny adres zameldowania wraz z kodem. Te same dane potrzebne są, gdy to ja dzwonię do banku &#8211; jako dodatkowe zabezpieczenie poza standardowym hasłem, pozwalające konsultantowi nabrać większej pewności, że rozmawia właśnie ze mną, a nie z kimś kto zna tylko moje hasło. To dobrze, i w zasadzie nie mam tu większych zastrzeżeń &#8211; zapamiętajmy jednak, że znając te dane można zadzwonić do banku i jako ja wykonać wiele różnych operacji. Wróćmy jednak do owej rozmowy telefonicznej.</p>
<p>O ile rozumiem troskę banku, który chciałby potwierdzić, że to właśnie ze mną rozmawia, tak zupełnie nie rozumiem jego lekkomyślności. Jaką ja bowiem mam pewność, że rozmawiam właśnie z przedstawicielem mojego banku? Dzwoni do mnie ktoś, najczęściej bez identyfikacji numeru, przedstawia się jako pracownik banku i prosi o wszystkie moje dane? Na pewno każdy z Was uczestniczył choć raz w takiej rozmowie. Podajecie im wszystko o co spytają? Z każdorazowej reakcji konsultanta na moją odmowę podania danych wnioskuję, że niemalże każdy bez zbędnego namysłu i zawahania przekazuje mu dane, o które prosi. Konsultant jest bowiem zdziwiony tym, że ja nie chcę jemu &#8211; pracownikowi banku &#8211; podać danych, które pomogą mu mnie zidentyfikować. Czasem tak bardzo zdziwiony, że tonem głosu daje mi do zrozumienia (w inny sposób mu nie wolno), że ma mnie za dziwaka, który utrudnia mu pracę. Za każdym razem taka rozmowa kończy się tym, że konsultant stwierdza, iż w takim wypadku nie może powiedzieć mi w jakiej sprawie dzwoni, a ja później oddzwaniam do banku, żeby się dowiedzieć.</p>
<p>To, co najbardziej w tym przeraża, to lekkomyślność banków, operatorów komórkowych i podobnych wielkich firm w podejściu do naszych danych osobowych. Dla kogoś, kto wymyślał te procedury, całkiem naturalnym jest telefon od zupełnie nieznanej osoby, która wypytuje o wszelkie dane pozwalające potem na dostęp do mojego rachunku. I nie jest to problem jakiejś jednej firmy, bo takie same telefony otrzymywałem od kilku różnych banków i od dwóch operatorów komórkowych.</p>
<p>Skoro tak robią banki i inne wielkie firmy, to dla przeciętnego Kowalskiego jest to najzupełniej normalne i każdemu, kto dzwoniąc przedstawi się jako pracownik jego banku, bez wahania poda wszystkie swoje dane. Bo to właśnie tacy duży gracze jak banki czy operatorzy telekomunikacyjni uczą większość społeczeństwa standardów bezpieczeństwa.</p>
<p>Banki już nauczyły się, czym jest internetowy phishing. Na swoich stronach logowania wyświetlają komunikaty ostrzegające, że nigdy, pod żadnym pozorem, bank nie wysyła do swoich klientów maili z prośbą o podanie haseł; żeby klienci sprawdzali, czy na pewno logują się na stronie banku a nie na spreparowanej podróbce. W tym samym czasie masowo wydzwaniają do swoich klientów i wypytują ich o hasła oraz komplet danych osobowych. Tak długo, jak takie praktyki będą miały miejsce, tak długo ludzie będą skłonni rozdawać swoje krytyczne dane praktycznie każdemu, kto o nie spyta, a 7% z badania OBOP będzie raczej rosło niż spadało.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/11/13/7-polakow-padlo-ofiara-kradziezy-tozsamosci-wspolwinne-sa-rowniez-polskie-banki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>28dni uruchamia bezpłatną wersję angielską, podczas gdy wciąż każe płacić polskim użytkowniczkom</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/09/24/28dni-uruchamia-bezplatna-wersje-angielska-podczas-gdy-wciaz-kaze-placic-polskim-uzytkowniczkom/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/09/24/28dni-uruchamia-bezplatna-wersje-angielska-podczas-gdy-wciaz-kaze-placic-polskim-uzytkowniczkom/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Sep 2008 12:33:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[serwisy społecznościowe]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/?p=683</guid>
		<description><![CDATA[Jak poczulibyście się jako klienci, gdyby produkt, za który płacicie, producent nagle zaczął oferować za darmo osobom innej rasy, innej płci albo innej narodowości? Albo nawet w innej wersji językowej. Innymi słowy &#8211; zaoferował go komuś innemu za darmo, podczas gdy od Was wciąż zamierzałby pobierać opłatę?
28dni, serwis pozwalający na śledzenie wszystkich parametrów związanych z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/09/28dni-logo.png" alt="" title="28dni-logo" width="167" height="69" class="alignleft size-thumbnail wp-image-682" />Jak poczulibyście się jako klienci, gdyby produkt, za który płacicie, producent nagle zaczął oferować za darmo osobom innej rasy, innej płci albo innej narodowości? Albo nawet w innej wersji językowej. Innymi słowy &#8211; zaoferował go komuś innemu za darmo, podczas gdy od Was wciąż zamierzałby pobierać opłatę?</p>
<p><a href="http://28dni.pl/">28dni</a>, serwis pozwalający na śledzenie wszystkich parametrów związanych z cyklem menstruacyjnym, uruchomił swoją anglojęzyczną odsłonę, <a href="http://go28days.com/">go28days</a>. Początek jest chyba udany, bo zostali już <a href="http://www.techcrunch.com/2008/09/24/go28days-a-site-i-guarantee-ill-never-use/">zauważeni przez TechCrunch</a>, co z kolei szybko <a href="http://antyweb.pl/28dnipl-rusza-za-granice-i-juz-napisal-o-nich-techcrunch/">zauważono</a> w Polsce, ale mnie najbardziej interesuje zmiana modelu biznesowego. Polskie 28dni jest bowiem płatne, podczas gdy go28days oferowane jest za darmo. <span id="more-683"></span></p>
<p>Oczywiście nie jest to nic dziwnego, na świecie go28days będzie miało <a href="http://www.mymonthlycycles.com/">naprawdę</a> <a href="http://www.fertilityfriend.com/">sporo</a> <a href="http://beta.mon.thly.info/">różnej</a> <a href="http://pmsbuddy.com/">konkurencji</a>, więc próba wejścia na rynek z płatnym produktem skazana byłaby na niepowodzenie. Zastanawia mnie jedynie, jak poczułbym się jako klient 28dni, płacący 79 zł rocznie za korzystanie z serwisu, którego nagle powstaje angielska, darmowa wersja.</p>
<p>Oczywiście nikt nikomu nie broni przenieść się na go28days, choć rzecz jasna nikt też tego nie ułatwia &#8211; przenosząc się, użytkowniczki stracą całą swoją historię, która akurat w tym serwisie jest na pewno ważna. Być może można wprowadzić dane z przeszłości i ręcznie przepisać wszystkie historyczne dane, ale nawet jeśli, to przepisywanie wszystkich tych temperatur, godzin i innych danych z ostatnich 400 dni to spora bariera. Rzeczy, których przepisać się nie da, to komentarze do wykresów &#8211; i o ile moim samczym mózgiem niezbyt mogę pojąć (nawet nie próbuję) sens komentowania codziennych temperatur i wszystkich innych danych, to użytkowniczki najwyraźniej ten sens widzą, bo w polskiej wersji 70 tysiącom założonych wykresów towarzyszy milion komentarzy.</p>
<p>Czy firma mogła to zrobić inaczej? Skoro na świecie produkt oferowany jest za darmo, twórcy prawdopodobnie mają inny pomysł jak na nim zarabiać. Być może warto było spróbować wdrożyć ten nowy model również w polskim serwisie i &#8211; jeśli się sprawdzi &#8211; odejść od kont premium zarabiając na czym innym? Na pewno spowodowałoby to znaczny wzrost liczby użytkowniczek, a więc jeśli inne przychody rekompensowałyby brak abonamentu, to wzrost skali oznaczałby też wzrost ogólnych zysków serwisu. Oczywiście to jest łatwe do gdybania ale trudniejsze do zrealizowania. Swoją drogą ciekawe ile z tych 70 tys. wykresów w polskim serwisie to konta płatne, a ile nieaktywne już konta założone w ramach 30-dniowego, bezpłatnego okresu testowego</p>
<p>Czy zatem użytkowniczki 28dni mają prawo obrazić się na serwis? Czy 28dni mogło to zrobić inaczej? A może w ogóle nie ma o czym mówić? Nie twierdzę, że jest to jakiś wielki problem, prawdopodobnie zresztą większość użytkowniczek nawet go nie zauważy (nie znając angielskiej wersji), ale lubię zwracać uwagę na niuanse i detale, a ten wydał mi się interesujący i chyba dosyć unikalny, więc warty zastanowienia się nad nim. Ciekawy jestem Waszych opinii w tym temacie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/09/24/28dni-uruchamia-bezplatna-wersje-angielska-podczas-gdy-wciaz-kaze-placic-polskim-uzytkowniczkom/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Twój pomysł na startup jest warty 12,50 zł (z VAT)</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/09/16/twoj-pomysl-na-startup-jest-warty-1250-zl-z-vat/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/09/16/twoj-pomysl-na-startup-jest-warty-1250-zl-z-vat/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 16 Sep 2008 12:53:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[informacje]]></category>
		<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[startupy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/?p=672</guid>
		<description><![CDATA[Zupełnie rozbrajają mnie ludzie, którzy myślą, że ich genialne pomysły na nowe startupy są cokolwiek warte. Ba, bardzo dużo warte. W skrytości kiszą je w szufladach lub w głowach, wierząc, że jeśli zdradzą je światu stracą grube miliony.
Otóż niestety, bardzo mi przykro. Wasze genialne pomysły są nic nie warte. Pomysły ogólnie są tanie. Jeśli zatrudnić [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href='http://www.flickr.com/photos/cayusa/981372736/'><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/09/981372736_74e2d99d8f_m.jpg" alt="" title="981372736_74e2d99d8f_m" width="240" height="240" class="alignleft size-thumbnail wp-image-673" /></a>Zupełnie rozbrajają mnie ludzie, którzy myślą, że ich genialne pomysły na nowe startupy są cokolwiek warte. Ba, bardzo dużo warte. W skrytości kiszą je w szufladach lub w głowach, wierząc, że jeśli zdradzą je światu stracą grube miliony.</p>
<p>Otóż niestety, bardzo mi przykro. Wasze genialne pomysły są nic nie warte. Pomysły ogólnie są tanie. Jeśli zatrudnić na etacie wymyślacza pomysłów dowolnego niegłupiego człowieka z naszej branży i kazać mu wymyślać pomysły przez osiem godzin dziennie, w miesiąc stworzyłby kilkadziesiąt idei równie genialnych jak ten Wasz jedyny. A jeśli nie wierzycie, to postawcie na tym miejscu siebie &#8211; czy ktoś taki jak Wy nie byłby w stanie stworzyć wielu genialnych pomysłów, gdyby tylko tym się zajmował przez osiem godzin dziennie? No przecież każdy z Was by dał radę. Czy to oznacza, że Wasze możliwości to 2,4 mld zł rocznie (skromne 20 pomysłów miesięcznie wartych 10 mln każdy)? Raczej nie. Ile Wasze idee są w stanie dla Was zarobić leżąc zakurzone w szufladzie?<span id="more-672"></span></p>
<p>Niemalże codziennie mam fajny pomysł na nowy produkt. Chodząc po sieci, czytając różne artykuły. Nawet chodząc po ulicach często znajduję inspirację, która gdzieś tam zapala małą żaróweczkę. Lubię sobie o tych pomysłach chwilę pomyśleć i przeanalizować &#8211; tylko po to, żeby na drugi dzień całkiem o nich zapomnieć, bo doskonale wiem, że ich nie zrealizuję, a pomysły same w sobie są nic nie warte. Ale taka  ewaluacja to dobry trening, który lubię robić, w dodatku zostawiający na przyszłość jakieś gotowe schematy, wnioski czy przemyślenia, które zawsze kiedyś się przydadzą.</p>
<p>Rozumiem jednak doskonale, że nowych pomysłów mogę mieć sto rocznie, poważniej myśleć mogę o pięciu-dziesięciu z nich, ale zabiorę się tylko za jeden lub dwa. Sukces to kombinacja dobrego pomysłu, dobrego wykonania, dużego zaangażowania, ciężkiej pracy, odrobiny szczęścia i wielu jeszcze innych rzeczy. Sam pomysł w większości przypadków nie buduje nawet jednego procenta. Zupełnie zatem nie rozumiem ludzi, a spotykam takich codziennie, którzy swoje genialne pomysły (a oczywiście mają co chwilę nowe i nowe) traktują jak sefjy wypełnione po brzegi sztabkami złota.</p>
<p>Skoro więc pomysł wart jest przeciętnie 12,50 zł (z VAT), to jaki jest sens chować go po szufladach jeśli nie mamy zamiaru go realizować? O tym właśnie pomyślał Marcin Jagodziński i otworzył akcję <a href="http://netto.blox.pl/2008/09/nie-badz-psem-ogrodnika.html">nie bądź psem ogrodnika</a>, wzorowaną na sesjach z kopenhaskiej konferencji Reboot. Skoro każdy z nas ma mnóstwo pomysłów, których i tak nie będzie realizował, dlaczego nie podzielić się nimi z innymi? Być może kogoś nasza idea zainspiruje i albo się nią zajmie, albo rozwinie w coś jeszcze innego. Jeśli macie ochotę na przewietrzenie szuflad i pokazanie o czym myśleliście, ale nie będziecie realizować, <a href="http://netto.blox.pl/2008/09/nie-badz-psem-ogrodnika.html">piszcie do Marcina</a>. Może zbierze się z tego ciekawy zbiór pomysłów. Może ktoś coś podchwyci i z prostego pomysłu uda mu się zbudować sukces. W końcu żyjemy w czasach, gdy tak wiele jest osób chcących coś zrobić <a href="http://www.webstop.pl/2008/09/11/spieszcie-sie-kopiowac-pomysly-z-techcrunch50/">ale nie wiedzących co</a>.</p>
<p>Dlaczego 12,50 zł (z VAT)? A dlaczego nie. Pomysł można opowiedzieć w trakcie wypicia jednego piwa w knajpie. Postaw komuś pięć dobrych piw a usłyszysz pięć dobrych pomysłów (co więcej, z każdym kolejnym piwem pomysły będą zapewne lepsze).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/09/16/twoj-pomysl-na-startup-jest-warty-1250-zl-z-vat/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>40</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Spieszcie się kopiować pomysły z TechCrunch50</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/09/11/spieszcie-sie-kopiowac-pomysly-z-techcrunch50/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/09/11/spieszcie-sie-kopiowac-pomysly-z-techcrunch50/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 11 Sep 2008 17:14:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Benefi]]></category>
		<category><![CDATA[CashControl]]></category>
		<category><![CDATA[Mint]]></category>
		<category><![CDATA[MojeGrosze]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[startupy]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/?p=668</guid>
		<description><![CDATA[Zakończone właśnie dwie kalifornijskie konferencje, TechCrunch50 i DEMOfall08 to kuźnia świeżych pomysłów i nowych rozwiązań. Obie są platformą dla nowych startupów, pozwalającą im pokazać się i wypromować. O ile TechCrunch50 zbiera najlepsze projekty i zarabia na sponsorach i uczestnikach konferencji (projekty prezentują się za darmo), tak DEMOfall kasuje całkiem spore kwoty od prezentujących się projektów [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/09/techcrunch50-logo-240x62.png" alt="" title="techcrunch50-logo" width="240" height="62" class="alignleft size-thumbnail wp-image-669" />Zakończone właśnie dwie kalifornijskie konferencje, <a href="http://www.techcrunch50.com">TechCrunch50</a> i <a href="http://www.demo.com/">DEMOfall08</a> to kuźnia świeżych pomysłów i nowych rozwiązań. Obie są platformą dla nowych startupów, pozwalającą im pokazać się i wypromować. O ile TechCrunch50 zbiera najlepsze projekty i zarabia na sponsorach i uczestnikach konferencji (projekty prezentują się za darmo), tak DEMOfall kasuje całkiem spore kwoty od prezentujących się projektów &#8211; jednak oba wydarzenia zawsze obfitują w wiele ciekawych produktów, którym warto się przyjrzeć.<span id="more-668"></span></p>
<p>Przeglądu projektów pokazanych na TC50 i DEMO08 jeszcze nie robiłem, ale na pewno zrobię (i napiszę Wam o nich, jeśli coś mnie naprawdę urzeknie). O tych najciekawszych będzie się zresztą na pewno bardzo wiele pisało, więc raczej nie macie szans ich przeoczyć. Jeśli jednak chcielibyście zainspirować się którymś z pokazanych tam pomysłów (czytaj: sklonować go na rynek polski), miejcie na uwadze to, że takich jak Wy będzie wielu.</p>
<p><strong>Jeśli coś kopiować, to szybko i sprawnie</strong></p>
<p>Dawno minęły już czasy, gdy można było przypadkiem trafić na zagraniczny serwis, który powstał rok temu, poświęcić rok na skopiowanie pomysłu w Polsce i po dwóch latach od startu oryginału zadziwić wszystkich na naszym lokalnym rynku. Dziś każdy nowy pomysł pokazany gdzieś na świecie budzi niecne myśli w setkach głów nad Wisłą, a projekty w rodzaju zwycięzców TechCrunch50, SeedCamp czy YCombinator, czyli będące w centrum uwagi, budzą tych myśli odpowiednio więcej. Jeśli więc chcecie któryś z nich przenieść do Polski, róbcie to szybko. Nie żartuję.</p>
<p>Spójrzcie na taki <a href="http://www.mint.com/">Mint</a>, który wygrał zeszłoroczny TechCrunch40. Mint nie jest niczym szczególnie odkrywczym, choć jest tak genialnym pomysłem, że jakoś nikt na to wcześniej nie wpadł. To serwis pozwalający zarządzać osobistymi finansami &#8211; funkcjonalność znana od lat z programów biurkowych typu Microsoft Money czy Quicken, ale przeniesiona na platformę webową. Ręka do góry, kto z Was choć przez chwilę myślał o zrobieniu tego w Polsce!</p>
<p><strong>Wyścig klonów Mint</strong></p>
<p>Okazuje się, że nie wszyscy poprzestali na myśleniu. Dzisiaj, dokładnie rok po tym, jak Mint pokazał się światu, są już w Polsce trzy jego klony: <a href="https://mojegrosze.pl/">MojeGrosze</a>, <a href="http://www.cashcontrol.pl/">CashControl</a> i <a href="http://benefi.pl/">Benefi</a>. To nie wszystko. Do <a href="http://www.ventureincubator.pl/">Venture Incubator</a> zgłaszały się trzy różne zespoły szukające finansowania i wsparcia w budowaniu takiego samego produktu. Mogę tylko zgadywać, ile innych, podobnych projektów, nie zgłosiło się akurat do nas albo w ogóle nie szukało inwestora.</p>
<p>Można zaryzykować stwierdzenie, że w przypadku klona Mint najpóźniejszy moment, w którym można było wejść na polski rynek jako pierwszy serwis tego typu, to było dziewięć miesięcy od premiery Mint. Im prostszy produkt tym ten czas będzie krótszy, a Mint przecież do takich prostych serwisów nie należy. Oczywiście nie jest powiedziane, że bycie pierwszym gwarantuje sukces &#8211; zwłaszcza, że żaden z wymienionych polskich klonów Mint jeszcze zbytnio nie rozwinął skrzydeł &#8211; ale bycie pierwszym i zaskoczenie rynku czymś nowym na pewno może pomóc.</p>
<p>Jeśli więc chodzi Wam po głowie zrobienie w Polsce czegoś, co zobaczyliście na TechCrunch50 (albo ogólnie, jako nowość gdzieś na świecie), to nie zabierajcie się za to miesiącami, bo im bardziej atrakcyjny pomysł i im głośniej było o oryginale, tym większa szansa, że oprócz Was to samo robić będzie będzie jeden lub więcej zespołów, z którymi będziecie się ścigać.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/09/11/spieszcie-sie-kopiowac-pomysly-z-techcrunch50/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po co tak naprawdę powstało Google Chrome</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/09/05/po-co-tak-naprawde-powstalo-google-chrome/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/09/05/po-co-tak-naprawde-powstalo-google-chrome/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Sep 2008 09:23:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[aplikacje online]]></category>
		<category><![CDATA[Google]]></category>
		<category><![CDATA[Google Chrome]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/?p=654</guid>
		<description><![CDATA[Tak, wszyscy napisali już o przeglądarce Google. Skoro emocje już opadły, chętnie wrzucę swoje trzy grosze, bo &#8211; jak to zwykle w przypadku produktów Google bywa &#8211; Chrome to nie tylko przeglądarka ale niecny plan przejęcia kontroli nad światem. Tak z lekkim przymrużeniem oka, oczywiście &#8211; ale fakt faktem, premiera Chrome ma drugie dno, tu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/09/google-chrome-beta.png" alt="" title="google-chrome-beta" width="164" height="68" class="alignleft size-thumbnail wp-image-653" />Tak, wszyscy napisali już o <a href="http://www.google.com/chrome/">przeglądarce Google</a>. Skoro emocje już opadły, chętnie wrzucę swoje trzy grosze, bo &#8211; jak to zwykle w przypadku produktów Google bywa &#8211; Chrome to nie tylko przeglądarka ale niecny plan przejęcia kontroli nad światem. Tak z lekkim przymrużeniem oka, oczywiście &#8211; ale fakt faktem, premiera Chrome ma drugie dno, tu nie chodzi tylko o przeglądarkę.</p>
<p><strong>Całkiem niezła przeglądarka</strong></p>
<p>Zacznijmy jednak od powierzchowności. Google Chrome to przede wszystkim całkiem dobra przeglądarka. Czerpiąc z tego, co najlepsze u konkurencji (ale implementując to lepiej) i dodając kilka swoich pomysłów, Google stworzyło produkt, z którym naprawdę dobrze się pracuje. Pasek adresu/wyszukiwania jest genialny i po kilku chwilach przyzwyczajasz się tak, że nie chcesz wracać do Firefoxa (wersji Chrome na OS X jeszcze niestety nie ma). Strona startowa jest świetna &#8211; i niech Opera mówi sobie co chce, że to zapożyczenie od nich &#8211; nie liczy się pomysł, tylko wykonanie. <span id="more-654"></span></p>
<p>Niektóre inne rzeczy oferowane przez Chrome też już wcześniej widzieliśmy. Wyciąganie kart z okna i robienie z nich nowych okien działa prawie dokładnie tak jak w Safari. Tryb prywatny czyli &#8220;porn mode&#8221; to również coś, co od dłuższego czasu ma Safari (większość pisze, że to zapożyczenie z Internet Explorera, ale IE to przecież podpatrzył w Safari). Tworzenie ze strony www samodzielnej aplikacji, bez interfejsu przeglądarki, uruchamianej skrótem z pulpitu i możliwej do przełączania Alt+Tab tak jak w przypadku każdej innej aplikacji też już widzieliśmy, ale zawsze jako osobne narzędzia &#8211; nigdy dotąd wbudowane w przeglądarkę.</p>
<p><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/09/google-chrome.png" alt="" title="google-chrome" width="443" height="364" class="aligncenter size-medium wp-image-655" /></p>
<p>Tak, twórcy Chrome zdecydowanie wybrali to co najlepsze z istniejących produktów i zaimplementowali to lepiej niż konkurencja w produkcie, który jest dziesięć razy szybszy. Bo Chrome jest naprawdę szybki. Uruchamianie, otwieranie kart, wyświetlanie stron, działanie aplikacji napisanych w JavaScript, to wszystko dzieje się nieporównywalnie szybciej niż w ślamazarnych Internet Explorerze i Firefoxie.</p>
<p><strong>Stabilność i szybkość</strong></p>
<p>Tu dochodzimy do najważniejszej rzeczy w Chrome. Przeglądarka Google jest niesamowicie szybka i reklamowana jest jako bardzo stabilna. Google zauważyło, że dzisiejszy web wygląda zupełnie inaczej niż w czasach, gdy powstawały dzisiejsze przeglądarki. Kiedyś internet tworzyły statyczne strony, czasem z niewielkimi dodatkami JavaScript realizującymi niezbyt skomplikowane rzeczy. Dzisiaj coraz więcej stron to tak naprawdę rozbudowane aplikacje, które wymagają znacznie więcej od silników JavaScript przeglądarek &#8211; a te zwykle dobudowane są na dokładkę, działają potwornie niewydajnie, a zawieszenie jednego skryptu potrafi zawiesić całą przeglądarkę.</p>
<p>Google postanowiło to zmienić. Zamiast upakowywać przeglądarkę fajerwerkami, dostarczyli tylko najistotniejsze rzeczy, osiągając dzięki temu szybkość (naprawdę nie potrzebuję klienta torrent w przeglądarce &#8211; patrz Opera). Do renderowania HTML użyli open-sourcowego <a href="http://webkit.org/">WebKit</a> od Apple, który jest najszybszym silnikiem HTML. Do JavaScript użyli wirtualnej maszyny <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/V8_JavaScript_engine">V8</a>, która w zupełnie nowy sposób przetwarza kod JS i osiąga dzięki temu ponadprzeciętną prędkość &#8211; właśnie do tego została od samego początku zaprojektowana. W ten sposób Chrome stało się najszybszą przeglądarką aktualnie dostępną na rynku. Tę różnicę widać gołym okiem nawet przy normalnym chodzeniu po sieci, ale jeszcze bardziej widać ją w trakcie pracy z rozbudowanymi i wymagającymi aplikacjami webowymi.</p>
<p>Najważniejszą jednak rzeczą jest stabilność. Wszystkim chyba zdarza się, że mając otworzonych wiele zakładek z różnymi stronami, nagle któraś z nich zawiesza się, powodując, że cała przeglądarka przestaje odpowiadać. Często jedynym ratunkiem jest zabicie całej przeglądarki i wystartowanie jej od nowa. To jest oczywiście uciążliwe i wiele produktów stara się znaleźć na to remedium &#8211; niestety nie zajmując się problemem u źródła, usuwając skutki a nie przyczyny. Firefox zatem potrafi po ponownym uruchomieniu odtworzyć wszystkie otwarte karty, wyświetlając nam ten sam zestaw stron, jakie mieliśmy otwarte przed wysypaniem się przeglądarki. Ale jeśli w którymś z tych okien mieliśmy jakieś dane, to już niestety ich nie mamy. Wiele aplikacji webowych, jak choćby edytor Wordpressa, w którym właśnie piszę tekst, automatycznie zapisuje dokumenty w bazie co kilkadziesiąt sekund w trakcie pracy nad nimi. To wszystko są protezy, które oczywiście sprawiają, że praca z aplikacjami webowymi jest możliwa &#8211; ale daleka jest od komfortowej.</p>
<p>Google postanowiło rozwiązać problem u źródła i całą architekturę przeglądarki zaprojektowało w odpowiedni sposób. Każda karta, każda otwierana strona, to osobny, niezależny proces, który jeśli stanie się niestabilny i wysypie się, zrobi to samodzielnie, nie wpływając na pracę całej przeglądarki ani innych otwartych stron. Co więcej &#8211; każdy element typu obiekt Flash czy Java osadzony na stronie, jest również osobnym procesem i problemy z nim wyłączą jedynie ten mały fragment ekranu, na którym jest wyświetlany, a cała reszta strony pracować będzie poprawnie. To jest jak różnica między posiadaniem ubezpieczenia na życie, a jeździe samochodem z dobrą strefą zgniotu i poduszkami powietrznymi.</p>
<p><strong>W tym wszystkim nie chodzi o przeglądarkę.</strong></p>
<p>Ale nowa wojna przeglądarek raczej nie wybuchnie &#8211; przynajmniej nie na razie. Dla Google bardziej istotne jest wprowadzenie nowej jakości na rynek przeglądarek niż zdobycie w nim 50% udziałów. Oto bowiem Google stworzyło produkt, który zupełnie zmienia korzystanie z aplikacji webowych.</p>
<p>Bo czy ktokolwiek będzie w poważny sposób korzystał z Google Docs, online&#8217;owego odpowiednika MS Office, jeśli te aplikacje działają wolniej niż Word czy Excel i w dodatku przeglądarka co chwilę się zawiesza? Może ktoś będzie, ale na pewno nie rynek korporacyjny, czyli najwięksi odbiorcy tych produktów. Zaoferowanie narzędzia, które sprawia, że praca z takimi aplikacjami jest szybsza i bardziej niezawodna, to wielki krok w kierunku przesunięcia środka ciężkości z biurek naszych komputerów do tzw. chmury &#8211; rozproszonego środowiska znajdującego się gdzieś w sieci. Nagle korzystanie z aplikacji webowych nie tylko dla zabawy, ale i w poważnych zastosowaniach, stało się dużo bardziej możliwe i dużo bardziej sensowne. Google nie chce wykończyć Microsoftu zabierając udziały rynkowe Internet Explorerowi &#8211; chce wykończyć Microsoft zabierając udziały rynkowe pakietowi Office.</p>
<p>Zatem zupełnie nie chodzi tu o wojnę przeglądarek. Niech sobie tych 30% wciąż korzystających z szóstej wersji IE nadal z niego korzysta, Chrome nie musi o nich walczyć. IE6 nadaje się do przeglądania portali i z grubsza do niczego innego &#8211; to i tak nie są klienci, którzy korzystaliby z Google Docs, bo ich wymagania w stosunku do technologii są niewielkie. Jeśli więc Google zdobędzie 20% najbardziej nowoczesnych użytkowników, to będzie z tego bardziej szczęśliwe, niż gdyby zdobyło 50% rynku mając &#8220;zwykłą&#8221; przeglądarkę, przy użyciu której Google Docs działa tak samo wolno jak w IE czy Firefoxie. Chrome ma za zadanie ułatwić i rozpropagować korzystanie z aplikacji webowych &#8211; przyspieszyć proces przechodzenia świata na właśnie taki tryb pracy online &#8211; i to właśnie tutaj Google chce dominować.</p>
<p><strong>Chrome jako open-source</strong></p>
<p>Udostępnienie kodu przeglądarki jako open-source to świetne posunięcie, potwierdzające to, że Google wcale nie zależy na udziale w rynku przeglądarek. Gdyby bowiem zależało, staraliby się chronić własne rozwiązania i być jedynymi, którzy je oferują. Google chce osiągnąć coś wręcz przeciwnego. Google daje wszystkim kod przeglądarki i zachęca do wykorzystania go &#8211; lub też jego części, jak na przykład silnika V8 &#8211; we własnych produktach. Nie chce zagarnąć rynku webowego, chce dokonać jakościowej zmiany w przeglądarkach.</p>
<p>Niech inni skorzystają za darmo z technologii Google, wezmą kod Chrome, dodadzą do niego kilka swoich pomysłów oraz własną nazwę &#8211; i oferują to jako zupełnie nowy produkt. Jeśli miałby on wydrzeć kolejny procencik rynku od przeglądarek poprzedniej generacji, Google będzie z tego powodu bardziej niż szczęśliwe &#8211; bo będzie to kolejny krok w kierunku ułatwienia światu korzystania z aplikacji online.</p>
<p>I właśnie o to chodzi w Chrome. Google dominuje na rynku aplikacji webowych ale aplikacje online to dziś znikomy procent rynku wszystkich aplikacji. Więcej osób używa Outlooka i Office niż GMail i Google Docs. Gdy rynek przesunie się w kierunku aplikacji w chmurze, to Google zostanie nowym liderem na rynku aplikacji. Chrome powstało po to, żeby ten moment nastąpił prędzej.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/09/05/po-co-tak-naprawde-powstalo-google-chrome/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>20</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jakich słów NIE używać mówiąc o swoim startupie?</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/08/27/jakich-slow-nie-uzywac-mowiac-o-swoim-startupie/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/08/27/jakich-slow-nie-uzywac-mowiac-o-swoim-startupie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 27 Aug 2008 13:35:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[finansowanie]]></category>
		<category><![CDATA[Seedcamp]]></category>
		<category><![CDATA[startupy]]></category>
		<category><![CDATA[UK]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/?p=643</guid>
		<description><![CDATA[Seedcamp, londyński inkubator startupów webowych, po zebraniu setek zgłoszeń postanowił sprawdzić, jakich słów przedsiębiorcy najczęściej używają do określania swoich projektów. Wyniki opublikował na swoim blogu w atrakcyjnej wizualnie formie dostarczanej przez Wordle.
To dosyć ciekawa lista pokazująca, co jest najgorętszym tematem aktualnie podejmowanym przez startupy. Z drugiej strony &#8211; jeśli macie komuś w jednym zdaniu, w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/08/seedcamp-logo-240x96.png" alt="" title="seedcamp-logo" width="240" height="96" class="alignleft size-thumbnail wp-image-644" /><a href="http://www.seedcamp.com/">Seedcamp</a>, londyński inkubator startupów webowych, po zebraniu setek zgłoszeń postanowił sprawdzić, jakich słów przedsiębiorcy najczęściej używają do określania swoich projektów. Wyniki <a href="http://blog.seedcamp.com/2008/08/2008-application-zeitgeist.html">opublikował</a> na swoim blogu w atrakcyjnej wizualnie formie dostarczanej przez <a href="http://wordle.net/">Wordle</a>.</p>
<p>To dosyć ciekawa lista pokazująca, co jest najgorętszym tematem aktualnie podejmowanym przez startupy. Z drugiej strony &#8211; jeśli macie komuś w jednym zdaniu, w ciągu kilkunastu sekund opowiedzieć czym się zajmujecie, <strong>unikajcie tych słów</strong>. Żeby być atrakcyjnym, musicie odróżnić się od reszty &#8211; stwierdzenie, że robicie to samo co wszyscy, nie stworzy wokół Was zainteresowania. Po kliknięciu większa wersja:</p>
<p><a href='http://2.bp.blogspot.com/_fd0KUtdWGh0/SKMYTIHM-YI/AAAAAAAAAH4/kuHxTds5qKQ/s1600-h/creating_3.png'><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/08/seedcamp-zeitgeist-2008.png" alt="" title="seedcamp-zeitgeist-2008" width="400" height="243" class="aligncenter size-medium wp-image-645" /></a></p>
<p>Bo gdy słyszę, że ktoś robi people centered online social service with community content as a new information platform for web and mobile&#8230; to dalej już nie słucham. Przykład może przejaskrawiony, ale rozumiecie o co chodzi.<span id="more-643"></span></p>
<p>Jestem wielkim fanem <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Elevator_pitch">elevator pitch</a>. Pamiętajcie jednak, że jeśli w 20-wyrazowej wypowiedzi znajdzie się dziesięć słów z powyższej listy, to zostanie Wam tylko dziesięć na przekazanie informacji, a Wasz słuchacz będzie musiał wyłuskiwać ją spomiędzy bełkotu &#8211; bo wszystkie te słowa straciły dzisiaj na znaczeniu. Dzisiaj wszystko jest social, community i mobile. Dziś nawet portale mówią o swoich wielomilionowych społecznościach mając na myśli grupę osób komentujących artykuły. Jeśli chcecie zrobić coś zauważalnego, mówcie o tym w sposób, który ktoś zauważy.</p>
<p>Ze statystyki stworzonej przez Seedcamp wyłania się też obraz <a href="http://1.bp.blogspot.com/_fd0KUtdWGh0/SKMYTMc_ucI/AAAAAAAAAIA/cm6bY_jceHY/s1600-h/money_10.png">modeli biznesowych</a> oraz <a href="http://4.bp.blogspot.com/_fd0KUtdWGh0/SKMYTbtN-aI/AAAAAAAAAII/teNFA3iNOPo/s1600-h/tools_16.png">używanych technologii</a>. W skrócie: advertising is king.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/08/27/jakich-slow-nie-uzywac-mowiac-o-swoim-startupie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rackspace IPO &#8211; pierwszy debiut giełdowy w IT po półrocznej przerwie</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/08/13/rackspace-ipo-pierwszy-debiut-gieldowy-w-it-po-polrocznej-przerwie/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/08/13/rackspace-ipo-pierwszy-debiut-gieldowy-w-it-po-polrocznej-przerwie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 13 Aug 2008 13:25:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[informacje]]></category>
		<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[infrastruktura]]></category>
		<category><![CDATA[inwestycje]]></category>
		<category><![CDATA[Rackspace]]></category>
		<category><![CDATA[startupy]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/?p=635</guid>
		<description><![CDATA[Fatalna sytuacja na giełdach, o której słyszycie wszędzie dookoła nawet jeśli nie interesujecie się gospodarką spowodowała, że na amerykańskich giełdach przez bite pół roku nie zanotowano debiutu żadnej firmy IT wspieranej przez fundusz VC.
Śmierć technicznych IPO w 2008
Ostatnią firmą technologiczną, w którą wcześniej zainwestowały VC, a która weszła na giełdę, była ArcSight, która zadebiutowała na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/08/rackspace-logo.png" alt="" title="rackspace-logo" width="206" height="103" class="alignleft size-thumbnail wp-image-636" />Fatalna sytuacja na giełdach, o której słyszycie wszędzie dookoła nawet jeśli nie interesujecie się gospodarką spowodowała, że na amerykańskich giełdach przez bite pół roku nie zanotowano debiutu żadnej firmy IT wspieranej przez fundusz VC.</p>
<p><strong>Śmierć technicznych IPO w 2008</strong></p>
<p>Ostatnią firmą technologiczną, w którą wcześniej zainwestowały VC, a która weszła na giełdę, była ArcSight, która zadebiutowała na parkiecie w lutym. Do zeszłego piątku była to jedyna taka firma od początku roku &#8211; podczas gdy w zeszłym roku na giełdzie zadebiutowało aż 47 firm IT wspieranych przez VC. Ta dysproporcja obrazuje, w jak fatalnym stanie znajduje się giełda &#8211; fundusze boją się wypuszczać swoje spółki portfelowe na rynek z powodu niższych wycen niż jeszcze rok temu i chyba jeszcze bardziej w obawie przed spadkiem wyceny już po debiucie.</p>
<p>Owe pół roku to pierwsza tak długa przerwa od 30 lat &#8211; nic więc dziwnego, że piątkowego debiutu Rackspace wyczekiwała cała branża. Nie tylko inwestorzy oraz firmy szukujące się na giełdę, ale też i startupy szukające dopiero finansowania. <span id="more-635"></span></p>
<p><strong>Rackspace testuje rynek</strong></p>
<p>Rackspace zatem przeciera szlaki i testuje, czy rynek jest gotowy na przyjęcie nowych spółek IT i docenienie ich wartości, czy może jednak przeceni je ściągając ich wartość w dół. IPO Rackspace było całkiem spore, firma pozyskała z giełdy 187,5 mln USD przy wycenie na poziomie 1,45 miliarda dolarów i cenie akcji $12,50. Była to jednak najniższa wartość, jakiej szukała firma &#8211; oryginalny plan zakładał ofertę w cenie $16 za akcję.</p>
<p>Rackspace jednak zawiodło. Pierwsze, piątkowe notowanie zamknęło się ceną akcji $10,01, dając równo 20% spadku wartości w porównaniu do ceny emisji. To nie jest scenariusz, o którym marzyli inwestorzy. Po paru dniach kurs waha się pomiędzy $10 a $11, ale dopiero jeśli uda mu się szybko zbliżyć do ceny emisyjnej i utrzymać ją przez jakiś czas, będzie to sygnał dla VC, że mogą nieśmiało znów patrzeć w stronę giełdy bez nadmiernej obawy o straty (o zyskach nawet nie wspominam).</p>
<p><strong>Wszyscy są ostrożni</strong></p>
<p>Obawiam się jednak, że 2008 nie przyniesie więcej niż jeszcze parę debiutów IT na giełdzie. Co to oznacza dla Was? Przykro mi to mówić, ale najgorszy możliwy moment na szukanie finansowania dla Waszych startupów. W ciężkich czasach bowiem inwestorzy są ostrożni. Gdy możliwości korzystnego wyjścia z inwestycji są niskie, inwestorzy ostrożniej wydają pieniądze. Mniejsze jest wszystko &#8211; ilości firm, którym udaje się pozyskać finansowanie, wysokość tego finansowania oraz wyceny firm/projektów.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/08/13/rackspace-ipo-pierwszy-debiut-gieldowy-w-it-po-polrocznej-przerwie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Omnisio, czyli Google płaci po 5 mln dolarów od głowy</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/07/31/omnisio-czyli-google-placi-po-5-mln-dolarow-od-glowy/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/07/31/omnisio-czyli-google-placi-po-5-mln-dolarow-od-glowy/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 31 Jul 2008 21:42:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Google]]></category>
		<category><![CDATA[inwestycje]]></category>
		<category><![CDATA[Omnisio]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[video]]></category>
		<category><![CDATA[YouTube]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/?p=621</guid>
		<description><![CDATA[Dziś wszyscy piszą o tym, że Google kupiło Omnisio i wraz z tymi informacjami przewija się kwota 15 mln dolarów. Mnie zaś &#8211; i z moich dzisiejszych rozmów wynika, że nie tylko mnie &#8211; zastanawia, za co tak naprawdę Google tyle zapłaciło.
Bo przecież Omnisio to nieskomplikowany produkt, który stworzyło trzech chłopaków w trzy miesiące. Gdyby [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/07/omnisio-logo-240x74.png" alt="" title="omnisio-logo" width="240" height="74" class="alignleft size-thumbnail wp-image-620" />Dziś wszyscy <a href="http://antyweb.pl/omnisio-kupiony-przez-google/">piszą</a> o tym, że Google kupiło <a href="http://www.omnisio.com/">Omnisio</a> i wraz z tymi informacjami przewija się kwota 15 mln dolarów. Mnie zaś &#8211; i z moich dzisiejszych rozmów wynika, że nie tylko mnie &#8211; zastanawia, za co tak naprawdę Google tyle zapłaciło.</p>
<p>Bo przecież Omnisio to nieskomplikowany produkt, który stworzyło trzech chłopaków w trzy miesiące. Gdyby chodziło o sam produkt, trzech programistów YouTube byłoby w stanie stworzyć podobny w krótkim czasie. Bo przecież oglądalność serwisu jest znikoma, a w dodatku po początkowym skoku związanym z dobrym marketingiem serwisu wywodzącego się z YCombinator, ruch na witrynie zaczął maleć. Zatem skoro wykluczamy produkt i jego popularność&#8230; co tak naprawdę kupiło Google?<span id="more-621"></span></p>
<p>Ludzi. Trzech founderów z pomysłami i energią, żeby je realizować. Sam nie wiem, czy to pierwsze oznaki rozrzutnych zachowań Google, jakie dobrze pamiętamy u wielu firm w czasach pierwszej bańki, czy po prostu talent w dolinie krzemowej jest aż tak bardzo w cenie.</p>
<p><strong>Na ratunek YouTube?</strong></p>
<p>A może Google po prostu na gwałt szuka pomysłów na YouTube? Serwis od momentu przejęcia go przez giganta z Mountain View praktycznie stoi w miejscu, a kilka prób przerobienia go na maszynkę do zarabiania pieniędzy zaliczyć należy raczej do nieudanych. Być może Google, po wydaniu 1,65 mld dolarów na serwis i prawdopodobnie późniejszym ciągłym dokładaniu do niego liczonym w setkach milionów, doszło do wniosku, że bez świeżej krwi, bez chłopaków pełnych pomysłów, nie ma szans na rewolucję w YouTube? W tym kontekście czym jest dodatkowych 15 mln. Jeśli tych trzech Australijczyków z Omnisio miałoby tchnąć w najpopularniejszy serwis video trochę świeżych pomysłów, to będzie to dobry deal dla Google.</p>
<p>Informacja na <a href="http://pl.youtube.com/blog?entry=2J_iwL4szts">blogu YouTube</a> chyba zresztą potwierdza tę hipotezę. Omnisio zostało kupione dla jego zespołu.</p>
<p><strong>The American Dream</strong></p>
<p>Krótkie przypomnienie historii Omnisio? Trzech Australijczyków przyjechało do Kalifornii na casting YCombinatora, którego zostali jednymi ze zwycięzców. Z pomocą funduszu od stycznia zajęli się tworzeniem serwisu, który premierę miał w marcu. Szczyt popularności, szacowany raptem na kilkadziesiąt tysięcy osób miesięcznie, osiągnęli w maju i czerwcu. W lipcu zostali kupieni przez Google za 15 mln dolarów.</p>
<p>Zwrot z inwestycji YCombinatora? Zainwestował w Omnisio 20 tys. dolarów &#8211; nie wiadomo w zamian za ile udziałów, ale YCombinator typowo obejmuje 6%. Jeśli tak było, to dzisiaj wypłaci ze swojej inwestycji 900 tys. dolarów, co daje czterdziestopięciokrotny zwrot w pół roku.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/07/31/omnisio-czyli-google-placi-po-5-mln-dolarow-od-glowy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Finansowanie startupów w Polsce &#8211; dlaczego nasze VC przegapiły NK i inwestują tak mało. W jaki sposób to się zmienia (na lepsze).</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/07/18/finansowanie-startupow-w-polsce-dlaczego-nasze-vc-przegapily-nk-i-inwestuja-tak-malo-w-jaki-sposob-to-sie-zmienia-na-lepsze/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/07/18/finansowanie-startupow-w-polsce-dlaczego-nasze-vc-przegapily-nk-i-inwestuja-tak-malo-w-jaki-sposob-to-sie-zmienia-na-lepsze/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Jul 2008 13:02:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[inwestycje]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[startupy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/?p=603</guid>
		<description><![CDATA[Grzegorz Marczak na AntyWeb zadał kilka pytań i postawił kilka tez odnośnie polskiego rynku finansowania przedsięwzięć webowych, z naciskiem na fundusze typu venture capital. Jest to temat bardzo bliski moim zainteresowaniom i niejednokrotnie już o finansowaniu pisałem, bardzo chętnie więc dorzucę moje trzy grosze.
Dla pełnej przejrzystości informuję, że jestem związany z inkubatorem/funduszem typu seed Venture [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.flickr.com/photos/68518558@N00/422416952/"><img src='http://farm1.static.flickr.com/180/422416952_cc3d655864_m.jpg' class='alignleft' /></a>Grzegorz Marczak na AntyWeb <a href="http://antyweb.pl/7-minut-amatorskich-video-przemyslen-na-temat-venture-capital/">zadał kilka pytań</a> i postawił kilka tez odnośnie polskiego rynku finansowania przedsięwzięć webowych, z naciskiem na fundusze typu venture capital. Jest to temat bardzo bliski moim zainteresowaniom i niejednokrotnie już o finansowaniu pisałem, bardzo chętnie więc dorzucę moje trzy grosze.</p>
<p>Dla pełnej przejrzystości informuję, że jestem związany z inkubatorem/funduszem typu seed <a href="http://www.ventureincubator.pl/">Venture Incubator</a> (piszę tak za każdym razem gdy na Webstop poruszam tematy krzyżujące się z moją działalnością zawodową).</p>
<p><strong>Dlaczego polskie VC nie inwestują w młode, internetowe biznesy?</strong> <span id="more-603"></span></p>
<p>Bo tak naprawdę nie taka jest ich rola. Oczywiście wszystko zależy od tego, jak zdefiniujemy słowo &#8220;młode&#8221;. Fundusze venture capital inwestują zazwyczaj w biznesy, które zdążyły już udowodnić swój model i potrzebują teraz solidnego zastrzyku kapitału na silną i szybką ekspansję. Nie inwestują w projekty na etapie prototypu czy wręcz samej idei. Z kilku przyczyn, z których jedną jest to, iż VC nie rozdrabniają się do małej skali, a do zbudowania prototypu zazwyczaj nie trzeba grubych milionów. VC są tylko jednym z elementów ekosystemu finansowania i chcą tak naprawdę wejść już na gotowe (taki ekosystem w Polsce dopiero się rodzi, będzie o tym niżej, jak również i o tym, dlaczego jest tak mało firm na tyle rozwiniętych, że już interesujących VC i jednocześnie wciąż szukających inwestora).</p>
<p>Nielicznymi wyjątkami są przedsięwzięcia takie jak chociażby <a href="http://www.crunchbase.com/company/joost">Joost</a>, który od samego początku napompowany był 45 milionami dolarów od trzech dużych funduszy VC i dwóch gigantów medialnych. Jednak takie wyjątki jak Joost muszą spełniać jednocześnie kilka warunków:</p>
<ul>
<li>Musi to być coś naprawdę nowego, co może być rewolucją jeśli chwyci. Najlepiej, jeśli jest to zupełnie nowa technologia albo wykorzystanie istniejących, sprawdzonych technologii w całkiem nowy sposób, najlepiej w gorącej i rozwijającej się niszy (np. sprawdzone w innych dziedzinach P2P dla eksplodującego rynku video w internecie).</li>
<li>Przedsięwzięcie musi być naprawdę kapitałochłonne. W innym przypadku VC wolą poczekać, aż pomysł sprawdzą inwestorzy mniejszego kalibru, a oni przejmą go już po udowodnieniu, że pomysł ma sens.</li>
<li>Jeśli jest to etap samego pomysłu, to przedsiębiorcy szukający takiego finansowania muszą mieć naprawdę dobry dorobek. Jeśli nie masz nic poza ideą, musisz mieć na poparcie takie nazwisko jak jeden z założycieli Joost &#8211; Niklas Zennstrom, wcześniej twórca Skype.</li>
</ul>
<p>Jeśli te trzy wymagania nie są spełnione, a projekt jest dopiero na etapie koncepcji, nie szukajcie szczęścia u VC, bo raczej nie znajdziecie. Dopiero jeśli przejdziecie przez chrzest bojowy, wypuszczając produkt na rynek i pokazując, że jest na niego popyt a Wasz model działa, wtedy możecie zainteresować VC. Jakie opcje macie wcześniej?</p>
<p><strong>Fundusze seed i aniołowie biznesu</strong></p>
<p>Na wcześniejszych etapach możecie albo sfinansować projekt samodzielnie albo znaleźć business angela lub zwrócić się do jednego z funduszy zalążkowych, takich jak <a href="http://www.ventureincubator.pl/">Venture Incubator</a>, <a href="http://www.iif.pl/">IIF</a>, <a href="http://www.seedfund.pl/">BA SeedFund</a> lub <a href="http://aipseedcapital.pl/">AIP Seed Capital</a>. To są firmy, które skłonne są inwestować na etapie gotowego prototypu, a niektóre również na etapie samej idei+zespołu. Ich rolą jest pomóc startującym projektom rozwinąć się do momentu, w którym będą gotowe do kolejnej, większej inwestycji pochodzącej na przykład z funduszu VC.</p>
<p><strong>Fundusze VC to nie są inwestorzy, którzy ryzykują najbardziej</strong></p>
<p>Grzesiek na AntyWeb mówi, że teoretycznie to VC przeprowadzają najbardziej ryzykowne inwestycje, ale nie do końca ma tu rację, chyba że używa skrótu myślowego i chodzi mu o całą branżę private equity funds &#8211; ale venture capital to tak naprawdę tylko część tej branży. Choć być może najbardziej znana, bo funkcjonująca na samym szczycie drabinki i operująca na najbardziej spektakularnych kwotach.</p>
<p>VC jednak przychodzą na gotowe. Owszem, inwestują bardzo ryzykownie w młode firmy w fazie ich dynamicznego rozwoju, ale przed nimi są jeszcze fundusze zalążkowe, które inwestują w jeszcze wcześniejszych etapach, gdy ryzyko jest jeszcze większe. O ile fundusze VC liczą na dziesięciokrotny lub większy zwrot ze swoich inwestycji, tak celem funduszy seed jest osiągnięcie dziesięciokrotnego wzrostu wartości projektów od momentu zainwestowania w nie do momentu kolejnej rundy, w której wchodzi większy VC. Część z nich wychodzi wówczas całkiem z inwestycji, pozbywając się swoich udziałów i realizując zyski, cześć pozostaje w projekcie dalej, z planem zrealizowania zysku w momencie, gdy realizować go będzie większy VC. Jak nietrudno policzyć, w tym drugim przypadku oczekiwany zysk jest kilkudziesięcio-stukrotny. Często fundusze seed wybierają model pośredni &#8211; zbywają część udziałów żeby zabezpieczyć dotychczasowy zysk, a drugą część pozostawiają na szali.</p>
<p><strong>Dlaczego fundusze VC nie inwestują kwot rzędu 300-400 tys. zł?</strong></p>
<p>Dlaczego VC nie inwestują w małe przedsięwzięcia, które potrzebują kilkudziesięciu lub kilkuset tysięcy złotych? Bo dla VC to byłyby mikroinwestycje. Żaden fundusz nie będzie w stanie inwestować w kilkaset projektów jednocześnie (z wyjątkiem kilku największych globalnych gigantów, polskie VC to inna kategoria wagowa). To nie jest gra na giełdzie, gdzie stawiasz swoje pieniądze na daną firmę i patrzysz, jak ona sobie radzi. Tutaj inwestor musi aktywnie uczestniczyć w projekcie. Nadzorować go, dbać o to, żeby rozwijał się w dobrym kierunku, żeby ludzie nim zarządzający nadawali się do tej roboty, pilnować finansów, żeby bez sensu nie spalić całej kasy. Przedstawiciele funduszy obejmują więc miejsca w radach nadzorczych i zarządach firm, i o ile zwykle nie mieszają się do zarządzania na poziomie operacyjnym, tak muszą dobrze wiedzieć co się w firmie dzieje i odpowiadają za zarządzanie strategiczne.</p>
<p>Dlatego mając fundusz o wielkości od kilkudziesięciu do kilkuset milionów złotych, VC wolą zainwestować w kilkadziesiąt większych projektów niż w kilkaset drobnych. I nawet tych kilkadziesiąt w polskich warunkach jest bardziej zbliżone do 20 niż do 80. Fundusze po prostu nie będą w stanie zapanować nad inwestycjami w trzysta firm po 300 tys. złotych. Dlatego jeśli już inwestują, zwykle są to kwoty od miliona w górę.</p>
<p><strong>Dlaczego fundusze seed i aniołowie biznesu  nie inwestują kwot rzędu 300-400 tys. zł?</strong></p>
<p>Inwestorzy mniejszego kalibru dysponują za to znacznie mniejszymi funduszami na inwestycje. Zwykle jest to milion lub kilka milionów złotych, a w przypadku aniołów biznesu kilkaset tysięcy. Ich inwestycje to transakcje najwyższego ryzyka &#8211; znacznie wyższego niż inwestycje VC &#8211; i znaczna część tego typu projektów bankrutuje. Tylko jeden na kilka odnosi sukces, a jeden na przysłowiowych dziesięć odnosi naprawdę duży sukces. Kluczem do osiągania zysków przez inwestorów jest dywersyfikacja. Dysponując milionem złotych inwestorzy fazy zalążkowej będą woleli wesprzeć dwadzieścia projektów po 50 tys. zł niż trzy projekty po 300 tys.</p>
<p>Patrząc na to z drugiej strony, większość pomysłów nie wymaga aż takiego kapitału. Jeśli przedsiębiorcy stanowią kompletny team, który potrafi samodzielnie zbudować produkt bez zatrudniania najemnych pracowników, koszty doprowadzenia projektu od momentu idei do sprawdzenia wersji beta na rynku w większości przypadków nie będą duże (mówimy rzecz jasna o biznesach webowych).</p>
<p><strong>W takim razie kto inwestuje kwoty rzędu 300-400 tys. zł? Czyli the equity gap</strong></p>
<p>Od powyższych reguł są oczywiście wyjątki. Znam inwestycje w Polsce, w których VC zainwestowało raptem pół miliona, albo w których mniejszy inwestor na etapie zalążkowym wyłożył kilkaset tysięcy. Ale to są naprawdę wyjątki &#8211; przytłaczająca większość inwestycji VC to kwoty od miliona w górę, a funduszy zalążkowych i aniołów &#8211; do dwustu tysięcy.</p>
<p>U kogo w takim razie szukać zastrzyku gotówki w wysokości kilkuset tysięcy złotych? Tu właśnie zaczyna się problem, który funkcjonuje nie tylko w Polsce ale i na takim rynku, gdzie branża private equity funds jest bardzo rozwinięta i stanowi sporą gałąź rynku finansowego. Nawet w Dolinie Krzemowej, gdzie <a href="http://www.crunchbase.com/maps/at/financial-organizations/mayfield-fund/4329">na jednej tylko ulicy</a> obok uniwersytetu Stanford potrafi mieć siedzibę kilkadziesiąt funduszy (a przecież Dolina Krzemowa to nie tylko Menlo Park, różnych funduszy w okolicy są setki), wszyscy rozpaczają o tzw. the equity gap &#8211; czyli pustce w możliwościach finansowania projektów, które potrzebują więcej niż sto, sto kilkadziesiąt tysięcy dolarów, ale mniej niż milion. Co dopiero w Polsce, gdzie wszystkich funduszy VC i seed rozsianych po całym kraju jest mniej niż tam na jednej ulicy.</p>
<p>Co jednak zrobić, jeśli naprawdę potrzebujecie tych pięciuset tysięcy i nie udało Wam się namowić żadnego VC na obniżenie pułapu? Najskuteczniej będzie poszukać kilku funduszy seed lub aniołów, którzy zdecydują się na wspólną inwestycję &#8211; jeśli będzie ich kilku, uzbieracie łącznie potrzebne Wam środki. W USA fundusze bardzo chętnie koinwestują, wstrzykując do firmy gotówkę równocześnie, w jednej rundzie. Jeśli znajdziecie pierwszy fundusz chętny do takiej koinwestycji, będzie Wam łatwiej przekonać kolejne &#8211; pozytywna decyzja jednego z inwestorów zawsze jest solidną rekomendacją.</p>
<p><strong>Czy na pewno potrzebujemy aż tyle?</strong></p>
<p>Z doświadczenia wiem jednak, że większość biznesplanów przewidujących potrzebę 400 tys. zł da się urealnić do okolic 100 tysięcy a często nawet jeszcze mniej, bo młodzi przedsiębiorcy mają rozdmuchane wyobrażenie o robieniu startupu &#8211; i chcieliby go zrobić np. na wzór firmy, w której wcześniej pracowali. Ale startup buduje się inaczej i te wszystkie dojrzałe firmy, jakie znają z praktyki, również działały inaczej gdy startowały.</p>
<p>Jeśli zamieni się biuro w najmodniejszym wieżowcu na taki trochę starszy, do robienia kawy kupi się niedrogi ekspres zamiast zatrudniać sekretarkę, zamiast planowania rozbudowanej infrastruktury pięciu serwerów zapewniających uptime 99,999% upchnie się wszystko na jednym i to dzierżawionym a nie kupionym, zapomni się o reklamach na billboardach czy w telewizji oraz innych ciekawych rzeczach, jakie często można przeczytać w biznesplanach projektów, które jeszcze nawet nie istnieją &#8211; wtedy nagle okazuje się, że można wszystko zrobić wielokrotnie taniej. Pamiętajcie, to jest startup, a nie wygodne budowanie firmy przy dużym budżecie. Waszym celem jest zrobić coś z niczego przy minimalnych kosztach. Najpierw trzeba zrobić produkt, udowodnić, że rynek go potrzebuje, a potem można myśleć o wstrzyknięciu kolejnej, już większej gotówki, przeznaczonej na rozwój.</p>
<p>Nie wspominam już o tym, że nadmierna ilość gotówki, taka pozwalająca na wygodne prowadzenie projektu bez stresu, często bywa rozleniwiająca i destrukcyjna. Startupy mają największą szansę na sukces gdy działają w warunkach lekkiego niedotlenienia. Wówczas motywacja i determinacja są największe i najskuteczniejsze jest dążenie do sukcesu &#8211; bo jest to wtedy takie pokerowe push or fold. Wchodzicie all-in i albo osiągniecie sukces albo Was nie ma. Nie ma opcji, w której działacie w stanie powolnej agonii pracując przez kolejny rok nad projektem, który pomału dogorywa. Wóz albo przewóz &#8211; w takich warunkach zespoły pracują najlepiej i osiągają sukcesy. To są warunki najlepsze dla wszystkich.</p>
<p><strong>Dlaczego żaden polski fundusz nie zainwestował w naszą-klasę?</strong></p>
<p>Prawdopodobnie dlatego, że nie miał nawet na to szans w momencie, gdy zaczynało być już o serwisie głośno, a na wcześniejszym etapie być może polskie VC były zbyt pazerne (znany jest apetyt dużych polskich funduszy na kilkakrotnie większe udziały niż te, jakie zwykle obejmują VC na bardziej rozwiniętych rynkach &#8211; na szczęście zaczyna się to zmieniać). Intel Capital może sobie mówić, że nie inwestował, bo był już obecny w Gronie &#8211; i być może faktycznie nie byli zainteresowani &#8211; ale podejrzewam, że to nie było jedyną przeszkodą. Zarówno na świecie jak i w Polsce krąży o wiele więcej pieniędzy chcących być zainwestowanymi niż jest projektów wartych inwestycji. Naszą-klasą na pewno był zainteresowany niejeden fundusz, ale było już za późno.</p>
<p>Nasza-klasa <a href="http://www.webstop.pl/2007/12/04/trzy-miliony-uzytkownikow-naszej-klasy/">osiągnęła milion użytkowników</a> w połowie października 2007. Drugi milion w połowie listopada, a trzeci w pierwszych dniach grudnia. Właśnie wtedy zrobił się szum wokół serwisu, który przed osiągnięciem pierwszego miliona  (z czego chyba połowa regionalnie, na Dolnym Śląsku gdzie serwis na początku popularyzował się bardzo mocno wirusowo) raczej nie byl szerzej znany. Polska branża webowa zauważyła go gdzieś w okolicy dwóch milionów profili, czyli w listopadzie. Natomiast już 10 stycznia <a href="http://www.webstop.pl/2008/06/08/cala-prawda-o-nk-i-kapitale-ze-wschodu-czyli-kto-kupil-serwis-nasza-klasa/">nasza-klasa została kupiona</a>  przez Forticom. Takich transakcji nie przeprowadza się szybko, negocjacje musiały trwać już sporo wcześniej.</p>
<p>Ale dlaczego właśnie Forticom? Skąd nagle wzięła się jakaś estońska firma i zainwestowała w firmę w samym środku Wrocławia, tuż pod nosem MCI i innych polskich VC? Kluczem do wszystkiego jest wcześniejsza, pierwsza runda inwestycji w naszą-klasę.</p>
<p>Na samym początku historii serwisu, jego założyciele spotkali się z funduszem Tiger Global. Tiger nie był zainteresowany inwestycją na tak małą skalę, w serwisie, który jest na tak wczesnym etapie, więc skontaktował ich z European Founders Fund braci Samwer, którzy zostali pierwszymi inwestorami naszej-klasy. Gdy serwis rozwinął się na tyle, że pojawił się w polu zainteresowania dużych VC, kolejnym inwestorem został Forticom, którego jednym z głównych udziałowców jest właśnie Tiger Global. Kluczem do przejęcia w 2008 roku serwisu z kilkunastoma milionami użytkowników była inwestycja we wczesnej fazie, na początku roku 2007, w serwis mający wówczas niewiele ponad sto tysięcy użytkowników.</p>
<p><strong>Co zrobić, żeby za rok-dwa, polskie VC znowu nie przegapiły kolejnego polskiego megahitu?</strong></p>
<p>Fundusze typu seed i aniołowie biznesu mają zwykle dobre kontakty z dużymi VC. Inwestorzy seed są tak naprawdę zapleczem venture capitalistów &#8211; to oni niewielkimi środkami hodują firmy, w których potem inwestują duże fundusze. To przez pierwszych, najwcześniejszych inwestorów często wiedzie droga do dużego dealu. O ile inwestycja braci Samwer w naszą-klasę była nieco wyższa niż poziom działania funduszy seed (ale inwestowali oni w już istniejący serwis), tak reguła była taka sama. Jeśli masz dobre kontakty z kimś, kto inwestuje jako pierwszy, jesteś pierwszy na liście potencjalnych inwestorów lub kupców w przyszłości. Tym bardziej, jeśli sam podsyłasz mniejszym graczom obiecujące projekty, które jeszcze są za małe dla Ciebie.</p>
<p>I tu przy okazji dochodzimy do odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak niewiele było w Polsce inwestycji VC, albo w formie takiej, jaką zadał Grzegorz: dlaczego polskie VC nie inwestują w młode projekty internetowe?. Do niedawna polskie equity gap dotyczyło zakresu niemalże od zera do miliona złotych (nie licząc business angels, którzy zawsze byli, choć dawniej było ich znacznie mniej niż dzisiaj). Bez wsparcia na samym początku znacznie mniej pomysłów miało szanse przerodzić się w projekty o takiej wielkości, jakimi zainteresowane byłyby VC &#8211; a znaczna część tych przedsiębiorców, którym udało się własnymi środkami osiągnąć sukces i dochodowość, na późniejszym etapie nie była już zainteresowana inwestorami, bo ich projekty zarabiały już wystarczająco dużo. Spytajcie właścicieli <a href="http://www.fotka.pl">Fotki</a> czy <a href="http://www.filmweb.pl">Filmwebu</a> jak dużo mieli propozycji inwestycji lub kupna.</p>
<p>Coraz więcej inwestorów typu seed oznacza coraz więcej projektów, które mają szanse się rozwinąć. A wśród tych rozwiniętych &#8211; znacznie więcej takich, które mają ochotę dopuścić do siebie inwestorów już na późniejszym etapie rozwoju (z założenia: wszystkie projekty finansowane wcześniej przez aniołów i fundusze seed)</p>
<p><strong>Ekosystem sprzyjający przedsiębiorczości</strong></p>
<p>Na szczęście od niedawna coraz więcej jest możliwości finansowania projektów we wczesnych fazach, na poziomie kilkudziesięciu lub stu kilkudziesięciu tysięcy. Dzięki temu więcej firm ma szanse zostać wyhodowanych do poziomu, który zaczyna interesować VC &#8211; i właśnie tym zajmujemy się w <a href="http://www.ventureincubator.pl/">Venture Incubator</a>.</p>
<p>Co zrobić, żeby polskie VC nie przegapiły kolejnego polskiego megahitu? Ciężko się działa w próżni, a VC to tylko jeden z elementów zdrowej układanki produkującej hity biznesowe. Trzeba zbudować cały, sprawnie działający ekosystem sprzyjający przedsiębiorczości. O tym, <a href="http://www.webstop.pl/2007/10/11/ekosystem-sprzyjajacy-przedsiebiorczosci/">na czym taki ekosystem polega</a> pisałem ponad pół roku temu i polecam Wam ten tekst.</p>
<p>Potrzeba więcej inwestorów na najwcześniejszym i najbardziej ryzykownym etapie. Potrzeba więcej otwartych ludzi, chcących zrobić coś fajnego zamiast podążać standardową ścieżką kariery w systemie 9-5. Potrzeba mentorów &#8211; przedsiębiorców z doświadczeniem, którzy będą wspierać swoich początkujących kolegów. Potrzeba przygotowywania do przedsiębiorczości i innowacji na uczelniach. Potrzeba więcej spotkań branżowych, na których mieszają się kontakty, doświadczenia, idee i motywacje. To wszystko w Polsce dopiero się buduje. Z roku na rok jest z tym coraz lepiej, dlatego z roku na rok będzie słychać o coraz większej ilości spektakularnych inwestycji przez VC.</p>
<p>Bez takiego ekosystemu oczywiście możliwe jest, że raz na jakiś czas jakiś projekt wystrzeli jak rakieta, ale jeśli wszystkie trybiki tej układanki będą istnieć i sprawnie funkcjonować, takich sukcesów będzie więcej. Taki ekosystem pomału się w Polsce tworzy i wierzę, że za kilka lat będzie naprawdę sprawnie funkcjonował. Zanim to się stanie, w międzyczasie możecie poczytać moją relację z prezentacji Daniela Waterhouse z funduszu 3i na <a href="http://www.webstop.pl/tag/fowa/">FOWA 2007</a> , będącą takim <a href="http://www.webstop.pl/2007/10/05/future-of-web-apps-daniel-waterhouse-3i-przyszlosc-finansowania/">ABC pozyskiwania finansowania</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/07/18/finansowanie-startupow-w-polsce-dlaczego-nasze-vc-przegapily-nk-i-inwestuja-tak-malo-w-jaki-sposob-to-sie-zmienia-na-lepsze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nowe Gadu-Gadu, czyli wiele szumu o (prawie) nic</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/07/01/nowe-gadu-gadu-czyli-wiele-szumu-o-prawie-nic/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/07/01/nowe-gadu-gadu-czyli-wiele-szumu-o-prawie-nic/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Jul 2008 17:14:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Gadu-Gadu]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/?p=565</guid>
		<description><![CDATA[Wczorajsza, oficjalna premiera wersji beta nowego Gadu-Gadu, rozniosła się echem po blogosferze. Już od jakiegoś czasu wyczekiwano nowej wersji komunikatora, po wcześniejszych, stopniowo dawkowanych przeciekach. Gadu-Gadu wersja ósma, Nowe słońce w Gadu-Galaktyce, najbardziej rewolucyjna wersja najpopularniejszego w Polsce komunikatora, pojawia się na rynku z szumem i impetem, zapowiadana przez producenta jako Wielki Przełom. Jak jest [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/07/gadu-gadu-logo-240x69.png" alt="" title="gadu-gadu-logo" width="240" height="69" class="alignleft size-thumbnail wp-image-564" />Wczorajsza, oficjalna premiera wersji beta <a href="http://www.gadu-gadu.pl/beta/">nowego Gadu-Gadu</a>, rozniosła się <a href="http://blogsearch.google.com/blogsearch?hl=en&#038;q=gadu-gadu&#038;ie=UTF-8&#038;scoring=d">echem po blogosferze</a>. Już od jakiegoś czasu wyczekiwano nowej wersji komunikatora, po wcześniejszych, stopniowo dawkowanych przeciekach. Gadu-Gadu wersja ósma, <a href="http://www.gadu-gadu.pl/beta/nowe-slonce-w-gadu-galaktyce/">Nowe słońce w Gadu-Galaktyce</a>, najbardziej rewolucyjna wersja najpopularniejszego w Polsce komunikatora, pojawia się na rynku z szumem i impetem, zapowiadana przez producenta jako Wielki Przełom. Jak jest naprawdę?</p>
<p><strong>Innowacja a&#8217;la Microsoft</strong></p>
<p>Nowa wersja faktycznie wprowadza kilka funkcjonalności. Najciekawsze i najistotniejsze to jedno okno rozmów z przełączalnymi kartami (nazywanymi zakładkami), automatyczne aktualizacje programu do nowych wersji, wyszukiwanie kontaktów, obsługa unicode i wreszcie jako takie zabezpieczenie hasła użytkownika (dotychczas dosyć łatwo można było wykraść je z pliku profilu).</p>
<p>To takie &#8220;innowacje&#8221; w stylu Microsoftu<span id="more-565"></span>, który w Windows Vista wprowadził gadgets, identyczne jak widgets z wydanego półtora roku wcześniej Apple OS X, albo zaproponował użytkownikom wreszcie przełączalne karty w siódmej wersji Internet Explorera w 2006 roku, podczas gdy taki Firefox oferował tę funkcjonalność od swojej pierwszej wersji wydanej w 2002 roku. No dobrze, gratulujemy Gadu-Gadu 8 kart, tak jak gratulowaliśmy je IE7. Nawet ostatnim przybiegającym na metę maratonu należą się gratulacje.</p>
<p>Większość zmian w nowym Gadu to tak naprawdę technologiczne doganianie wszystkich innych komunikatorów, które wyprzedziły je wiele lat temu.</p>
<p><strong>Wieloplatformowość? Być może</strong></p>
<p>Warto wspomnieć, że nowe Gadu zbudowane jest w oparciu o biblioteki Qt, co daje nadzieję na pojawienie się wersji na inne systemy operacyjne, takie jak Linux czy Apple OS X. Ja szczerze mówiąc miałem nadzieję, że wersje dla innych systemów dostępne będą od samego początku &#8211; od dawna słyszałem już o przepisywaniu całości w oparciu o Qt, oglądałem różne screeny i słuchałem plotek o wieloplatformowości. Na razie nic z tego.</p>
<p><strong>O co tyle szumu?</strong></p>
<p>Największą różnicą, jaką zauważą użytkownicy nowego Gadu, jest interfejs. Kosmiczny i cukierkowy. Oraz oczywiście możliwość przełączania skórek. Nowe Gadu lśni i błyszczy. Nie można też zapomnieć o nowych ekotikonkach. Raz jeszcze gratulacje.</p>
<p>Piszę tak trochę z przekąsem nie po to, żeby dyskredytować robotę jaką wykonano w Gadu-Gadu, bo przygotowanie nowej wersji wymagało ogromnej ilości pracy (o tym za chwilę). Po prostu nie pasuje mi komunikowanie tego jako nie wiadomo jaką rewolucję. Rewolucję mogę zrozumieć ja czy inne osoby techniczne (o tym za chwilę), ale dla zwykłego użytkownika nowe Gadu jest po prostu trochę bardziej odpicowane od poprzedniego &#8211; i o co tu robić tyle szumu?</p>
<p><strong>Wielki krok dla Gadu, dla komunikatorów żaden</strong></p>
<p>Największy przełom w komunikatorze wynika z tego, że przepisano go zupełnie od zera. Nie tylko klienta, którego instalujemy na swoich komputerach, ale ponoć też całe zaplecze serwerowe. To jest prawdziwa rewolucja, wymagająca ogromnej ilości pracy. Zerwanie ze starą architekturą, która powstawała przecież tak wiele lat temu i przez cały ten czas pozostawała w dużej części bez zmian, oznacza uwolnienie się od dziesiątek jeśli nie setek rozmaitych problemów i irytujących ograniczeń &#8211; zarówno w kliencie jak i w całej sieci.</p>
<p>Ale to nie interesuje przeciętnego użytkownika, więc po co wciskać mu jakąś rewolucję? Gadu 8 należało wprowadzić po cichu, a potem, korzystając z nowych możliwości i z usunięcia starych ograniczeń, wprowadzać nowe, naprawdę ciekawe funkcjonalności i usługi, robiąc przy tym tyle szumu na ile by zasługiwały. Wiem, że przepisanie Gadu wiązało się z ogromem pracy i świętowanie tak dużego milestone jest po prostu dobre dla zdrowia psychicznego wszystkich, którzy poświęcili na jego osiągnięcie wiele miesięcy, ale chyba lepiej było zrobić dla nich jakąś naprawdę ciekawą imprezę firmową.</p>
<p><strong>W tym szaleństwie jest metoda</strong></p>
<p>Oczywiście zaletą robienia szumu wokół Gadu 8 jest szybsza migracja użytkowników, którzy z czystej ciekawości zainstalują nową wersję zobaczyć, o czym tak wszyscy trąbią. Pozostawanie użytkowników przy starych wersjach jak sądzę skutecznie uniemożliwia wykorzystanie nowych możliwości jakie daje przeprojektowana sieć, a stare Gadu nie posiadały chyba mechanizmów wymuszających aktualizację.</p>
<p>Jeśli twórcy programu liczyli na to, że wszyscy zachwycą się nowym wyglądem (no i nowymi emotikonkami) czy kartami w oknie rozmowy, to na pewno się przeliczyli. Gadu 8 raczej nie ma szans przyciągnąć z powrotem tych użytkowników, którzy uciekli do innych klientów typu <a href="http://www.konnekt.info/">Konnekt</a> czy <a href="http://www.tlen.pl/">Tlen</a>. Jeśli jednak przyczyną robienia szumu była chęć skłonienia użytkowników do szybszej migracji do nowej wersji, to jestem w stanie to zrozumieć.</p>
<p>Co nie zmienia faktu, że mogę sobie skrytykować &#8220;rewolucję&#8221; Gadu 8 i pogratulować wprowadzenia kart w 2008 roku! Życząc jednak wprowadzenia naprawdę fajnych funkcjonalności w 2009. Uporaliście się już z przeszłością, czas zacząć iść w przyszłość. Czy Gadu nas jeszcze kiedyś pozytywnie zaskoczy?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/07/01/nowe-gadu-gadu-czyli-wiele-szumu-o-prawie-nic/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O rzekomym exodusie pracowników z Yahoo</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/06/24/o-rzekomym-exodusie-pracownikow-z-yahoo/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/06/24/o-rzekomym-exodusie-pracownikow-z-yahoo/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Jun 2008 12:51:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[portale]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Yahoo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/?p=542</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnio modne jest śledzenie kto z kluczowych pracowników odszedł z Yahoo. Ot choćby w zeszłym tygodniu AntyWeb pisał o tym, że z Yahoo odeszli twórcy Flickr i del.icio.us, a Internet Standard o ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/06/yahoo.gif" alt="" title="yahoo" width="232" height="44" class="alignleft size-thumbnail wp-image-541" />Ostatnio modne jest śledzenie kto z kluczowych pracowników odszedł z Yahoo. Ot choćby w zeszłym tygodniu AntyWeb pisał o tym, że <a href="http://antyweb.pl/yahoo-krwawi-coraz-mocniej-odchodza-tworcy-delicious-i-flickr/">z Yahoo odeszli</a> twórcy Flickr i del.icio.us, a Internet Standard o <a http://www.internetstandard.pl/news/156047.html">odejściu kilku osób</a>, w tym Qi Lu, odpowiedzialnego m.in. za Yahoo Maps i autora wielu patentów Yahoo &#8211; że wymienię tylko dwa takie teksty. Tekstom zazwyczaj towarzyszą dramatyczne tytuły takie jak &#8220;Kolejni eksperci odchodzą z Yahoo&#8221; czy &#8220;Yahoo krwawi coraz mocniej&#8221;.</p>
<p>Wielu dopatruje się w tych odejściach reakcji na niepewną przyszłość firmy w związku z <a href="http://www.webstop.pl/2008/05/19/krojenie-yahoo-na-kawalki-to-fatalny-pomysl/">próbami przejęcia</a> firmy przez Microsoft oraz przepychankami na linii zarząd-część akcjonariuszy. Ja jednak twierdzę, że nie ma tu dużego związku. <span id="more-542"></span></p>
<p>TechCrunch opublikował właśnie listę kluczowych pracowników, którzy <a href="http://www.techcrunch.com/2008/06/21/updated-yahoo-exec-tracker-114-execs-left-since-january-2007/">odeszli z Yahoo</a> od początku 2007 roku. W ciągu półtorej roku uzbierało się tego 114 przypadków, czyli średnio ponad sześć miesięcznie. Na pewno ta lista jest mocno niekompletna, można więc śmiało te liczby mocno &#8220;zaokrąglić&#8221; w górę. Co to oznacza? Kluczowi menedżerowie odchodzą z Yahoo przez cały czas &#8211; tak samo dzisiaj jak i rok czy półtora roku temu &#8211; nie ma to więc żadnego związku z całą sprawą Yahoo-Microsoft oraz zarząd-akcjonariusze. Czy to oznacza, że ucieczka pracowników trwa już od dłuższego czasu? Nie, bo nie ma żadnej nadzwyczajnej ucieczki.</p>
<p>Te liczby mogą wydawać się duże, ale pamiętajmy, że Yahoo to duża firma. W korporacji zatrudniającej kilkanaście tysięcy osób (o ile dobrze pamiętam, około 12 tys.) każdego miesiąca przychodzi i odchodzi mnóstwo pracowników &#8211; w tym również na pozycje kluczowe. Pisałem kiedyś, że <a href="http://www.webstop.pl/2008/03/22/z-ciekawostek-karuzela-zatrudnienia-w-dolinie-krzemowej/">przeciętna długość pracy</a> w Yahoo to dwa lata. To oznacza, że każdego miesiąca z firmy odchodzi 4,16% pracowników, a w ich miejsce przychodzą nowi. To jest 500 osób miesięcznie! Jeśli założyć, że 3% kadry to stanowiska kluczowe, wówczas można spodziewać się, że każdego miesiąca odchodzi z firmy 15 osób zajmujących kluczowe pozycje.</p>
<p>Tyle moich trzech groszy w temacie rzekomego exodusu z Yahoo. To wielka firma, w której wciąż odchodzą i przychodzą setki ludzi. Yahoo &#8220;krwawi&#8221; w ostatnich miesiącach nie bardziej niż rok temu i nie bardziej jakakolwiek inna firma. W pojedynczych odejściach nie można dopatrywać się czegokolwiek innego niż normalnej, zdrowej rotacji zatrudnienia.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/06/24/o-rzekomym-exodusie-pracownikow-z-yahoo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>TechCrunch próbuje wycenić serwisy społecznościowe, między innymi naszą-klasę</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/06/23/techcrunch-probuje-wycenic-serwisy-spolecznosciowe-miedzy-innymi-nasza-klase/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/06/23/techcrunch-probuje-wycenic-serwisy-spolecznosciowe-miedzy-innymi-nasza-klase/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Jun 2008 13:55:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Bebo]]></category>
		<category><![CDATA[Facebook]]></category>
		<category><![CDATA[Fotka.pl]]></category>
		<category><![CDATA[grono.net]]></category>
		<category><![CDATA[inwestycje]]></category>
		<category><![CDATA[LinkedIn]]></category>
		<category><![CDATA[MySpace]]></category>
		<category><![CDATA[nasza-klasa]]></category>
		<category><![CDATA[Orkut]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[serwisy społecznościowe]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/?p=534</guid>
		<description><![CDATA[ Mike Arrington zrobił kawał analitycznej roboty i spróbowal oszacować wartość serwisów społecznościowych na podstawie ich potencjalnych przychodów z reklamy. W tym celu sprawdził wartość wydatków na reklamę w przeliczeniu na użytkownika internetu w poszczególnych krajach i zastosował ją jako wagę do ilości użytkowników serwisów społecznościowych pochodzących z tych krajów.
Czyli jeśli dwie sieci posiadają po [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.flickr.com/photos/roby72/2401722298/"><img src='http://farm4.static.flickr.com/3200/2401722298_5dd70f8067_m.jpg' alt='' class='alignleft' /></a> Mike Arrington zrobił kawał analitycznej roboty i spróbowal oszacować <a href="http://www.techcrunch.com/2008/06/23/modeling-the-real-market-value-of-social-networks/">wartość serwisów społecznościowych</a> na podstawie ich potencjalnych przychodów z reklamy. W tym celu sprawdził wartość wydatków na reklamę w przeliczeniu na użytkownika internetu w poszczególnych krajach i zastosował ją jako wagę do ilości użytkowników serwisów społecznościowych pochodzących z tych krajów.</p>
<p>Czyli jeśli dwie sieci posiadają po milion unikalnych użytkowników odwiedzających je co miesiąc, ale jedna z nich działa w kraju, gdzie przeciętne wydatki na reklamę w przeliczeniu na użytkownika są dwa razy większe niż kraj operowania drugiej, to ta pierwsza powinna być wyceniona dwukrotnie wyżej.</p>
<p><strong>Ważony ranking wartości serwisów</strong></p>
<p>Bazując na tych założeniach Mike wziął pod lupę 25 serwisów społecznościowych, w tym polską naszą-klasę.<span id="more-534"></span> W przypadku serwisów międzynarodowych rozbił ich popularność na poszczególne kraje (tutaj znajdziecie <a href="http://spreadsheets.google.com/pub?key=pSnKg7M-DPfdEvcCrNoiETA">arkusz z danymi</a>). Według tej metodologii, przykładowo, Orkut, mający zaledwie czterokrotnie mniej użytkowników od MySpace, jest wyceniany dwudziestokrotnie niżej, gdyż większość jego użytkowników pochodzi z Brazylii i Indii, gdzie wydatki reklamowe &#8211; a co za tym idzie możliwość zarobienia na reklamie &#8211; są niskie.</p>
<p>To dosyć ciekawa metodologia porównania i chyba pierwsza, która w sensowny sposób stara się porównać wartość serwisów społecznościowych. Oczywiście ma wiele wad (o tym za chwilę), ale jest lepsza od najczęściej stosowanych porównanań liczby użytkowników serwisów.</p>
<p><strong>Próba wyceny na podstawie rankingu</strong></p>
<p>Na podstawie tych danych powstał ranking, w którym liderem jest MySpace. Wartość Facebooka jest na poziomie 75%, Bebo &#8211; 25%, a LinkedIn na poziomie 6% w porównianiu do MySpace. Żeby to przeliczyć na dolary, można porównać ten ranking do ostatnich transakcji na rynku sieci społecznych &#8211; <a href="http://www.webstop.pl/2008/03/13/kilka-luznych-mysli-o-przejeciu-bebo/">sprzedaży Bebo</a> za 850 mln USD czy inwestycji <a href="http://antyweb.pl/linkedin-jest-wart-miliard-dolarow/">w LinkedIn</a> lub Facebooka.</p>
<p>Jeśli za wyznacznik przyjąć kwoty, za które inwestorzy przejmowali niewielkie fragmenty Facebooka i LinkedIna, wartość MySpace wychodzi na poziomie 18-20 miliardów dolarów, a naszej-klasy 500-550 milionów dolarów (1,1-1,2 mld zł). Jeśli za wyznacznik przyjąć wartość sprzedaży całego Bebo, wówczas MySpace należałoby wycenić na 3,2 mld USD, Facebooka na 2,5 mld USD a naszą-klasę na 91 mln USD (200 mln zł).</p>
<p>Użytkownicy naszej-klasy zostali policzeni jako &#8220;reszta Europy&#8221;, gdyż Mike bazował na danych z raportu PriceWaterhouseCoopers, który prawdopodobnie wyróżniał tylko kilkanaście krajów, a dla pozostałych podawał przeciętne wartości dla całych grup. Użyty został wskaźnik $25 wydatków rocznie przeciętnie na jednego użytkownika internetu. Sprawdziłem, jak się to ma do polskiego rynku reklamowego, którego wartość w zeszłym roku <a href="http://www.internetstandard.pl/news/153145.html">osiągnęła 743 mln zł</a> czyli 344 mln USD. Jeśli podzielić to przez 14 mln użytkowników internetu w Polsce, wychodzi wartość $24,6 przeciętnie na użytkownika &#8211; zakwalifikowanie więc nas jako &#8220;reszta Europy&#8221; nie zaburzyło rankingu dla naszej-klasy.</p>
<p><strong>Co nie było brane pod uwagę</strong></p>
<p>Metodologia Arringtona jest ciekawa i na pewno jest to dobry krok w kierunku szacowania wartości serwisów, nie uwzględnia jednak wielu rzeczy. Trzeba pamiętać, że każdy, automatyczny algorytm wyceniania biznesów musi być obarczony kolosalnym błędem, bowiem każdy z tych biznesów ma swoje specyficzne cechy i uwarunkowania, które mogą bardzo mocno wpływać na faktyczną wartość. Jeśli jednak chodzi o szybkie i bardzo obrazowe porównanie, to na pewno jest to lepsze niż zwykłe porównywanie liczby użytkowników.</p>
<p>Najważniejsze rzeczy, których ta metodologia nie obejmuje, to:</p>
<ul>
<li><strong>Inne źródła przychodów niż reklama.</strong> Dla przykładu LinkedIn sporo zarabia na kontach premium &#8211; wielu użytkowników sieci jest skłonnych płacić za dodatkowe możliwości, skoro wykorzystują je do biznesu. Ja sam przez jakiś czas korzystałem z płatnych funkcjonalności i nie mogę powiedzieć, żebym żałował wydanych pieniędzy. Gdyby zatem uwzględnić model freemium, wartość LinkedIn powinna być znacznie wyższa niż używając tylko modelu sprzedaży reklam.</li>
<li><strong>Stopień zawłaszczenia rynku.</strong> Jeśli reklamodawca chce zareklamować się w sieciach społecznych w Wielkiej Brytanii, ma do wyboru Facebooka (14 mln użytkowników miesięcznie w UK), Bebo (12 mln) i MySpace (8 mln), które posiadają tam porównywalną liczbę użytkowników. Natomiast w Polsce nasza-klasa ma 12 mln użytkowników miesięcznie, a kolejne w rankingu popularności serwisy są już kilkakrotnie mniejsze: Fotka 3 mln i Grono 1 mln użytkowników miesięcznie. O ile więc budżet reklamowy przeznaczany na serwisy społecznościowe w UK ma szansę rozłożyć się w miarę równo pomiędzy wymienione serwisy, tak w Polsce nasza-klasa ma potencjał, żeby zagarnąć zdecydowaną większość część budżetów reklamowych przeznaczonych na społeczności.</li>
<li><strong>Wzrost wartości rynków.</strong> Wydatki na reklamę internetową w przeliczeniu na użytkownika w krajach rozwiniętych będą rosły znacznie wolniej niż w krajach rozwijających się. W  USA wydaje się rocznie $130 na reklamę na jednego użytkownika, w UK $213, a dla przykładu w Polsce tylko $25. U nas jednak Ta wartość będzie szybciej rosnąć, zatem różnice będą się zmniejszać (choć oczywiście wciąż pozostaną spore). Jeszcze szybciej będą zbliżać się do liderów kraje naprawdę błyskawicznie rozwijające się, jak Indie, Chiny czy Brazylia. Dzisiaj miliony użytkowników w tych krajach pozwalają zarobić serwisom niewiele, ale za pięć lub dziesięć lat będzie to wyglądać zupełnie inaczej.</li>
</ul>
<p>Pełny raport w formie tabelek oraz więcej komentarza na temat metodologii znajdziecie na <a href="http://www.techcrunch.com/2008/06/23/modeling-the-real-market-value-of-social-networks/">TechCrunch</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/06/23/techcrunch-probuje-wycenic-serwisy-spolecznosciowe-miedzy-innymi-nasza-klase/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Podsumowanie TMT.Communities&#8217;08 (uaktualnienie)</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/06/13/podsumowanie-tmtcommunities08/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/06/13/podsumowanie-tmtcommunities08/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 13 Jun 2008 20:10:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[spotkania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/2008/06/13/podsumowanie-tmtcommunities08/</guid>
		<description><![CDATA[Skoro zapowiadałem na blogu konferencję TMT.Communities&#8217;08, to wypada ją również podsumować.

Michał Faber z Biznes.net opowiedział swoją historię i zapowiedział nową wersję serwisu
pani z GPW opowiedziała o kilku webowych serwisach tworzonych przez GPW.
Andreas Bauer z Belysio poreklamował trochę swój produkt
Mike Butcher z TechCrunch UK powiedział trochę o wszystkim i o niczym &#8211; głownie powymieniał nazwy sieci [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Skoro zapowiadałem na blogu konferencję TMT.Communities&#8217;08, to wypada ją również podsumować.</p>
<ul>
<li>Michał Faber z <a href="http://www.biznes.net/">Biznes.net</a> opowiedział swoją historię i zapowiedział nową wersję serwisu</li>
<li>pani z GPW opowiedziała o kilku webowych serwisach tworzonych przez GPW.</li>
<li>Andreas Bauer z <a href="http://belysio.com">Belysio</a> poreklamował trochę swój produkt</li>
<li>Mike Butcher z TechCrunch UK powiedział trochę o wszystkim i o niczym &#8211; głownie powymieniał nazwy sieci społecznych.</li>
<li>John Lindsay z firmy doradczej (WON) przez pół godziny w kółko mówił o tym, że żeby sprzedawać reklamy trzeba mieć nie tylko ruch, ale też wiedzieć kto go generuje (targetowanie) &#8211; całość do streszczenia w 15 sekund.</li>
<li>Piotr Czublun i Anna Kobylańska z <a href="http://www.cms-cmck.com/">CMS Cameron McKenna</a> jako jedyni mówili konkretnie i ciekawie (o tym poniżej).</li>
<li>A potem były dwa panele dyskusyjne, w których wreszcie pojawili się na chwilę ludzie, którzy faktycznie i własnoręcznie robią web: Łukasz Banach z <a href="http://monetto.pl/">Monetto</a>, Maciej Koper z <a href="http://przeznaczeni.pl/">Przeznaczeni.pl</a> i Maciej Popowicz z <a href="http://nasza-klasa.pl/">Nasza-klasa</a>. Ale i tak byli w mniejszości, przytłoczeni przez venture capitalistów i konsultantów.<span id="more-507"></span></li>
</ul>
<p>Jednym słowem było potwornie nudno. Przez większość czasu przysypiałem na kanapie dla blogerów &#8211; zgłuszony dodatkowo przez jakieś paskudne zatrucie pokarmowe. Niestety z jego powodu musiałem opuścić najciekawszą część, czyli wieczorną imprezę, oraz odbywającą się chwilę po TMT <a href="http://www.aulapolska.pl/?p=62">KreoAulę</a> &#8211; obu bardzo żałuję, gdybym miał wybierać,  wolałbym opuścić konferencję TMT.</p>
<p>Podsumowując. Krawaciarze nie pracujący przy webie to niezbyt trafieni prelegenci na konferencję o serwisach społecznościowych. Krótko i dosadnie <a href="http://netto.blox.pl/2008/06/myspace-po-polsku.html">podsumował to</a> Marcin:</p>
<blockquote><p>wczoraj była zabawna konferencja o społecznościach. oczywiście takimi drobiazgami jak wejście myspace&#8217;a do polski nikt sobie głowy nie zaprzątał. dlaczego była zabawna? wyobraźcie sobie, co mają do powiedzenia o społecznościach przebrani jak manekiny na wystawie sklepu z garniturami w złotych tarasach przedstawiciele funduszy inwestycyjnych. niewiele wiecej niż te manekiny.<br />
<strong>Marcin Jagodziński, netto.blox.pl</strong></p></blockquote>
<p>Ja jeszcze tylko przypomnę wielokrotnie przeze mnie cytowane powiedzenie z Doliny Krzemowej, że konsultanci i MBA to osoby, których najbardziej powinieneś się wystrzegać, jeśli robisz startup. Dla TMT mam drobną radę: zapraszajcie osoby, które zajmują się tematem, o którym ma być event.</p>
<p>Zaproszeni goście to nie wątpię wybitni specjaliści w swoich dziedzinach, ale problem w tym, że te ich dziedziny to nie jest robienie webu. Być może inwestują w web, ale to naprawdę nie sprawia, że wiedzą jak on działa. Ja też <a href="http://www.webstop.pl/2007/08/27/user-generated-equity-zainwestuj-w-muzyke-lub-klub-futbolowy/">inwestowałem w muzykę</a>, co nie robi ze mnie eksperta mogącego opowiadać o tym jak tworzy się największe hity.</p>
<p>Jedyną ciekawą prezentację dało dwoje prawników z CMS Cameron McKenna. Jako jedyni mówili bardzo konkretnie, jako jedyni o faktycznych problemach jakie napotykają twórcy serwisów społecznościowych, jako jedyni sprowokowali salę do zadawania ciekawych pytań. O ich prezentacji napisał już Grzesiek, więc <a href="http://antyweb.pl/prawnicy-najlepsi-na-tmt-communities-08/">nie będę powtarzał</a>.</p>
<p><strong>Uaktualnienie:</strong></p>
<p>Po tym tekście rozpętała się burza w komentarzach. Michał Faber potraktował go chyba zbyt osobiście i skomentował &#8211; moim zdaniem &#8211; dosyć agresywnie. Chciałbym się odnieść do kilku kwestii i zamknąć ten temat (przynajmniej z mojej strony).</p>
<p>Nawiązując do komentarzy: nie czuję się urażony określaniem mnie mianem ubergeeka (inna rzecz czy się do takiego określenia poczuwam). Starałem się też nie zauważać specyficznego tonu, jakim Michał zwracał się do ubergeków, choć łatwo zauważalne było kreślenie przez Michała podziału i postrzeganie geeków jako gorszych. Mnie ciężko jest obrazić, choć oczywiście określenia typu &#8220;przeklęty geek&#8221; dają do myślenia.</p>
<p>Przechodząc do merytoryki.</p>
<blockquote><p>IMHO &#8220;robienie webu&#8221; to nie to samo co robienie biznesu na webie &#8211; śmiem twierdzić że biznes prowadzony wyłącznie przez CTOs nie ma większych szans powodzenia, dlatego zaprosiliśmy na konferencję również inwestorów, marketingowców, konsultantów, prawników itd.<br />
<strong>Michał Faber</strong></p></blockquote>
<p>Michał, ale nie możesz już po konferencji zmieniać jej profilu i udawać, że była o czym innym. Podtytuł konferencji to &#8220;Najbardziej specjalistyczna, skondensowana konferencja na temat aplikacji społecznościowych w internecie i mobile&#8217;u&#8221;. To w końcu o aplikacjach webowych czy o robieniu biznesu na tych aplikacjach? W trakcie konferencji o robieniu biznesu mówiono może przez kilka procent czasu. Zaprosiłeś specjalistów od biznesu i kazałeś im mówić o funkcjonalnościach serwisów społecznościowych. Właśnie w tym jest problem, że kazałeś krawaciarzom mówić o machaniu lopatą (że tak obrazowo to ujmę).</p>
<blockquote><p>Andrzej Jasieniecki został w tym roku najlepszym i najbardziej wszechstronnym menedżerem inwestycyjnym w grupie MCI, bo dzięki swojej intuicji i skillsom w zakresie zarządzania projektami internetowymi zbudował już chyba wartość rzędu setek milionów złotych w kilku(nastu?) różnych firmach z pogranicza internetu, IT i mobile’u &#8211; one-2-one (kapitał pomnożony 60 razy!), imtymna.pl, cała grupa Digital Avenue (fotosik.pl, iplay.pl itp), S4E, DomZdrowia.pl &#8211; jego skillsy to budowanie zespołu, produktu, strategii, negocjacje, pozyskiwanie kapitału i milionowe exity &#8211; całe spektrum zarządzania projektem inwestycyjnym &#8211; widział setki przedsiębiorców, analizował tysiące biznesplanów<br />
<strong>Michał Faber</strong></p></blockquote>
<p>Wielki ukłon i czapki z głów. I piszę to absolutnie bez cienia ironii. Pragnąłbym, żeby Andrzej właśnie o tym opowiedział na konferencji. Co jest dla niego ważne przy wyborze projektu do zainwestowania? Jakie cechy najbardziej ceni w ludziach tworzących zespół? Jakie najczęstsze błędy spotyka w biznesplanach i jakie błedy najczęściej popełniają początkujący przedsiębiorcy? Jak wygląda proces negocjacji między projektem a funduszem? Na jakim etapie projekty/firmy powinny szukać jakiego rodzaju inwestora? Jaki jest model działania funduszy VC? Jakie rzeczy projekt bezpowrotnie traci wiążąc się z VC? Jak wygląda przeobrażanie projektu tuż po inwestycji VC w niego? Myślę, że właśnie takie rzeczy chcieliby usłyszeć przedsiębiorcy i twórcy projektów.</p>
<p>Dlaczego nie mówił właśnie o tym? Dlaczego wybitnych specjalistów takich jak Andrzej Jasieniecki czy Marcin Hejka pytałeś o rzeczy nie mające związku z ich fachem &#8211; na przykład o to, w jaki sposób dłużej zatrzymać użytkowników na stronach serwisu społecznościowego? Jaki to ma związek z tym, czym zajmują się na co dzień? Przecież ich zadanie to nie własnoręcznie budować serwis, ale zbudować lub zidentyfikować zespół, który będzie w stanie sprawnie poprowadzić serwis.</p>
<p>Rozumiesz już, na czym polega problem i co było nie tak na ostatnim TMT? Chodzi o kombinację goście+tematy. Biznesowi goście niech faktycznie mówią o biznesie. Na TMT tego nie było. Byłem w październiku na Future Of Web Apps w Londynie i myślę, że w tym roku Ty też powinieneś się przejechać i zobaczyć jak to robią lepsi. Można oczywiście uczyć się na własnych błędach, ale warunkiem tego jest przyjmowanie i rozważanie krytycznych uwag. Jeśli jest się łasym jedynie na pochlebstwa a na wszelką krytykę reaguje się agresywnie, traktując ją jak osobisty atak, to ta droga rozwoju jest niestety zamknięta. Potraktuj to proszę jako przytyk z lekkim przymrużeniem oka &#8211; w gruncie rzeczy wierzę, że gdy ochłoniesz, będziesz w stanie raz jeszcze na spokojnie to przeczytać i wyciągnąć wnioski. :)</p>
<p>Specjalnie nie poruszałem niektórych wątków, jakie pojawiały się w komentarzach, bo uważam, że mimo kilku ewidentnych niedociągnięć (klima, brak sieci, przegadana moderacja), sama organizacja konferencji była udana &#8211; tu gratulacje dla Ewy Stępień i Ciebie Michale, bo wiem jak złożonym procesem jest przygotowanie takiego eventu. Musisz jednak słuchać feedbacku, bo inaczej na następnej TMT będziesz pytał venture capitalistów o moderowanie komci.</p>
<p>A propos feedbacku i reakcji na niego. Pozycjonujesz się jako gość  od biznesu i krawaciarz, ale nie ma nic wspólnego z podejściem biznesowym mówienie do własnych klientów &#8220;jak ci się nie podoba to w&#8230;&#8230;..j&#8221;. Oczywiście ładniejszym językiem, cytuję: &#8220;proponuję żebyś zagłosowała nogami i nie przychodziła na następną imprezę&#8221; &#8211; ale oznacza to mniej więcej to samo. Nie traktuj feedbacku jako bitwy Faber kontra reszta świata. Feedback jest po to, żeby Ci pomóc.</p>
<p>Życzę Wam wyciągnięcia wniosków przed następnymi konferencjami oraz przede wszystkim bardziej przyjaznego nastawienia do feedbacku (nawet ze strony przeklętych geeków) oraz ciut więcej dystansu do siebie &#8211; a przede wszystkim, bardziej udanych następnych konferencji.</p>
<p>Blogerzy o TMT.Communities&#8217;08:</p>
<ul>
<li>AntyWeb: <a href="http://antyweb.pl/prawnicy-najlepsi-na-tmt-communities-08/">Prawnicy najlepsi na TMT Communities 08</a></li>
<li>WebQuatro: <a href="http://webquatro.pl/2008/06/12/tmtcommunities-relacja-na-zywo/">TMT.Communities 2008 &#8211; relacja na żywo</a></li>
<li>netto: <a href="http://netto.blox.pl/2008/06/szklana-pulapka-20.html">szklana pułapka 2.0</a></li>
<li>AK47: <a href="http://blog.kurasinski.com/2008/06/14/spolecznosc-glupcze-albo-wnioski-po-tmt/">Społeczność głupcze* albo wnioski po TMT</a></li>
<li>Mikołaj: <a href="http://piotr.mikolajski.net/2008/06/brolzuje-po-kontencie">Brołzuję po kontencie</a></li>
<li>Krzysztof Gibek: <a href="http://krzysztof.gibek.net/blog/2008/06/14/tmtcommunities%E2%80%9908-warsaw/">TMT.Communities’08 Warsaw</a></li>
<li>Mediafun: <a href="http://www.blog.mediafun.pl/index.php/2008/06/15/tmtcommunities%E2%80%9908-%E2%80%93-panel-dyskusyjny-video/">TMT.communities’08 – panel dyskusyjny (video)</a></li>
<li>Mediafun: <a href="http://www.blog.mediafun.pl/index.php/2008/06/15/tmt-%E2%80%93-video-serwisy-spolecznosciowe-i-kwestie-prawne/">TMT – video (serwisy społecznościowe i kwestie prawne)</a></li>
<li>ols: <a href="http://ols.blox.pl/2008/06/Czerwcowy-triathlon-konferencyjny.html">Czerwcowy triathlon konferencyjny</a></li>
</ul>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/06/13/podsumowanie-tmtcommunities08/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>41</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Za ile sprzedano Naszą-klasę? Ile jest warta?</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/06/11/za-ile-sprzedano-nasza-klase-ile-jest-warta/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/06/11/za-ile-sprzedano-nasza-klase-ile-jest-warta/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 11 Jun 2008 15:14:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Forticom]]></category>
		<category><![CDATA[inwestycje]]></category>
		<category><![CDATA[nasza-klasa]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[serwisy społecznościowe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/2008/06/11/za-ile-sprzedano-nasza-klase-ile-jest-warta/</guid>
		<description><![CDATA[ Nie, nie napiszę Wam ile kosztowały Forticom udziały kupione w Naszej-klasie. Analitycy cytowani przez media szacują wycenę firmy na 200 mln zł. Arrington pisze już tak, jakby to był fakt, a nie szacunki &#8211; prawdopodobnie zagubiło się to gdzieś w tłumaczeniu. Grzesiek z AntyWeb wywołuje mnie do tablicy, pisząc:
W każdym razie nasza klasa raczej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/06/naszaklasa.png" style="margin: 0px 10px 10px 0px;" align="left"> Nie, nie napiszę Wam ile kosztowały Forticom <a href="http://www.webstop.pl/2008/06/08/cala-prawda-o-nk-i-kapitale-ze-wschodu-czyli-kto-kupil-serwis-nasza-klasa/">udziały kupione</a> w Naszej-klasie. Analitycy cytowani przez media szacują wycenę firmy na 200 mln zł. Arrington <a href="http://www.techcrunch.com/2008/06/11/estonias-forticom-acquires-controlling-stake-in-polish-portal-for-92-million/">pisze</a> już tak, jakby to był fakt, a nie szacunki &#8211; prawdopodobnie zagubiło się to gdzieś w tłumaczeniu. Grzesiek z AntyWeb <a href="http://antyweb.pl/techcrunch-mowi-ze-nasza-klasa-kosztowala-92-miliony/">wywołuje</a> mnie do tablicy, pisząc:</p>
<blockquote><p>W każdym razie nasza klasa raczej nie zarobiła miliardów na jakie szacował jej wartość Bartek z webstop.<br />
<strong>Grzegorz Marczak, AntyWeb.pl</strong></p></blockquote>
<p>Nawiązuje oczywiście do moich niedawnych <a href="http://www.webstop.pl/2008/06/04/wyceny-polskich-biznesow-webowych-moje-trzy-grosze/">wycen</a> polskich biznesów webowych. Odpowiadam więc.</p>
<p>Uważny czytelnik zauważył na pewno, że pisałem o perspektywicznej wycenie NK w przyszłości. Cytuję: &#8220;być może w przyszłym [roku], wszak wciąż jeszcze mocno się rozwijają jako firma&#8221;. Wciąż podtrzymuję swoją wycenę NK w perspektywie roku-dwóch na 1 miliard złotych.<span id="more-504"></span></p>
<p>Zastanawia mnie też, czy analitycy, którzy wyprodukowali wartość 200 mln złotych, szacowali wartość transakcji czy wartość naszej-klasy. A jeśli wartość naszej-klasy, to w jakim momencie. W momencie wypłynięcia newsa (teraz)? W momencie zawarcia transakcji (10 stycznia 2008)? Czy w momencie ustalenia ceny w trakcie negocjacji między NK a Forticomem (prawdopodobnie jesień 2007)?</p>
<p>Przypomnijmy, że właśnie jesień 2007 była okresem największego wzrostu popularności serwisu. Pierwszy milion zarejestrowanych użytkowników serwis ogłosił 16 października 2007. 19 listopada miał już dwa miliony, a 4 grudnia trzy miliony użytkowników (<a href="http://www.webstop.pl/2007/12/04/trzy-miliony-uzytkownikow-naszej-klasy/">pisałem o tym</a> w grudniu).</p>
<p>Zatem w momencie ustalenia ceny między NK a Forticomem (październik? listopad? grudzień?), serwis był tak naprawdę cztery do dziesięciu razy mniejszy niż jest obecnie. Dzisiejsza wycena serwisu ma się więc nijak do tego, ile Forticom mógł zapłacić za udziały.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/06/11/za-ile-sprzedano-nasza-klase-ile-jest-warta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wyceny polskich biznesów webowych &#8211; moje trzy grosze</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/06/04/wyceny-polskich-biznesow-webowych-moje-trzy-grosze/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/06/04/wyceny-polskich-biznesow-webowych-moje-trzy-grosze/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 04 Jun 2008 06:43:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Bankier.pl]]></category>
		<category><![CDATA[Filmweb]]></category>
		<category><![CDATA[Fotka.pl]]></category>
		<category><![CDATA[inwestycje]]></category>
		<category><![CDATA[nasza-klasa]]></category>
		<category><![CDATA[o2]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Trader]]></category>
		<category><![CDATA[Travelplanet]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/2008/06/04/wyceny-polskich-biznesow-webowych-moje-trzy-grosze/</guid>
		<description><![CDATA[ Artur Kurasiński rozpoczął bardzo ciekawy temat wycen polskich biznesów online. Na początku miałem zamiar dodać swoje trzy grosze w komentarzach u Artura, ale zacząłem pisać i zrobiło się tego bardzo dużo, postanowiłem więc napisać to tutaj. Z góry zastrzegam, że nie jestem analitykiem finansowym i są to tylko moje prywatne przemyślenia, które w żadnym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/05/61056391_31343afdc6.jpg' alt='money' style="margin: 0px 0px 10px 10px;" align="right" /> Artur Kurasiński rozpoczął bardzo ciekawy temat <a href="http://blog.kurasinski.com/2008/06/03/wyceniamy-polskie-biznesy-online/">wycen polskich biznesów online</a>. Na początku miałem zamiar dodać swoje trzy grosze w komentarzach u Artura, ale zacząłem pisać i zrobiło się tego bardzo dużo, postanowiłem więc napisać to tutaj. Z góry zastrzegam, że nie jestem analitykiem finansowym i są to tylko moje prywatne przemyślenia, które w żadnym wypadku nie powinny być podstawą do podejmowania jakichkolwiek decyzji inwestycyjnych (np. w przypadku firm notowanych aktualnie na giełdzie lub w przypadku przyszłych debiutów giełdowych).</p>
<p>Artur pisze o wycenach o2.pl na 500 mln zł oraz Fotka.pl na 200 mln, a następnie cytuje Michała Fabera i Rafała Agnieszczaka, których zapytał o wyceny polskich biznesów webowych. Polecam przeczytać cały tekst, mimo iż cała trójka właściwie unika udzielenia odpowiedzi na pytanie. A teraz moje trzy grosze.<span id="more-466"></span></p>
<p><strong>Wyceny spółek giełdowych</strong></p>
<p>Aktualne wyceny polskich firm internetowych notowanych na GPW (Bankier, Gadu-Gadu, Oponeo) wahają się w zakresie 35-40x ich rocznych zysków (wskaźnik C/Z &#8211; cena/zysk). Dla porównania, wskaźniki Cena/Zysk za oceanem są podobne &#8211; dla Google i Yahoo to odpowiednio 40x i 36x. Trzeba jednak pamiętać, że to wyceny kapryśnych i wymagających inwestorów giełdowych w okresie gdy giełdy pełne są strachu i niepewności.</p>
<p>Sprzedając calą firmę (lub jej znaczną część) zwykle uzyskuje się premię za oddanie kontroli nad firmą i wskaźniki dla takich transakcji bywają wyższe. Na przykład Microsoft próbując kupić Yahoo zaproponował 60% więcej niż ówczesna wycena giełdowa, a gdy w zeszłym roku Bauer kupił Interię (miesiąc temu wycofał ją z obrotu giełdowego), zapłacił za nią 68-krotność jej rocznego zysku.</p>
<p><strong>Bankier.pl &#8211; 150-200 mln</strong></p>
<p><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/06/bankier.png' alt='bankier.png' style="margin: 0px 0px 10px 10px;" align="right" /> Dlatego Bankier, którego giełda wycenia na 96 mln zł i który aktualnie <a href="http://www.webstop.pl/2008/05/17/agora-w-szale-zakupowym/">szuka kupca</a>, będzie prawdopodobnie oczekiwał ceny w okolicy 170 mln, a więc 50-krotności rocznych zysków (prognozowane na ten rok to 3,4 mln zł).</p>
<p><strong>Nie tylko Cena/Zysk</strong></p>
<p>Inwestorzy mogą być skłonni do zapłacenia ekstra premii za rozmaite inne, niekoniecznie wymierne gotówkowo wartości. Dla przykładu za pozycję niekwestionowanego lidera na rynku albo jeśli włączenie kupowanej firmy pozwoli pozycję lidera uzyskać lub umocnić.</p>
<p><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/06/trader.png' alt='trader.png' style="margin: 0px 0px 10px 10px;" align="right" />Tak było w przypadku kupna Tradera &#8211; Agora zapłaciła premię ponieważ rynek ogłoszeń zawsze był jednym z filarów ich biznesu i chcą pozostać liderem w tej branży w czasach, gdy coraz więcej ogłoszeń przenosi się z papierowych gazet do internetu. Nie znam zysków Tradera, ale ich roczne przychody to 18 mln zł, przy cenie sprzedaży firmy 120 mln. Jeśli założyć rentowność na poziomie 20%, oznaczałoby to zyski na poziomie 3,5 mln i wskaźnik C/Z w okolicy 30-35x, więc nie tak znowu ponad inne wyceny na rynku. Czysto spekuluję, bo nie znam ani zysków ani rentowności Tradera, ale 20% wydaje się być osiągalne w przypadku tego rodzaju biznesu &#8211; ale nawet przy poziomie 10% cena sprzedaży wciąż jest rozsądna uwzględniając premię za przejęcie kontroli oraz dodatkową wartość dla Agory umożliwiającą jej okopywanie się na pozycji lidera ogłoszeniowego w Polsce.</p>
<p><strong>Travelplanet &#8211; miliardowy potencjał, ale za kilka lat</strong></p>
<p><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/06/travelplanet.png' alt='travelplanet.png' style="margin: 0px 0px 10px 10px;" align="right" /> Wśród firm giełdowych wyróżniający się wskaźnik C/Z ma Travelplanet, wyceniany aż na 250-krotność zysków. Jeśli jednak przyjrzeć się innym danym, ta wycena ma swoje uzasadnienie i rokuje znaczny wzrost w przyszłości. Firma bowiem wciąż bardzo dynamicznie się rozwija i dużo inwestuje. W 2007 roku przychody firmy wyniosły 119 mln zł i rosną one w tempie 160-180% rocznie (160% wzrost od 2006 do 2007 ale już 175% wzrost jeśli porównać same grudnie). Ponadto Travelplanet operuje na rynku, który bardzo szybko rośnie i ma przed sobą wielki potencjał &#8211; wciąż jeszcze niewielu Polaków kupuje wycieczki przez internet ale szybko ich liczba się zwiększa. Firma inwestuje w projekty zwiększające automatyzację sprzedaży, a więc pozwalające obniżyć koszty i zwiększyć rentowność przy ciągłym skalowaniu biznesu.</p>
<p>Jeśli więc założyć, że za parę lat Travelplanet ma szansę osiągnąć 400 mln przychodów przy rentowności na poziomie 7%, to daje 28 mln zysku i wycenę całej firmy na miliard złotych przy średniorynkowym wskaźniku C/Z na poziomie 35x. Aktualna wycena giełdowa firmy jest dziesięciokrotnie niższa, więc na spółce na pewno można zarobić, jeśli jej menedżment doprowadzi ją w ciągu kilku lat do takiego stanu, jaki opisałem &#8211; a są na to spore szanse. Być może są to szacunki nieco kontrowersyjne, ale ja widzę w tej firmie taki potencjał w perspektywie kilku lat.</p>
<p><strong>Filmweb &#8211; 50 mln zł</strong></p>
<p><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/06/filmweb.png' alt='filmweb.png'  style="margin: 0px 0px 10px 10px;" align="right" /> Twórcy Filmweb wielokrotnie podkreślali, że serwis nie jest na sprzedaż &#8211; finansowo dobrze radzi sobie we własnym zakresie a jego właściciele nie odczuwają w tej chwili potrzeby wychodzenia z biznesu, który pomaga im realizować ich pasje. W artykułach sprzed roku znalazłem informacje, że Filmweb generuje prawie 3 mln przychodów rocznie, a koszty prowadzenia serwisu to 150 tys. zł miesięcznie. To daje roczny zysk na poziomie około miliona złotych. Filmweb jest łakomym kąskiem i otrzymywał już wiele propozycji kupna, jeśli więc w końcu zdecyduje się sprzedać, to na pewno przy korzystnym wskaźniku C/Z &#8211; dlatego śmiało wyceniłbym go na 50 mln zł.</p>
<p><strong>o2 &#8211; 400-600 mln</strong><br />
<img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/06/o2.png' alt='o2.png' style="margin: 0px 0px 10px 10px;" align="right" /> o2 raportowało 4 mln zysku i 15 mln przychodów w 2006 roku, a pod koniec 2007 roku szacowało na tamten rok dwukrotny wzrost przychodów, do 30 mln za cały 2007, oraz przewidywało &#8220;podobny wzrost zysku&#8221;, co sugerowałoby 8 mln zł. Jeśli więc w 2008 roku osiągną 12 mln zysku to przy 33x C/Z należałoby ich wycenić na 400 mln zł lub na 600 mln zł przy uwzględniającym premię za sprzedaż całości firmy C/Z 50x.</p>
<p><strong>Fotka.pl &#8211; 200-300 mln zł</strong></p>
<p><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/06/fotka.png' alt='fotka.png' style="margin: 0px 0px 10px 10px;" align="right" /> Rafał Agnieszczak u Artura pisze, że Fotka do końca maja zarobiła więcej niż przez cały rok 2007. W zeszłym roku chwalili się 2,5 mln zysku &#8211; to oznacza, że w 2008 mają szansę zarobić 6 mln. Przy mnożniku C/Z na poziomie 33x ich realna wycena to 200 mln zł. Jeśli znalazłby się inwestor chętny odkupić firmę w całości, mógłby zapłacić nawet 300 mln zł (50x rocznych zysków).</p>
<p><strong>Nasza-klasa &#8211; miliardowy potencjał</strong></p>
<p><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/06/naszaklasa.png' alt='naszaklasa.png' style="margin: 0px 0px 10px 10px;" align="right" /> Wycenić Naszą-klasę jest ciężko, bo nic nie wiadomo o ich finansach &#8211; próbowałem kiedyś podpytać o nie Maćka Popowicza, ale nie chciał nic zdradzić. W ich przypadku, oprócz standardowego mnożnika Cena/Zysk na poziomie 30-50x, dojdzie na pewno premia za bycie niekwestionowanym liderem i za kolosalną penetrację rynku, więc wskaźnik C/Z przy ewentualnej transakcji ma spore szanse być w zakresie 50-80x.</p>
<p>Jeśli oszacować ich roczny zysk na 20 mln &#8211; niekoniecznie w tym roku, być może w przyszłym, wszak wciąż jeszcze mocno się rozwijają jako firma (przy czym nie mam żadnych podstaw do szacunków, po prostu strzelam), to mamy wycenę na miliard złotych przy 50x C/Z. Serwis ostatnio koncentruje się na budowaniu przychodów, choćby w ostatnich dniach nawiązał współpracę z TravelPlanet i zaczął sprzedawać swoim użytkownikom ich wycieczki.</p>
<p>W ich przypadku dwie kwestie będą krytyczne. Czy uda im się utrzymać zainteresowanie użytkowników w długim terminie i sprawić, że wciąż będą wracali do serwisu i regularnie z niego korzystali; oraz czy uda im się namówić użytkowników na wydawanie pieniędzy w serwisie oraz u jego partnerów (np. sprzedaż wycieczek turystycznych, telefonia internetowa, dostarczanie kwiatów, itp).</p>
<p>Jeśli w obu tych kwestiach pójdzie im dobrze, to mają szansę na znacznie więcej niż wspomniane 20 mln zł rocznego zysku i wycenę wyższą niż 1 mld zł &#8211; policzcie sobie sami.</p>
<p><strong>Nie ma złotej reguły</strong></p>
<p>Ciężko jest znaleźć jedną regułę dla wyceny każdej firmy, ale jeśli próbować określić taką dla firm z tej branży, można jak sądzę celować w przedział 30-50x rocznych zysków. Przy jednorazowym przejęciu całej firmy, lub na tyle dużej części, że zapewnia kontrolę, można liczyć na wskaźniki w okolicy 50x oraz więcej &#8211; ale raczej tylko jeśli firma jest wśród liderów na swoim rynku.</p>
<p>Nie spodziewajcie się tak dużych mnożników jeśli jesteście jednym ze stu, a nie jednym z pięciu. Jak wszędzie, tak i tutaj o wszystkim decyduje relacja popytu do podaży &#8211; pieniędzy szukających celów inwestowania krąży na rynku sporo, a dużych i liczących się serwisów webowych jest po prostu w naszym kraju mało (a jeszcze mniej z nich jest na sprzedaż). Dlatego można liczyć na spore wyceny w przypadku firm będących w top 5 w swojej kategorii &#8211; ale im niżej i bardziej pospolicie tym mnożnik C/Z będzie spadał.</p>
<p><strong>Nie ma ceny sprzedaży, istnieje tylko cena kupna</strong></p>
<p>Na blogu jednego z amerykańskich przedsiębiorców webowych przeczytałem jakiś czas temu, że jeśli ktoś twierdzi, że właśnie sprzedał swoją firmę, to kłamie. Nie tyle on ją sprzedał, ile ktoś ją kupił. Cały czas należy pamiętać, że wszystkie wyceny są bezwartościowe, jeśli nie ma chętnego kupca.</p>
<p>Jestem ciekawy Waszych komentarzy oraz Waszych własnych wycen polskich biznesów webowych &#8211; nie tylko tych wymienionych przeze mnie.</p>
<p><strong>Uaktualnienie:</strong></p>
<p>Wyceny w wysokości 30-50x rocznych zysków mogą budzić emocje, ale skoro na takim poziomie przeprowadzane są transakcje dla liderów w swoich kategoriach, to właśnie w ten sposób wyceniam firmy do nich podobne:</p>
<ul>
<li>Interia &#8211; prawie 70x</li>
<li>Trader &#8211; nie wiem ale pewnie blisko 50x</li>
<li>Allegro &#8211; 100x. Na początku roku Tradus został sprzedany za 946 mln funtów przy zyskach za 2007 na poziomie 9,5 mln funtów, Allegro odpowiada za około 80% wyników firmy).</li>
</ul>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/06/04/wyceny-polskich-biznesow-webowych-moje-trzy-grosze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Miliony dolarów straty z powodu banalnego błędu PayPal</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/05/26/miliony-dolarow-straty-z-powodu-banalnego-bledu-paypal/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/05/26/miliony-dolarow-straty-z-powodu-banalnego-bledu-paypal/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 May 2008 13:03:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[bezpieczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[eBay]]></category>
		<category><![CDATA[ecommerce]]></category>
		<category><![CDATA[PayPal]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/2008/05/26/miliony-dolarow-straty-z-powodu-banalnego-bledu-paypal/</guid>
		<description><![CDATA[ PayPal, chyba najbardziej znany pośrednik płatności w internecie, od dziesięciu dni ma w swoich formularzach błąd uniemożliwiający przeprowadzenie niektórych typów transakcji. Błąd jest z rodzaju tych banalnych &#8211; w formularzu rejestracji nowego użytkownika, który próbuje kupić subskrypcję jakiejś usługi (płatność cykliczna), nie można wybrać innego kraju niż domyślny. Po wybraniu dowolnego innego kraju formularz [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/05/paypal.png' alt='paypal.png' style="margin: 0px 0px 10px 10px;" align="right" /> <a href="https://www.paypal.com/">PayPal</a>, chyba najbardziej znany pośrednik płatności w internecie, od dziesięciu dni ma w swoich formularzach błąd uniemożliwiający przeprowadzenie niektórych typów transakcji. Błąd jest z rodzaju tych banalnych &#8211; w formularzu rejestracji nowego użytkownika, który próbuje kupić subskrypcję jakiejś usługi (płatność cykliczna), nie można wybrać innego kraju niż domyślny. Po wybraniu dowolnego innego kraju formularz przeładowuje się (po to, żeby pokazać nową listę wyboru regionu/stanu/województwa), ale zamiast nowo wybranej pozycji powraca do stanu początkowego, czyli domyślnego kraju. Czyli kupujący spoza USA nie są w stanie dokonać transakcji (ew. spoza kraju, w którym ulokowany jest sprzedawca &#8211; nie jestem pewien jaki kraj jest wyświetlany domyślnie).<span id="more-447"></span></p>
<p><strong>Dziesięć dni liczenia strat</strong></p>
<p>Użytkownicy PayPala <a href="http://www.pdncommunity.com/pdn/board/message?board.id=basicpayments&#038;thread.id=21825">zauważyli błąd</a> dziesięć dni temu ale aż tydzień zajęło firmie <a href="http://www.pdncommunity.com/blog/article?blog.id=mts_updates&#038;message.id=205">potwierdzenie go</a> i poinformowanie, że został spowodowany aktualizacją serwisu 15 maja. Do dzisiaj jednak nie naprawiono problemu, mimo iż minęło już ponad dziesięć dni, a problem wydaje się być dosyć banalny. Przez ten czas PayPal stracił wiele tysięcy dolarów prowizji, a witryny nie mogące realizować płatności &#8211; wiele milionów dolarów obrotów.</p>
<p>Oczywiście wiem, że cykl produkcji oprogramowania w dużych projektach i zespołach bywa skomplikowany, ale tym bardziej duże projekty powinny mieć awaryjny tryb wypuszczania krytycznych poprawek. Zdarzyło mi się pracować nad produktami, których przestój w godzinach szczytu wyceniany był w tysiącach dolarów za godzinę i twierdzę, że przy sprawnej organizacji i komunikacji oraz istnieniu opracowanych procedur awaryjnych można dostarczyć taką poprawkę w ciągu godziny &#8211; a w najgorszym wypadku, przy dużej biurokratyzacji procesów, w ciągu kilku godzin. Ale ponad dziesięć dni?</p>
<p><strong>Zupełna kompromitacja PayPal</strong></p>
<p>Cała sytuacja jest wielką kompromitacją. Od firmy, która obraca miliardami dolarów użytkowników, należy wymagać najwyższych standardów (w 2007 roku zawarto za pośrednictwem PayPal transakcje o wartości 47 miliardów dolarów, czyli w każdej sekundzie przez PayPal przefruwa średnio $1500). Od razu nasuwa się kilka pytań.</p>
<ul>
<li>Dlaczego błąd wciąż jest na witrynie mimo iż mija właśnie jedenasty dzień od jego powstania? Czy PayPal nie potrafi dostarczyć szybkich i drobnych poprawek dla krytycznych błędów? Jeśli to wina procesów wewnątrz firmy, to co jeśli pojawi się kiedyś krytyczny błąd związany z bezpieczeństwem? Czy jego usuwanie trwać będzie równie długo?</li>
<li>Dlaczego jakakolwiek reakcja firmy miała miejsce dopiero siedem dni po zgłoszeniu problemu? Czy takie raporty nie są w firmie czytane na bieżąco? Czy po prostu PayPal ma gdzieś swoich klientów i nie uważa za stosowne poinformowania ich dlaczego tracą pieniądze i kiedy sytuacja zostanie naprawiona? Jeśli problemem jest przetwarzanie informacji a nie jekceważenie klientów, to co jeśli pojawi się kiedyś krytyczny błąd związany z bezpieczeństwem? Czy jego zauważenie trwać będzie równie długo?</li>
<li>Dlaczego w ogóle doszło do wypuszczenia takiego błędu? W dobrze zaprojektowanym procesie tworzenia oprogramowania jest przynajmniej kilka miejsc, w których tak prosty błąd powinien być wychwycony:
<ul>
<li>Code review &#8211; czyli praktyka przeglądania każdego napisanego kodu przez innego programistę.</li>
<li>Automatyczne testy &#8211; czyli automaty sprawdzające poszczególne metody i funkcjonalności (mogą obejmować również formularze webowe). W przypadku oprogramowania przysłowiowe przypadki, gdy machanie skrzydeł motyla w Mongolii powoduje tornado w Nevadzie, są jak najbardziej realne &#8211; po to są automatyczne testy żeby wykryć, że coś przestało działać poprawnie, nawet jeśli żadne zmiany w kodzie nie dotyczyły tego bezpośrednio (choć w przypadku buga w PayPal prawdopodobnie dotyczyły).</li>
<li>Testerzy z krwi i kości, którzy próbują na różne sposoby sprawdzić czy da się popsuć aplikację i spowodować jakieś błędne działanie.</li>
</ul>
<p>Nie twierdzę, że można uniknąć wszelkich błędów i wypuszczać oprogramowanie w stu procentach pozbawione problemów, ale przy dobrze zaprojektowanych procesach na pewno można uniknąć błędów tak banalnych i tak łatwych do zauważenia jak ten. Jeśli wdrożone są wszystkie z wymienionych elementów kontroli jakości i funkcjonują one prawidłowo, błąd tego typu powinien być zauważony i usunięty przed auktualnieniem wersji produkcyjnej witryny. Jeśli PayPalowi się to nie udaje, to rodzi się pytanie ostateczne:</p>
<li>Na ile nasze pieniądze są bezpieczne? Skoro zdarza się PayPalowi stworzyć i przeoczyć tak banalny błąd, a następnie tak długo na niego reagować, to jakie są szanse, że kiedyś popełnią równie banalny błąd kompromitujący bezpieczeństwo danych? Przecież PayPal przechowuje pełne dane mojej i prawdopodobnie wielu z Waszych kart kredytowych.</li>
</ul>
<p>PayPal nie jest początkującym startupem, który może iść na kompromisy, na jakie idzie większość młodych projektów, rezygnując z code review (które zajmuje czas programistom), automatycznych testów (które zajmują jeszcze więcej czasu programistom &#8211; ich oprogramowanie zajmuje nierzadko tyle samo lub więcej czasu co stworzenie funkcjonalności, które mają być testowane) czy zatrudniania osób zajmujących się tylko testowaniem.</p>
<p>Tymczasem PayPal zawalił na całej linii &#8211; wypuszczenia błędu z rodzaju tak banalnych, jakich profesjonalna firma nie powinna popełniać, zauważenia i poinformowania o nim (7 dni) oraz usunięcia go (11 dni i zegar wciąż tyka).</p>
<p><strong>Halo, Ziemia do PayPal</strong></p>
<p>Coś mi mówi, że PayPal nie jest do końca poukładany i zorganizowany. Szukając informacji o wartości transakcji dokonywanych rocznie przez PayPal najświeższe dane znalazłem na <a href="http://news.ebay.com/fastfacts_paypal.cfm">stronach eBay</a> (właściciela PayPal). PayPal publikuje u siebie dokładnie takie same <a href="https://www.paypal-media.com/documentdisplay.cfm?DocumentID=2260">Corporate Fast Facts</a>, ale sprzed roku &#8211; za 2006 i pierwszy kwartał 2007 (w eBay: 2007 i Q1 2008). W zakładce Media Center na próżno szukałem też większych wersji logo firmy (logo używane na stronie jest malutkie, a ja zwykłem na Webstop publikować nieco większe wersje) &#8211; znalazłem je dopiero na stronach eBay. Oczywiście te rzeczy nie mają nic wspólnego z tworzeniem oprogramowania, na bazie którego funkcjonuje PayPal, ale jeśli w jednej części firmy jest niedbalstwo i bałagan, to większe szanse, że jest i w innych.</p>
<p>Ciekawe ile czasu ostatecznie zajmie firmie usunięcie problemu. Wczoraj informacja o nim trafiła wreszcie do popularnych źródeł (<a href="http://www.techcrunch.com/2008/05/25/paypal-ten-days-and-counting-to-fix-drop-down-menu-bug/">TechCrunch</a>, <a href="http://www.centernetworks.com/paypal-international">CenterNetworks</a>), być może więc publiczne napiętnowanie zadziała i przyspieszy cały proces. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca w firmach tak dużych i operujących pieniędzmi i danymi finansowymi użytkowników.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/05/26/miliony-dolarow-straty-z-powodu-banalnego-bledu-paypal/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Krojenie Yahoo na kawałki to fatalny pomysł</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/05/19/krojenie-yahoo-na-kawalki-to-fatalny-pomysl/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/05/19/krojenie-yahoo-na-kawalki-to-fatalny-pomysl/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 May 2008 08:22:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Carl Icahn]]></category>
		<category><![CDATA[inwestycje]]></category>
		<category><![CDATA[Microsoft]]></category>
		<category><![CDATA[portale]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Yahoo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/2008/05/19/krojenie-yahoo-na-kawalki-to-fatalny-pomysl/</guid>
		<description><![CDATA[ Po tym, gdy Carl Icahn włączył się do gry o Yahoo i zapowiedział starania o wymianę zarządu, Microsoft ogłosił powrót do negocjacji. To ruch, którego Icahn bardzo potrzebuje, bo tylko wtedy może liczyć na wystarczającą liczbę głosów na zgromadzeniu akcjonariuszy.
Microsoft nie ponowił oferty zakupu firmy &#8211; tym razem gotowy jest rozmawiać o przejęciu kilku [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.flickr.com/photos/gnal/2234037367/"><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/05/2234037367_2a77f57641_m.jpg' alt='2234037367_2a77f57641_m.jpg' style="margin: 0px 0px 10px 10px;" align="right"/></a> Po tym, gdy <a href="http://www.webstop.pl/2008/05/15/finalna-bitwa-o-yahoo-marne-szanse-zarzadu-oraz-jak-zarobic-800-mln-dolarow-w-dwa-miesiace/">Carl Icahn</a> włączył się do gry o Yahoo i zapowiedział starania o wymianę zarządu, Microsoft <a href="http://antyweb.pl/microsoft-i-yahoo-wracaja-do-stolu/">ogłosił powrót</a> do negocjacji. To ruch, którego Icahn bardzo potrzebuje, bo tylko wtedy może liczyć na wystarczającą liczbę głosów na zgromadzeniu akcjonariuszy.</p>
<p>Microsoft nie ponowił oferty zakupu firmy &#8211; tym razem gotowy jest rozmawiać o przejęciu kilku jej części. Jednak krojenie Yahoo na kawałki to kiepski pomysł. Jedyne części firmy, którymi Microsoft mógłby być zainteresowany, to jednocześnie kluczowe elementy dla Yahoo, zapewniające przytłaczającą większość ich przychodów.<span id="more-399"></span></p>
<p><strong>Wyszukiwanie i komunikacja</strong></p>
<p>MSFT mógłby chcieć przejąć wyszukiwanie oraz narzędzia komunikacyjne (poczta oraz komunikator Y! Messenger), a to przecież dwa solidne filary funkcjonowania YHOO, dostarczające potrzebnych firmie przychodów z reklamy &#8211; które w dodatku firma usilnie stara się zwiększać, więc pozbywanie się tych zasobów byłoby strzałem we własne kolano. Czym byłoby Yahoo bez wyszukiwarki, poczty czy komunikatora? To przecież właśnie za pieniądze zarobione przez te serwisy Yahoo próbuje różnych innowacji jak <a href="http://fireeagle.yahoo.net/">Fire Eagle</a> czy <a href="http://pipes.yahoo.com/">Pipes</a> &#8211; że nie wspomnę o przejmowaniu większych i mniejszych firm na etapie na długo przed ich rentownością i późniejsze ich rozwijanie (patrz choćby Flickr).</p>
<p>Oczywiście akcjonariusze mogą zrobić co zechcą. Większość z nich i tak przecież nie zna się na biznesie internetowym. Mogą wymienić zarząd na taki, który wyprzeda firmę na części, ale wówczas to co pozostanie z giganta zdolnego walczyć o internet z Google przekształci się w firmę drugoligową.</p>
<p><strong>Gra w pokera</strong></p>
<p>Dzisiejszy ruch Microsoftu przypomina mi bardziej pokerową zagrywkę, obliczoną na grę na emocjach. Oczywiście gdyby Yahoo zdecydowało się sprzedać swoje najbardziej wartościowe zasoby, to Microsoft by się nie obraził, ale nie sądzę żeby to się stało. Być może w dzisiejszym newsie z MSFT chodzi o co innego.</p>
<p>Carl Icahn potrzebował powrotu Microsoft do negocjacji, żeby próbować pozyskać większość głosów akcjonariuszy niezbędną do wymiany zarządu. Do zgromadzenia akcjonariuszy jest jednak na tyle daleko (3 lipca), że niekoniecznie ponawianie oferty akurat dzisiaj byłoby dla MSFT najlepszym ruchem &#8211; oznaczałoby to powrót do negocjacji z nieprzychylnym zarządem Yahoo, do którego zresztą Steve Ballmer ma chyba odrobinę osobistego urazu. Rozmowy z nowym zarządem Carla Icahna będą na pewno znacznie łatwiejsze i krótsze &#8211; być może MSFT poczeka więc z ponowieniem oferty kupna całej firmy i złoży ją na krótko przed zgromadzeniem akcjonariuszy.</p>
<p>Ja swoją drogą zastanawiam się, czy Carl Icahn działa w porozumieniu ze Steve Ballmerem. Być może Icahn przyszedł do Ballmera i powiedział: &#8220;pomogę Ci przejąć Yahoo i przy okazji zarobię parę dolarów &#8211; pomysł jest taki i taki, ale muszę wiedzieć, że wciąż macie ochotę kupić tę firmę i że ponowicie ofertę gdy będę gotowy do wymiany zarządu&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/05/19/krojenie-yahoo-na-kawalki-to-fatalny-pomysl/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Agora w szale zakupowym?</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/05/17/agora-w-szale-zakupowym/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/05/17/agora-w-szale-zakupowym/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 17 May 2008 05:56:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Bankier.pl]]></category>
		<category><![CDATA[Gazeta.pl]]></category>
		<category><![CDATA[inwestycje]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[portale]]></category>
		<category><![CDATA[Trader]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/2008/05/17/agora-w-szale-zakupowym/</guid>
		<description><![CDATA[ Miesiąc temu pojawiły się plotki, że Agora planuje kupić Bankiera. Od tej pory trochę o tym przycichło, za to akcjonariusze Bankiera podjęli dwa tygodnie temu oficjalną decyzję o szukaniu inwestora strategicznego dla firmy &#8211; kogoś, kto odkupi przynajmniej ponad połowę akcji. Przedstawiciele MCI (inwestora i jednego z największych udziałowców firmy) zapewniają, że jest kilka [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/05/z2915620g.jpg' alt='z2915620g.jpg' style="margin: 0px 0px 10px 10px;" align="right" /> Miesiąc temu pojawiły się plotki, że Agora <a href="http://www.money.pl/gielda/wiadomosci/artykul/agora;kupi;bankiera;pl,202,0,336330.html">planuje kupić Bankiera</a>. Od tej pory trochę o tym przycichło, za to akcjonariusze Bankiera podjęli dwa tygodnie temu oficjalną decyzję o szukaniu inwestora strategicznego dla firmy &#8211; kogoś, kto odkupi przynajmniej ponad połowę akcji. Przedstawiciele MCI (inwestora i jednego z największych udziałowców firmy) zapewniają, że jest kilka firm zainteresowanych kupnem Bankiera. Serwis jest więc na pewno w trakcie negocjacji, być może również z Agorą.<span id="more-394"></span></p>
<p><strong>Agora kupuje polskiego Tradera</strong></p>
<p>Tymczasem kilka dni temu <a href="http://antyweb.pl/agora-kupuje-tradercom-za-blisko-120-milionow-zlotych/">Agora kupiła</a> polski oddział Tradera za 120 mln złotych. Polski trader to m.in. serwisy <a href="http://www.domiporta.pl/">Domiporta</a> czy <a href="http://www.autotrader.pl/">Autotrader</a> (oraz parę innych). Biznes firmy opiera się na ogłoszeniach &#8211; a jest to przecież obszar, w którym papierowa Gazeta Wyborcza zawsze była bardzo silna. W czasach gdy coraz większa liczba ogłoszeń przenosi się do internetu Agora również chce przenieść tu swoją pozycję.</p>
<p>Opinie odnośnie tej transakcji są podzielone &#8211; zarówno wśród osób zajmujących się webem i mediami (Trader to nie tylko wydawnictwa elektroniczne) jak i wśród analityków giełdowych. Musimy jednak pamiętać, że jeśli chce się kupić coś, co niekoniecznie jest na sprzedaż, trzeba zapłacić sporą premię, która zachęci do transakcji dotychczasowego właściciela. Tak zrobił choćby Microsoft wysyłając <a href="http://www.webstop.pl/2008/05/15/finalna-bitwa-o-yahoo-marne-szanse-zarzadu-oraz-jak-zarobic-800-mln-dolarow-w-dwa-miesiace/">ofertę kupna Yahoo</a>, która wówczas była na poziomie o ponad 60% więcej niż wycena giełdowa. Dla Agory Trader ma wartość strategiczną i uzasadnionym jest wydanie na niego więcej niż jego aktualna wartość wynikająca z bieżących danych finansowych.</p>
<p><strong>500 mln zł więcej</strong></p>
<p>Rzeczpospolita donosi, że Agora <a href="http://interaktywnie.com/newsy/819-agora-pracuje-nad-przejeciami">zwiększyła linię kredytową</a> z 300 do 800 mln zł po to, żeby &#8220;być przygotowanym na sfinansowanie różnego rodzaju projektów&#8221;. Możemy się więc spodziewać kolejnych ciekawych akwizycji ze strony Agory. Macie ochotę pobawić się w zgadywanie?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/05/17/agora-w-szale-zakupowym/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fenomen polskiej Wikipedii</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/05/14/fenomen-polskiej-wikipedii/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/05/14/fenomen-polskiej-wikipedii/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 May 2008 11:55:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[statystyki]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Wikipedia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/2008/05/14/fenomen-polskiej-wikipedii/</guid>
		<description><![CDATA[ Jak donosi Paweł Wimmer, polskiej Wikipedii stuknęło pół miliona artykułów. Gratulacje i podziękowania dla autorów! Mnie natomiast zawsze zadziwiał fenomen Wikipedii w naszym kraju. Oto bowiem przeciętnie ludne państwo ze stosunkowo niewysoką penetracją internetu stworzyło czwartą co do wielkości wersję językową Wikipedii.
Więcej artykułów niż w języku polskim mają tylko Wikipedie po angielsku, niemiecku i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/05/wikipedia-pl.png' alt='wikipedia-pl.png' style="margin: 0px 0px 10px 10px;" align="right" /> Jak donosi Paweł Wimmer, polskiej Wikipedii <a href="http://poradnikwebmastera.blox.pl/2008/05/Pol-miliona.html">stuknęło pół miliona</a> artykułów. Gratulacje i podziękowania dla autorów! Mnie natomiast zawsze zadziwiał fenomen Wikipedii w naszym kraju. Oto bowiem przeciętnie ludne państwo ze stosunkowo niewysoką penetracją internetu stworzyło czwartą co do wielkości wersję językową Wikipedii.</p>
<p>Więcej artykułów niż w języku polskim mają tylko Wikipedie po angielsku, niemiecku i francusku. W Polsce jest około 14 milionów internautów, a pod względem ilości artykułów w internetowej encyklopedii wyprzedzamy język hiszpański (122 mln internautów), japoński (94 mln), portugalski (58 mln) czy włoski (33 mln). Sprawdziłem liczbę artykułów w Wikipedii w przeliczeniu na 1000 internautów, dla których dany język jest językiem podstawowym i oto wynik.<span id="more-384"></span></p>
<p><center><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/05/wikipedia-jezyki-wykres.png' alt='wikipedia-jezyki-wykres.png' /></center></p>
<p>Polacy stworzyli 35 artykułów w przeliczeniu na tysiąc internautów posługujących się polskim językiem. Lepsi od nas są tylko Szwedzi (40 artykułów na 1000 internautów), a średnia dziesięciu najpopularniejszych języków to 7 artykułów na 1000 internautów. Do zestawienia użyłem liczby internautów posługujących się danym językiem ze strony <a href="http://www.internetworldstats.com/stats7.htm">World Internet Usage Statistics</a>. W przypadku Polski, Szwecji i Holandii brałem pod uwagę liczbę internautów danego kraju gdyż tylko takie dane były dostępne, ale nie powinno to wpływać zauważalnie na wyniki (przynajmniej w przypadku Polski i Szwecji, dla języka holenderskiego współczynnik mógł wyjść nieco zawyżony). Dane w formie tabeli wyglądają następująco.</p>
<p><center><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/05/wikipedia-jezyki-tabelanowa.png' alt='wikipedia-jezyki-tabelanowa.png' /></center></p>
<p>Liczby artykułów w danych językach zaczerpnąłem ze strony głównej Wikipedii &#8211; liczniki aktualizowane są dość rzadko (prawdopodobnie są to dane sprzed kilku dni), dlatego nie ma jeszcze 500 tys. w polskiej encyklopedii (ale nie ma to żadnego znaczenia, liczby dla wszystkich języków są sprzed kilku dni).</p>
<p>Nie podejmuję się interpretować tych danych, bo ani zbyt wiele nie wiem o Wikipedii od środka ani nie mam nic wspólnego z socjologią, ale jeśli macie swoje teorie lub pomysły na to, dlaczego polscy internauci są kilkakrotnie bardziej aktywni od innych akurat przy tworzeniu Wikipedii, piszcie śmiało w komentarzach.</p>
<p><strong>Uaktualnienie:</strong></p>
<p>ToSter w komentarzach zwrócił uwagę na <a href="http://meta.wikimedia.org/wiki/Complete_list_of_language_Wikipedias_available">kompletną listę języków</a> na Wikipedii. Jest tam podanych znacznie więcej parametrów odnośnie każdej wersji językowej niż tylko liczba artykułów &#8211; między innymi &#8220;Depth&#8221;, współczynnik starający się odzwierciedlić jakość danej wersji (bierze pod uwagę liczbę edycji w stosunku do liczby artykułów, liczbę &#8220;wydmuszek&#8221;, czyli zalążków artykułów, itd). Wersja angielska ma depth 349, kolejnych siedem wersji jest pomiędzy 50 a 100, wersja polska ma zaś depth 8. Wśród 19 wersji językowych posiadających ponad 100 tys. artykułów jesteśmy w tej kategorii na przedostatnim miejscu.</p>
<p>To pozwala nieco wyjaśnić stąd tak duża liczba artykułów w stosunku do liczby internautów. W polskiej Wikipedii jest bardzo dużo zalążków, samych haseł bez towarzyszących im encyklopedycznych opisów. Nieduży jest też stosunek liczby edycji do liczby artykułów &#8211; średnio 26 edycji na artykuł (wersja angielska 94 edycje, francuska 47 edycji,  niemiecka 63 edycje, hiszpańska 49 edycji). Siła Wikipedii polega na wspólnym redagowaniu, wzajemnym poprawianiu i uzupełnianiu informacji przez autorów. W pewnym uproszczeniu można przyjąć, że im mniejsza liczba edycji przypadająca średnio na artykuł tym niższa jakość, bo im więcej razy artykuł był poprawiany lub uzupełniany, tym staje się lepszy.</p>
<p>Czy można zatem stwierdzić, że polscy wikipedyści idą na ilość, zaniedbując jakość? Tworzą artykuły-wydmuszki w postaci pustych zalążków oraz wolą tworzyć nowe wpisy niż poświęcać czas na ulepszanie i dopieszczanie już istniejących?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/05/14/fenomen-polskiej-wikipedii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>20</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy Facebook szykuje się na giełdę?</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/05/12/czy-facebook-szykuje-sie-na-gielde/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/05/12/czy-facebook-szykuje-sie-na-gielde/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 May 2008 05:44:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Facebook]]></category>
		<category><![CDATA[inwestycje]]></category>
		<category><![CDATA[Mark Zuckerberg]]></category>
		<category><![CDATA[serwisy społecznościowe]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/2008/05/12/czy-facebook-szykuje-sie-na-gielde/</guid>
		<description><![CDATA[Pod koniec zeszłego roku pisałem o tym, że Facebook jest w dobrym momencie do wejścia na giełdę &#8211; dzisiaj jestem do tego jeszcze bardziej przekonany.
Wymiana top managementu
Jeden z twórców serwisu, Adam D&#8217;Angelo, ogłosił właśnie odejście z firmy. Adam, jako CTO Facebooka, odpowiedzialny był za całą techniczną stronę przedsięwzięcia od samego początku serwisu. To zwalnia miejsce [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/01/picture-11.png" style="margin: 0px 0px 10px 10px;" align="right" >Pod koniec zeszłego roku pisałem o tym, że Facebook jest w dobrym momencie do <a href="http://www.webstop.pl/2007/11/28/moment-wyjscia-czyli-hazard-przedsiebiorcy/">wejścia na giełdę</a> &#8211; dzisiaj jestem do tego jeszcze bardziej przekonany.</p>
<p><strong>Wymiana top managementu</strong></p>
<p>Jeden z twórców serwisu, Adam D&#8217;Angelo, ogłosił właśnie <a href="http://venturebeat.com/2008/05/11/facebook-cto-adam-dangelo-to-leave-or-at-least-take-an-extended-vacation/">odejście z firmy</a>. Adam, jako CTO Facebooka, odpowiedzialny był za całą techniczną stronę przedsięwzięcia od samego początku serwisu.<span id="more-376"></span> To zwalnia miejsce na zatrudnienie kogoś bardziej doświadczonego niż 23-letni Adam, któremu na pewno nie można odmówić wiedzy, umiejętności, ani sukcesów, ale powiedzmy szczerze: w młodych i gniewnych lubią inwestować fundusze wysokiego ryzyka (venture capital) &#8211; giełda woli jeśli firmą zarządzają osoby z większym doświadczeniem.</p>
<p>Przez jakiś czas Facebook sukcesywnie wymieniał cały top-management właśnie na osoby z doświadczeniem. W kwietniu pisałem o <a href="http://www.webstop.pl/2008/04/14/facebook-zatrudnia-wspoltworce-finansowego-sukcesu-google/">zatrudnieniu jako COO Sheryl Sandberg</a>, będącej jedną z twórców finansowego sukcesu Google. Kilka dni temu Facebook <a href="http://mashable.com/2008/05/06/google-pr-chief-flees-to-facebook/">zatrudnił Elliota Schrage</a>, dotychczasowego szefa PR Google. W zeszłym roku do grona top executives dołączyli Gideon Yu jako CFO (wcześniej CFO YouTube), Chamath Palihapitiya jako VP Product and Operations (wcześniej VP w AOL) czy Benjamin Ling jako Director of Platform Product  (wcześniej Product Management Director w Google).</p>
<p>Wśród zarządzających firmą zostały już chyba tylko dwie osoby, które tworzyły Facebook od początku &#8211; Mark Zuckerberg i Dustin Moskovitz. Ta wymiana kadr z młodzików na weteranów może, ale nie musi oznaczać przygotowań do debiutu giełdowego.</p>
<p><strong>Potrzebna gotówka</strong></p>
<p><a href='http://www.flickr.com/photos/tracy_olson/61056391/'  title='money'><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/05/61056391_31343afdc6.jpg' alt='money' style="margin: 0px 0px 10px 10px;" align="right" /></a>Facebook jednak potrzebuje pieniędzy. W zeszłym roku szukał inwestorów skłonnych wyłożyć 500 milionów dolarów, ale znalazł tylko około $400M ($240M od Microsoft w pamiętnej i głośnej transakcji z waluacją 15 miliardów dolarów i krótko potem $150M od braci Samwer i biznesmena z Hong Kongu, Li Ka-Shing). Najwyraźniej nie udało się znaleźć inwestorów chętnych do zainwestowania ostatnich $100M w formie przejęcia udziałów, bo  przedwczoraj firma ogłosiła, że <a href="http://www.alleyinsider.com/2008/5/cash_burning_facebook_borrows_100_million_to_buy_servers_because_stock_valuation_has_dropped">pożycza 100 milionów</a> dolarów od funduszu inwestycyjnego. Zgodnie z planem na rok 2008, Facebook ma <a href="http://www.alleyinsider.com/2008/2/facebook_revenue_below_expectations_not_the_next_google">wydać 100 milionów</a> więcej niż zarobi. To oznacza, że pożyczonych $100M w najbliższym czasie nie będzie z czego oddać. Wystarczą one na jakiś czas, a potem firma znów będzie potrzebowała zastrzyku gotówki.</p>
<p><strong>Dwa plus dwa równa się cztery</strong></p>
<p>Te wszystkie elementy układanki pachną mi debiutem giełdowym w ciągu najbliższych trzech kwartałów. Bardzo ciekawi mnie na ile giełda wyceni Facebooka.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/05/12/czy-facebook-szykuje-sie-na-gielde/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bądź zawsze o krok przed innymi &#8211; Google właśnie wykonało krok do przodu</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/05/09/badz-zawsze-o-krok-przed-innymi-google-wlasnie-wykonalo-krok-do-przodu/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/05/09/badz-zawsze-o-krok-przed-innymi-google-wlasnie-wykonalo-krok-do-przodu/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 May 2008 04:16:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Clearwire]]></category>
		<category><![CDATA[Google]]></category>
		<category><![CDATA[inwestycje]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/2008/05/09/badz-zawsze-o-krok-przed-innymi-google-wlasnie-wykonalo-krok-do-przodu/</guid>
		<description><![CDATA[ Przedwczoraj Google ogłosiło, że zainwestuje pół miliarda dolarów w firmę Clearwire. Wraz z m.in. Comcast, Intel Capital, Time Warner Cable, zainwestują 3,2 miliarda dolarów w budowę ogólnoamerykańskiej sieci bezprzewodowego dostępu do internetu w technologii WiMAX.
Erick Schonfeld na TechCrunch zastanawia się dlaczego Google uczestniczyło w tej inwestycji &#8211; według niego główną motywacją jest upewnienie się, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/05/8155162394105827.JPG' alt='8155162394105827.JPG' style="margin: 0px 0px 10px 10px;" align="right"/> Przedwczoraj Google <a href="http://yashke.com/2008/05/07/comcast-zrobi-wifi-na-cale-usa/">ogłosiło</a>, że zainwestuje pół miliarda dolarów w firmę Clearwire. Wraz z m.in. Comcast, Intel Capital, Time Warner Cable, zainwestują 3,2 miliarda dolarów w budowę ogólnoamerykańskiej sieci bezprzewodowego dostępu do internetu w technologii WiMAX.</p>
<p>Erick Schonfeld na TechCrunch <a href="http://www.techcrunch.com/2008/05/07/why-google-invested-in-clearwire/">zastanawia się</a> dlaczego Google uczestniczyło w tej inwestycji &#8211; według niego główną motywacją jest upewnienie się, że nowa sieć będzie maksymalnie otwarta na urządzenia pracujące pod kontrolą Android (przygotowywanej przez Google platformy dla urządzeń mobilnych) oraz po to, żeby ich witryna była domyślną wyszukiwarką w urządzeniach połączonych z siecią.</p>
<p>Być może Erick ma rację, ale mnie to zupełnie nie przekonuje. Upatruję w tym działania znacznie bardziej dalekowzrocznego, ale żeby to wyjaśnić, musimy najpierw ustalić odpowiedź na zasadnicze pytanie.<span id="more-371"></span></p>
<p><strong>Czym jest Google?</strong></p>
<p>Gdybyście mieli jak najzwięźlej zdefiniować, czym jest Google, jak byście je określili? Wyszukiwarką internetową? Być może tak je postrzegacie, prawdą jednak jest, że Google jest <strong>największą na świecie agencją reklamową</strong>. Tabela z <a href="http://investor.google.com/fin_data.html">wynikami finansowymi</a> firmy rozbija przychody tylko na dwie kategorie &#8211; pochodzące z reklamy oraz pozostałe. W 2007 roku przychody z reklamy wyniosły 16,4 miliarda dolarów i stanowiły 99% przychodów firmy. Pozostałe wpływy to zaledwie jeden procent.</p>
<p>Google może być postrzegane jako wyszukiwarka, ale z biznesowego punktu widzenia jest to firma, która sprzedaje reklamy &#8211; a jej dział research &#038; development jedynie dba o to, żeby było gdzie te reklamy wyświetlać. Skoro już to sobie wyjaśniliśmy, przejdźmy do firmy Clearwire.</p>
<p><strong>Następna wielka rzecz</strong></p>
<p>Bardzo możliwe, że technologia WiMAX będzie niewypałem. Jeśli jednak odniesie sukces, może on być wielki. Sieć bezprzewodowa dostępna niemalże wszędzie to jeden abonament i jeden rachunek za połączenia z siecią zarówno z komputera domowego, jak i z laptopa w drodze czy z telefonów komórkowych lub innych urządzeń mobilnych. Po co płacić za trzy odrębne usługi skoro korzystanie tylko z jednej jest i wygodniejsze i prawdopodobnie tańsze? Po co ograniczać się do korzystania z sieci tylko w domu, jeśli w tej samej cenie możemy mieć mobilny dostęp z każdego miejsca? Rozległa i powszechnie dostępna sieć bezprzewodowa może być tzw. next big thing na rynku usług dostępowych, a jeśli tak się stanie, to Clearwire zgarnie wszystko i ma szansę zostać największym dostawcą internetu w Stanach, świadcząc usługi pokaźnej liczbie ludzi.</p>
<p><strong>Czy to ma coś wspólnego z reklamą?</strong></p>
<p>Dostawcy internetu już jakiś czas temu spostrzegli, że oni też mogą uszczknąć coś dla siebie z wielkiego tortu reklamy online. Powszechną już dziś praktyką jest wyświetlanie użytkownikom stron z reklamami jeśli wpiszą w przeglądarkę domenę, która nie istnieje. W ten sposób już teraz firmy ISP zarabiają dodatkowe pieniądze dzięki popełnianym literówkom i domenom, które ktoś zapomniał przedłużyć. Czy na tym chce zarabiać Google dzięki inwestycji w WiMAX? Nie.</p>
<p>W branży technologii ten, kto myśli, że ma wszystko, jest pierwszym w kolejce do pójścia na dno. Rynek reklamy online szybko się zmienia i nikt tego nie wie lepiej niż Google &#8211; w końcu to oni byli sprawcami poprzedniej zmiany. Na pewno cały sztab ludzi w ich biurach nie zajmuje się niczym innym tylko wymyślaniem rozmaitych pomysłów i scenariuszy, próbując przewidzieć jak rynek reklamy może się zmienić w przyszłości. Po to, żeby zamiast bezczynnie się przypatrywać, wyprzedzić wszystkich i samemu tej zmiany dokonać.</p>
<p><strong>Reklama w rękach dostawców sieci</strong></p>
<p>Dziś jest to pomysł zaledwie raczkujący i być może testowany gdzieniegdzie na niewielką skalę, ale w przyszłości być może to dostawcy sieci będą wyświetlać reklamy użytkownikom. Nie ma technicznych przeszkód ku temu, żeby dane płynące z sieci do użytkownika zostały podmienione na inne. Dostawcy mogą działać na zasadzie podobnej do popularnych adblocków, z tą różnicą, że zamiast blokować wykryte reklamy, będą zastępować je własnymi.</p>
<p>Jeśli tak się stanie, o udziale w rynku reklamowym będzie decydować nie to, na ilu stronach jesteśmy w stanie umieścić nasz adserver, ale to ilu ludzi korzysta z naszego dostępu do internetu. Serwowanie reklam przeniesie się szczebelek wyżej. Jeśli praktyka ta stanie się powszechna wśród dostawców sieci, kolejnym krokiem może będzie wręcz stworzenie specjalnych kodów reklamowych &#8211; twórcy witryn umieszczać je będą zamiast dzisiejszych kodów i będą to po prostu miejsca, które dostawcy internetu mieliby wypełnić reklamami.</p>
<p>W interesie dostawcow sieci nie jest zabicie witryn utrzymujących się z reklamy, można więc przypuszczać, że będą one po prostu chciały zastąpić dzisiejszych pośredników i znajdą sposób na dzielenie się przychodami ze sprzedanych reklam z witrynami, tak jak dzisiaj robi to Google AdSense. I jeśli tak właśnie ma się stać, to Google chce być tym, kto będzie serwował najwięcej reklam mając najwięcej użytkowników i jest w stanie wyłożyć na to pół miliarda dolarów.</p>
<p><strong>Zastąpić samych siebie</strong></p>
<p>Nie powiem Wam, jak ten model miałby dokładnie wyglądać w praktyce, ale mam wrażenie, że taki scenariusz jest dość prawdopodobny. Dostawcy sieci stoją pomiędzy każdym adserverem a użytkownikiem i mają techniczne możliwości podmiany serwowanych reklam. Rynek reklamy online urósł do gigantycznych rozmiarów i setkom tysięcy ludzi na świecie sen z oczu spędza pytanie, jak zostać następnym Google. Dla firmy takiej jak Google najlepszy sposób na uniknięcie detronizacji to być twórcą projektu, który będzie &#8220;następnym Google&#8221;.</p>
<p>Zamiast myśleć o tym, co zrobić żeby nas nie zastąpiono, lepiej jest myśleć o tym, co zrobić żeby zastąpić taką firmę jak nasza. I spróbować zastąpić. Mam wrażenie, że Googlowi właśnie o to może chodzić w przypadku inwestycji w WiMAX.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/05/09/badz-zawsze-o-krok-przed-innymi-google-wlasnie-wykonalo-krok-do-przodu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy Jerry Yang został odsunięty? Czy Yahoo już przepadło?</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/05/07/czy-jerry-yang-zostal-odsuniety-czy-yahoo-juz-przepadlo/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/05/07/czy-jerry-yang-zostal-odsuniety-czy-yahoo-juz-przepadlo/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 06 May 2008 23:31:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[inwestycje]]></category>
		<category><![CDATA[Jerry Yang]]></category>
		<category><![CDATA[Microsoft]]></category>
		<category><![CDATA[portale]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Yahoo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/2008/05/07/czy-jerry-yang-zostal-odsuniety-czy-yahoo-juz-przepadlo/</guid>
		<description><![CDATA[ Gdy dwa dni temu pisałem o sytuacji Yahoo po wycofaniu oferty przez Microsoft, miałem nadzieję, że zarząd Yahoo będzie miał choć trochę czasu na udowodnienie, że wie co robi. Ale jeśli prawdą jest to o czym pisze Erick Schonfeld na TechCrunch, że Jerry Yang został odsunięty (po polsku przeczytacie o tym na AntyWeb), to [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/05/jerry_yang.jpg' alt='jerry_yang.jpg' style="margin: 0px 0px 10px 10px;" align="right" /> Gdy dwa dni temu pisałem o <a href="http://www.webstop.pl/2008/05/05/kto-zyskal-na-przepychance-yahoo-z-microsoftem-dotyczacej-przejecia/">sytuacji Yahoo</a> po wycofaniu oferty przez Microsoft, miałem nadzieję, że zarząd Yahoo będzie miał choć trochę czasu na udowodnienie, że wie co robi. Ale jeśli prawdą jest to o czym pisze Erick Schonfeld na TechCrunch, że <a href="http://www.techcrunch.com/2008/05/06/is-yang-still-in-control-at-yahoo/">Jerry Yang został odsunięty</a> (po polsku przeczytacie o tym na <a href="http://antyweb.pl/yahoo-wraca-do-negocjacji-z-microsoftem-ale-bez-yanga/">AntyWeb</a>), to być może dla Yahoo nie ma już szans na uratowanie ze szponów Microsoftu.</p>
<p>Na pewno wielu akcjonariuszy Yahoo było wściekłych za opór Yanga &#8211; i o tych udziałowcach przeczytać można było w newsach. Ale Yang nie byłby w stanie opierać się ofercie Microsoftu nie mając za sobą innej części udziałowców. Niezadowolenie zawsze głośniej krzyczy i jest lepiej słyszalne &#8211; grupa wspierająca Yanga niekoniecznie wikłała się w medialną szopkę. Pisząc to nie mam pojęcia czy/kto popiera Yanga, ale z mediów wiemy jedynie kto głośno protestował, więc możemy się domyślać, że Yang miał wsparcie choć części pozostałych, o których nie było słychać.<span id="more-368"></span></p>
<p>Hipotetyczne odsunięcie Yanga jest bardzo wyraźnym sygnałem i niemalże wyartykułowaną prośbą w stronę Microsoftu o ponowienie oferty na poziomie $33 za akcję. Jeśli tak się stało, to transakcja najprawdopodobniej dojdzie do skutku, jak sądzę na poziomie $33-34.</p>
<p>Tymczasem akcje Yahoo po spadku z $29 do $23 po wycofaniu oferty przez Microsoft, od dwóch dni nieśmiało rosną i po wtorkowej sesji są na poziomie $25,72. Być może stało się tak w wyniku refleksji inwestorów, którzy stwierdzili, że zbyt mocno przecenili YHOO podczas weekendu, ale możliwe jest również to, że jest to efekt plotek o odsunięciu Yanga i prawdopodobnym powrocie do negocjacji z Microsoft.</p>
<p>Moja osobista opinia jest taka, że Microsoft może jedynie popsuć Yahoo, jeśli przejmie firmę. Im silniejszą integrację przewiduje MSFT po przejęciu, tym gorzej może się to skończyć dla YHOO. Sądzę też, że Yahoo byłoby w stanie uzyskać giełdową wycenę akcji na poziomie $33 jeszcze w tym roku, jeśli udałoby im się nie sprzedać firmy.</p>
<p>Trzeba jednak pamiętać, że głównymi udziałowcami Yahoo są fundusze inwestycyjne i dla części z nich ostatni rok był dosyć ciężkim okresem. Na pewno mają mocną presję na poprawienie wyników. Zamiast czekać pół roku na ewentualne osiągnięcie przez Yahoo wartości $33 za akcję wolą zrealizować zyski na tym poziomie już dzisiaj, a uwolnioną gotówkę ponownie zainwestować  w co innego, z nadzieją na kolejne zyski (połowę, którą Microsoft chce zapłacić w gotówce &#8211; drugą połowę wymienić na akcje MSFT, a akcje giganta z Redmond są przecież dla funduszy równie dobre do długoterminowego trzymania jak YHOO, więc nie mają nic przeciwko). W całej batalii MSFT vs. YHOO uczestniczy tak naprawdę bardzo wiele różnych stron i każda z nich ma swoje własne cele i interesy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/05/07/czy-jerry-yang-zostal-odsuniety-czy-yahoo-juz-przepadlo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Polskie portale to tabloidy (oraz co ma do tego cyklon w Birmie)</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/05/06/polskie-portale-to-tabloidy-oraz-co-ma-do-tego-cyklon-w-birmie/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/05/06/polskie-portale-to-tabloidy-oraz-co-ma-do-tego-cyklon-w-birmie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 May 2008 23:41:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Gazeta.pl]]></category>
		<category><![CDATA[Interia]]></category>
		<category><![CDATA[Onet]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[portale]]></category>
		<category><![CDATA[reklama]]></category>
		<category><![CDATA[Wirtualna Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Yahoo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/2008/05/06/polskie-portale-to-tabloidy-oraz-co-ma-do-tego-cyklon-w-birmie/</guid>
		<description><![CDATA[Przy okazji wielkiej tragedii jaka dotknęła Birmę, zwróciłem uwagę na to jak bardzo stabloidyzowane są nasze rodzime portale. I nie chodzi o to, że tworzą kolejne tabloidalne podserwisy, ale o to co jest widoczne (promowane) po wejściu na ich strony główne.
Druga kwestia, która mnie uderzyła, to dobór eksponowanych informacji wśród wydarzeń dnia. Ale o tym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przy okazji <a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,5180435.html">wielkiej tragedii</a> jaka dotknęła Birmę, zwróciłem uwagę na to jak bardzo stabloidyzowane są nasze rodzime portale. I nie chodzi o to, że tworzą kolejne tabloidalne podserwisy, ale o to co jest widoczne (promowane) po wejściu na ich strony główne.</p>
<p>Druga kwestia, która mnie uderzyła, to dobór eksponowanych informacji wśród wydarzeń dnia. Ale o tym za chwilę, najpierw sprawdźmy jakie w ogóle miejsce zajmują informacje dnia na stronach portali w porównaniu do takiego przykładowego Yahoo.<span id="more-361"></span></p>
<p>Na zdjęciu poniżej zobaczycie jak wyglądają nasze cztery topowe portale: Onet, WP, Gazeta, Interia. Pokolorowałem na zielono poważne treści informacyjne a na czerwono treści reklamowe, tabloidowe, rozrywkowe, itp. Bez kolorowania zostawiłem nawigację oraz treści społecznościowe (obecne tylko na stronie Interii). Pod uwagę brałem obszar o wysokości około 800 pikseli od góry strony &#8211; mniej więcej tyle widać standardowo na moim laptopie bez przewijania strony.</p>
<p><center><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/05/portale-tabloidy2.jpg' alt='portale-tabloidy.jpg' /></center></p>
<p>Co jest eksponowane na polskich portalach? Przede wszystkim wielgachne reklamy (wyłączyłem adblocka na potrzeby tych screenów), a tuż za nimi treści tabloidowe. Onet &#8211; &#8220;Seksowna 50-latka na topie&#8221;. WP &#8211; &#8220;Siądź za kierownicą potężnych maszyn&#8221; wyświetlane co kilka sekund na zmianę z &#8220;Najlepsze nogi w Jak oni śpiewają&#8221;. Gazeta &#8211; &#8220;Wiedźmin: Cena neutralności&#8221; (o grze komputerowej). Interia: &#8220;Uderzył żonę, bo go drażniła&#8221;. Dziękuję bardzo.</p>
<p>Informacje zepchnięte są albo bardzo nisko (Gazeta, Interia) albo są na poziomie treści tabloidowych ale z towarzyszącymi im znacznie mniejszymi zdjęciami niż tymi przy treści &#8220;lżejszej&#8221; (Onet, WP).</p>
<p>A jak to robi Yahoo?</p>
<p><center><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/05/yahoo-nie-tabloid2.jpg' alt='yahoo-nie-tabloid.jpg' /></center></p>
<p>Przede wszystkim newsy. W zakładce featured, w miejscu gdzie prawdopodobnie jako pierwszy trafia wzrok czytelnika, zdjęcie i informacja o tragedii w Birmie. Tuż poniżej boks z listą newsów. Jedna, stosunkowo niewielka reklama graficzna jest umieszczona dyskretnie z boku, a wszystkie inne treści reklamowe lub rozrywkowe są albo niżej albo wymagają przełączenia zakładki.</p>
<p>Drugą rzeczą, która mnie poraziła, to niemalże zupełny brak informacji o tragedii w Birmie. Jedynie na Gazeta.pl informacja ta wskoczyła jako drugi news. Na stronach głównych innych portali próżno szukać wiadomości o tym. Interia za to donosi o &#8220;300 martwych kotów w zamrażalniku&#8221; &#8211; najwyraźniej na redaktorze strony głównej tragedia ta wywarła większe wrażenie niż szacowanych 10 000 zabitych ludzi gdzieś w południowo-wschodniej Azji.</p>
<p><center><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/05/newsy-pl.jpg' alt='newsy-pl.jpg' /></center></p>
<p>A jak to wygląda na świecie? Zerknąłem na amerykańskie Yahoo, niemiecki Spiegel i brytyjskie BBC (najpopularniejsze witryny informacyjne w swoich krajach). Na każdej z tych stron informacja o Birmie (nowsza nazwa Myanmar) jest głównym newsem dnia, opatrzonym dużym zdjęciem i zazwyczaj linkami do kilku artykułów na ten temat.</p>
<p><center><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/05/newsy-swiat.jpg' alt='newsy-swiat.jpg' /></center></p>
<p>Obiegowa opinia mówi, że Amerykanie, a w mniejszym stopniu również Brytyjczycy, niewiele wiedzą o świecie i zupełnie się nim nie interesują a przeciętny człowiek spotkany u nich na ulicy nie wskaże poprawnie Iraku na mapie świata (swoją drogą ilu Polaków wskaże Birmę?). Że są głupi i interesuje ich tylko beztroska zabawa. Natomiast Polacy &#8211; według tej opinii &#8211; są oczytani, wszechstronnie kształceni już od szkoły podstawowej i znacznie więcej wiedzący o świecie.</p>
<p>Jakoś nie odzwierciedla się to w tym, co chcą czytać. Bo przecież portale eksponują to, w co ludzie najchętniej klikają &#8211; raczej nie ma tu żadnego przypadku. Ktoś w redakcji tych portali zdecydował, że &#8220;najlepsze nogi w teleturnieju&#8221; i &#8220;uderzył żonę bo go drażniła&#8221; jest ciekawsze dla Polaków niż bieżące informacje. Ktoś inny stwierdził, że 300 martwych kotów w lodówce bardziej zainteresuje czytelników niż 10 000 martwych ludzi w Azji. Przyznam, że jest to trochę przerażające.</p>
<p>Czy to polskie portale są tabloidalną papką czy po prostu serwują to, czego oczekują czytelnicy &#8211; może to statystyczny Polak ma papkę w tym miejscu ciała, w którym u przeciętnego Amerykanina, Niemca czy Brytyjczyka rodzi się zainteresowanie informacjami ze świata, nawet z egzotycznej Birmy?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/05/06/polskie-portale-to-tabloidy-oraz-co-ma-do-tego-cyklon-w-birmie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>23</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kto zyskał na przepychance Yahoo z Microsoftem dotyczącej przejęcia?</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/05/05/kto-zyskal-na-przepychance-yahoo-z-microsoftem-dotyczacej-przejecia/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/05/05/kto-zyskal-na-przepychance-yahoo-z-microsoftem-dotyczacej-przejecia/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 May 2008 17:43:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[inwestycje]]></category>
		<category><![CDATA[Jerry Yang]]></category>
		<category><![CDATA[Microsoft]]></category>
		<category><![CDATA[portale]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Yahoo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/2008/05/05/kto-zyskal-na-przepychance-yahoo-z-microsoftem-dotyczacej-przejecia/</guid>
		<description><![CDATA[ O próbach przejęcia Yahoo przez Microsoft czytaliście na pewno wielokrotnie w wielu miejscach w sieci, choćby Grzegorz na AntyWeb regularnie relacjonuje przebieg tej sprawy trwającej już ponad trzy miesiące. Ostatecznie Microsoft wycofał ofertę sprzedaży, choć oczywiście niekoniecznie musi oznaczać to koniec starań o przejęcie &#8211; być może tylko zmianę strategii. Jeśli Yahoo powinie się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/05/yahoo-logo.gif' alt='yahoo-logo.gif'  style="margin: 0px 0px 10px 10px;" align="right" /> O próbach przejęcia Yahoo przez Microsoft czytaliście na pewno wielokrotnie w wielu miejscach w sieci, choćby Grzegorz na <a href="http://antyweb.pl/yahoo-i-microsoft-nie-bedzie-wielkiego-przejecia/">AntyWeb</a> regularnie relacjonuje przebieg tej sprawy trwającej już ponad trzy miesiące. Ostatecznie Microsoft wycofał ofertę sprzedaży, choć oczywiście niekoniecznie musi oznaczać to koniec starań o przejęcie &#8211; być może tylko zmianę strategii. Jeśli Yahoo powinie się noga i nie zdoła uzyskać wzrostu wartości firmy w ciągu kilku miesięcy, ponowna oferta może okazać się skuteczna.<span id="more-349"></span></p>
<p>Pomijając wielką niechęć zarządu Yahoo do tego przejęcia wynikającą z przyczyn nie-finansowych, oficjalnie spór dotyczył pieniędzy. Microsoft zaoferował najpierw $31 za jedną akcję Yahoo, a potem podwyższył ofertę do $33. Zarząd Yahoo natomiast deklarował, że jakiekolwiek poważne rozmowy o sprzedaży może podjąć dopiero przy cenie $37 za akcję. Te kilkudolarowe różnice na jednej akcji oznaczają kilkumiliardowe różnice w wycenie firmy (której własność podzielona jest na prawie 1,4 miliarda akcji).</p>
<p><strong>Co na to giełda?</strong></p>
<p>Yahoo jest notowane na nowojorskim NASDAQ więc kurs akcji jest bardzo dobrym wyznacznikiem aktualnej (chwilowej) wartości firmy. Pod koniec stycznia, na dzień przed złożeniem przez Microsoft oferty kupna za $31, akcje Yahoo były wyceniane na giełdzie na $19. Oferta Microsoft zawierała więc solidną, ponad 60% premię za sprzedaż całości firmy. Oczywiście firma z Redmond wykorzystała dekoniunkturę &#8211; akcje większości firm znacząco spadły od listopada zeszłego roku. Również Yahoo kilka miesięcy wcześniej było wyceniane na $30 za akcję. Nie mniej jednak w stosunku do ówcześnej wyceny giełdowej, oferta MSFT była atrakcyjna. Wielu akcjonariuszy YHOO z chęcią sprzedałoby akcje w tej cenie.</p>
<p>Dzień po złożeniu oferty zareagowali inwestorzy giełdowi i cena akcji Yahoo wzrosła z $19 do $29 &#8211; wiadomo, taka cena wciąż dawała dwudolarowy zysk w przypadku gdyby transakcja doszła do skutku. Przez ostatnie trzy miesiące cena akcji krążyła w zakresie $25-30 podczas gdy inwestorzy wyczekiwali na zamknięcie transakcji. Po wycofaniu oferty kupna przez Microsoft cena akcji Yahoo spadła do poziomu $23 na otwarciu dzisiejszej sesji nowojorskiej giełdy (po czym odrobinę wzrosła i w tej chwili jest na poziomie $24,70). Ostatnia sesja przed weekendem zakończyła się ceną $28,70 za akcję, widać więc jak inwestorzy przecenili akcje YHOO gdy dowiedzieli się, że zniknęła możliwość pozbycia się ich za $33 w niedalekiej przyszłości.</p>
<p><strong>Yahoo się spręża, ale kiedy będzie warte $37 za akcję?</strong></p>
<p>Yahoo nie spało przez te trzy miesiące. Zarząd robił wszystko, żeby wyniki za pierwszy kwartał były lepsze od prognozowanych oraz starał się wykonywać strategiczne ruchy obiecujące znaczny wzrost przychodów w przyszłości. Zapewne dlatego cena akcji po wycofaniu oferty MSFT nie spadła aż do poziomu sprzed złożenia tej oferty.</p>
<p>Czy oferta MSFT faktycznie była taka zła? YHOO już ponad dwa lata nie było warte więcej niż owe $33. Maksimum wartości firmy przypadło na styczeń 2006, kiedy była wyceniana na $43 (mowa o czasach &#8220;pobańkowych&#8221;, w trakcie pierwszej bańki akcje firmy kosztowały ponad $100, po czym spadły do $6). Wkrótce po tym, bo już w lutym 2006, spadły do poziomu $33 i już nigdy później nie wybiły się ponad, a w przeddzień oferty MSFT były warte $19. Dla krótkoterminowych inwestorów spekulacyjnych oferta Microsoft była rewelacyjna.</p>
<p>Żeby osiągnąć oczekiwaną przez zarząd wartość $37, kurs akcji firmy musiałby wzrosnąć o 54% w stosunku do dzisiejszego $24. To bardzo dużo, ale jest to do osiągnięcia jeśli firma faktycznie ostro weźmie się do walki o rynek reklamowy i przychody. Jeśli spojrzeć na najnowszą historię firmy, to dokładnie taki wzrost zanotowała w ciągu 11 miesięcy cztery lata temu. W styczniu 2004 jej akcje kosztowały $24 a już w grudniu $37. Oczywiście inny był wtedy rynek i inne możliwości.</p>
<p><strong>Kto zyskał na całym zamieszaniu z przejęciem?</strong></p>
<p>Nie da się ukryć, że firma właśnie dostała  solidnego kopa motywującego, w dodatku zarząd postawiony jest pod ścianą &#8211; wielu udziałowców YHOO będzie żądnych krwi i spadających głów jeśli firma w relatywnie krótkim czasie nie osiągnie wartości choćby owych oferowanych przez MSFT $33 za akcję. Jerry Yang i spółka położyli na szali swoje głowy (nie tylko stanowiska ale i ewentualne pozwy przez akcjonariuszy o działanie na szkodę firmy) i będą naprawdę starać się udowodnić, że ich decyzje nie były błędne.</p>
<p>I jak sądzę uda im się to, bo Yahoo ma odpowiedni potencjał. Na całym zamieszaniu najbardziej zyskają więc chyba ci akcjonariusze firmy, którym nie jest spieszno ze sprzedażą akcji. Jeśli komuś zależało na szybkim spieniężeniu udziałów, oferta Microsoft była na pewno bardzo dobra, ale ci którzy liczą na solidny wzrost wartości firmy w długim okresie na pewno mogą spać spokojnie &#8211; w obecnej sytuacji zarząd będzie starał się zwiększyć wartość firmy na 120% procent swoich możliwości.</p>
<p><center><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/05/yhoo-wykres.png' alt='yhoo-wykres.png' /></center></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/05/05/kto-zyskal-na-przepychance-yahoo-z-microsoftem-dotyczacej-przejecia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Grono spamuje Wikipedię. Niektórzy nie widzą w tym nic złego</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/04/18/grono-spamuje-wikipedie-niektorzy-nie-widza-w-tym-nic-zlego/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/04/18/grono-spamuje-wikipedie-niektorzy-nie-widza-w-tym-nic-zlego/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Apr 2008 15:31:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[grono.net]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Wikipedia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/2008/04/18/grono-spamuje-wikipedie-niektorzy-nie-widza-w-tym-nic-zlego/</guid>
		<description><![CDATA[ Grono przechodzi same siebie. Do całego złego PR jakie ciągnie się za serwisem postanowiono pozyskać jeszcze reputację spamerów Wikipedii.
Niecałe dwa tygodnie temu ktoś napisał od nowa wpis na Wikipedii o Gronie. Nowy artykuł zupełnie zastąpił poprzedni i jest od niego kilkakrotnie dłuższy. Nie oszukujmy się, żaden serwis nie ma aż tak gorliwych fanów &#8211; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/04/grono_logo_160pix.jpg' alt='grono_logo_160pix.jpg' style="margin-bottom: 10px; margin-left: 10px;" align="right" /> <a href="http://www.grono.net">Grono</a> przechodzi same siebie. Do całego złego PR jakie ciągnie się za serwisem postanowiono pozyskać jeszcze reputację spamerów Wikipedii.</p>
<p>Niecałe dwa tygodnie temu ktoś napisał od nowa wpis <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Grono.net">na Wikipedii o Gronie</a>. Nowy artykuł zupełnie zastąpił poprzedni i jest od niego kilkakrotnie dłuższy. Nie oszukujmy się, żaden serwis nie ma aż tak gorliwych fanów &#8211; nikt nie ma wątpliwości, że stoi za tym samo Grono.<span id="more-324"></span> Grzegorz Marczak w notce na Antywebie <a href="http://antyweb.pl/grono-w-wikipedi-zapomnialo-o-wspoltworcy-a-moze-nigdy-go-nie-bylo/">nie widzi w tym nic złego</a>:</p>
<blockquote><p><strong>Grzegorz Marczak, Antyweb.pl:</strong><br />
Grono (albo ktoś w jego imieniu) postanowiło wykorzystać wikipedię (nie ma w tym nic złego) i umieścić w niej dość długi i dokładny opis swojego serwisu, swoich osiągnięć oraz wszystkiego dobrego co z serwisem jest związane &#8211; generalnie niezły PR i marketing.</p></blockquote>
<p>Grzegorz zwraca jedynie uwagę na fragment dotyczący historii i autorstwa serwisu, który przedstawia tylko jedną wersję, będącą na rękę firmie Brandlay (właścicielowi Grona). Jak zapewne słyszeliście istnieje też <a href="http://blog.kurasinski.com/2008/02/28/gronowladni-historia-grononet/">historia alternatywna</a>, którą obejrzeć możecie w <a href="http://bootstrap.pl/2008/04/08/bootstrap-804-podsumowanie/">prezentacji Tomka Lisa</a>. To, która z nich jest bliższa prawdzie, być może rozstrzygnie się w sądzie.</p>
<p>Poza tym drobnym detalem w całej edycji Wikipedii przez Grono nie ma według Antywebu nic złego, za to jest to przykład na niezły marketing. Nie mógłbym się bardziej nie zgodzić.</p>
<p><strong>Spamowanie jest złe</strong></p>
<p>Pomijając już fakt, że nie jest w dobrym tonie pisać o sobie samemu na Wikipedii, używanie jej jak ulotki reklamowej jest najzwyklejszym w świecie spamowaniem. Wśród zasad serwisu jednymi z najważniejszych jest dążenie do obiektywizmu i skupianie się na faktach, a w przypadku istnienia jakichkolwiek kontrowersji przedstawianie rzeczy z różnych punktów widzenia. Artykuł przedstawiający serwis w samych superlatywach i pomijający wszystkie jego ciemne strony oraz kontrowersyjne tematy jest najzwyklejszym spamem.</p>
<p>Bo spam to nie tylko to co dostajecie na skrzynki pocztowe. Niedozwolone przez wyszukiwarki praktyki pozycjonowania stron nazywa się spamowaniem wyszukiwarek (np. wykorzystywanie farm linków w celu oszukania algorytmów Google), podobnie jak ordynarne wykorzystywanie Wikipedii w celach reklamowych/PR nazywane jest jej spamowaniem. Jeśli osoby piszące o webie tego nie czują to ja nie wiem kto ma to czuć.</p>
<p>Wśród zupełnie pominiętych przez artykuł kontrowersji, które na pewno powinny się znaleźć w tekście, wymienić można choćby:
<ul>
<li>historia serwisu i prawa do niego,</li>
<li>głośny kilka miesięcy temu temat blimp vs. blip,</li>
<li>pamiętny <a href="http://www.wiadomosci24.pl/artykul/grono_net_8211_zamknieta_spolecznosc_ujawniona_16724.html">wyciek prywatnych danych</a> do wyszukiwarki Google.</li>
</ul>
<p>Warto nadmienić, że niektóre z tych tematów były poruszone we wcześniejszym artykule Wikipedii, który został zastąpiony nowym.</p>
<p><strong>Dyskusja na Wikipedii</strong></p>
<p>Co sądzą o tym niektórzy użytkownicy internetowej encyklopedii? Na stronie dyskusji dotyczącej wpisu o Gronie przeczytać można między innymi:</p>
<blockquote><p>Mam pytanie: też mam serwis internetowy, chciałbym zamieścić podobną reklamę na Wikipedii, z kim mam się kontaktować? Dostanę fakturę?</p></blockquote>
<blockquote><p>Przeczytałam właśnie dość ciekawy artykuł [dołączony link do strony poza Wikipedią - przypis Webstop] o &#8220;wycieku&#8221; danych z grona. Jeśli jest tak w istocie, uważam, że powinno to zostać koniecznie zaznaczone w artykule [na Wikipedii - przypis Webstop]!</p></blockquote>
<blockquote><p>reklama? marketing? spam? Nie czuje sie upowazniony do edycji ani nie posiadam wystarczajacej wiedzy, ale ten dopisek jest dla mnie tylko i wylacznie marketingowa papka nie majaca zadnej wartosci informacyjnej. Mysle ze tworcy Grona szukaja taniej reklamy.</p></blockquote>
<p>Edycję wpisu w Wikipedii o samym sobie można nazwać faux pax, ale edycji w takim stylu nie można nazwać inaczej niż ordynarnym spamem, działającym na szkodę wszystkich korzystających z Wikipedii (bo przedstawia informacje niepełne i/lub nieprawdziwe, podane w sposób subiektywny i ocierające się o czysty przekaz marketingowy) &#8211; i Grono powinno zostać za to zdecydowanie napiętnowane.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/04/18/grono-spamuje-wikipedie-niektorzy-nie-widza-w-tym-nic-zlego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>20</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Onet testuje nową stronę główną. Rezygnuje z własnej wyszukiwarki?</title>
		<link>http://www.webstop.pl/2008/04/18/onet-testuje-nowa-strone-glowna/</link>
		<comments>http://www.webstop.pl/2008/04/18/onet-testuje-nowa-strone-glowna/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Apr 2008 13:21:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bartek Raciborski</dc:creator>
				<category><![CDATA[opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Google]]></category>
		<category><![CDATA[Onet]]></category>
		<category><![CDATA[portale]]></category>
		<category><![CDATA[wyszukiwarki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.webstop.pl/2008/04/18/onet-testuje-nowa-strone-glowna/</guid>
		<description><![CDATA[ Onet testuje nową stronę główną po wielu latach funkcjonowania z poprzednią wersją, od czasu do czasu jedynie lekko modyfikowaną. Nową propozycję obejrzeć można pod adresem beta.onet.pl.
Pierwsze wrażenie? Jest lepiej! Z chaosu narodził się porządek &#8211; wreszcie można na stronie cokolwiek znaleźć a podświadomość nie krzyczy panicznie żeby uciekać.
Pierwsze wrażenie? Ale cukierkowo! Zbyt wiele różnych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/04/picture-34.png' alt='picture-34.png' style="margin-bottom: 10px; margin-left: 10px;" align="right" /> <a href="http://www.onet.pl">Onet</a> testuje <a href="http://beta.onet.pl/">nową stronę główną</a> po wielu latach funkcjonowania z poprzednią wersją, od czasu do czasu jedynie lekko modyfikowaną. Nową propozycję obejrzeć można pod adresem <a href="http://beta.onet.pl/">beta.onet.pl</a>.</p>
<p>Pierwsze wrażenie? Jest lepiej! Z chaosu narodził się porządek &#8211; wreszcie można na stronie cokolwiek znaleźć a podświadomość nie krzyczy panicznie żeby uciekać.<span id="more-320"></span></p>
<p>Pierwsze wrażenie? Ale cukierkowo! Zbyt wiele różnych odcieni błękitu sprawia, że strona jest mdła i nieśmiałe próby przełamania go pomarańczowym nie spełniają swojej roli.</p>
<p>Dobrym pomysłem jest prawa kolumna z widgetami, które według własnych potrzeb i upodobań można poukładać w dowolnej kolejności, zwinąć lub całkiem usunąć (lub dodać nowe spośród widgetów przygotowanych przez Onet). <s>Brakuje w nich jednak personalizacji &#8211; to byłoby dużo bardziej przydatne i o wiele mocniej przywiązujące użytkowników, gdyby mogli wpływać również na zawartość. W tym temacie jedyne co można to wybrać miasto, dla którego jest wyświetlana pogoda &#8211; rzekłbym standard. A przecież aż się prosi żeby w boksie z walutami można było dodać/usunąć interesujące nas waluty, a w boksie z notowaniami giełdowymi dodać kilka spółek, które nas interesują, i zawsze mieć ich notowania pod ręką na stronie głównej portalu. I tak dalej.</s> Personalizacja zawartości boksów jest możliwa (jak np. wybór spółek, których kursy pokazuje widget giełdy), ale dopiero po zalogowaniu i tylko ze strony konfiguracyjnej sidebara. Na tej stronie nagłówki boksów mają dodatkowe kontrolki do konfiguracji. W zasadzie nie widzę powodu, dla którego nie mogłyby się one znaleźć na normalnej stronie głównej &#8211; można by wówczas dokonywać zmian bez przechodzenia do osobnej strony oraz na pewno więcej osób zauważyłoby tę możliwość (mi na początku umknęła).</p>
<p>Dobrze, że kolumnę z widgetami można przenieść na lewą stronę ekranu. Jej umiejscowienie było pierwszą rzeczą, na którą narzekałem, zanim zauważyłem, że można ją przesunąć. Mam w zwyczaju okno przeglądarki mieć przy lewej krawędzi ekranu, więc widgety wypadały mi niemalże pośrodku ekranu, skutecznie przyciągając oko i rozpraszając przy próbie czytania czegokolwiek w głównej części. Po przesunięciu ich do lewej strony mam poczucie, że wszystko jest na swoim miejscu.</p>
<p>Dziwi trochę umieszczenie wyszukiwarki portalowej tak nisko. Nie chodzi mi o standardowe pole wyszukiwania w topie serwisu, ale o spory boks, pozwalający wyszukać rzeczy w poszczególnych częściach portalu: na mapach Zumi, w aukcjach, ofertach pracy, pasażu handlowym, słownikach, itd. Ja bym ten boks umieścił wyżej, zwłaszcza, że znajdujące się nad nim debaty z blog.pl raczej większości nie będą interesować. Domyślam się, że Onet chciał wyeksponować wszystko to, co wiąże się ze społecznościami, ale prędzej promowałbym bezpośrednio ciekawe wpisy na blogach (tak jak to robi np. Gazeta.pl na swojej stronie głównej) niż debaty, które same w sobie nie były chyba zbyt udanym pomysłem.</p>
<p>Na plus zapisać można jeszcze sporo drobnych detali, o których pomyślano przy tworzeniu nowej strony głównej Onetu, znajdzie się też trochę detali in minus (mniej) &#8211; ale na pewno przeczytacie o nich w najbliższych dniach na wielu innych blogach, ja poprzestanę na ogólnym pierwszym wrażeniu, a ono jest dobre.</p>
<p>O becie strony głównej Onetu przeczytacie też na <a href="http://netto.blox.pl/2008/04/onet-mdlawy-ale-strawniejszy.html">netto</a> i <a href="http://www.techkultura.com/?p=794">Techkulturze</a>.</p>
<p><center><img src='http://www.webstop.pl/wp-content/uploads/2008/04/picture-35.png' alt='picture-35.png' /></center></p>
<p><strong>Uaktualnienie:</strong></p>
<p>Wyniki wyszukiwania, jeśli skorzysta się z wyszukiwarki na nowej stronie, pochodzą z Google. To prawdopodobnie oznacza, że Onet (wreszcie) rezygnuje z własnego silnika wyszukiwarki, który tak naprawdę nigdy nie sprawdzał się tak jak należy. Zatem udział Google w wyszukiwaniu w Polsce zwiększy się z 90,7% do 93,8%. Albo innymi słowy: łączny udział wszystkich wyszukiwarek alternatywnych do Google spadnie o jedną trzecią (dane wg Ranking.pl).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.webstop.pl/2008/04/18/onet-testuje-nowa-strone-glowna/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
